Cześć. Jestem Basia. Jestem uzależniona od blogowania.
Tak mogłoby wyglądać powitanie na spotkaniu anonimowych blogoholików. Dziś jednak nie będzie o uzależnieniach, lecz o anonimowości. Przy okazji trochę się odsłonię. :)
Lekcja wf w liceum, jakieś sto lat temu.
Znienawidzona lekcja, znienawidzony nauczyciel.
Na lekcję przychodził w dżinsach i koszulce, chyba po to żeby z premedytacją pastwić się nad tą żeńską klasą. Zero dobrego przykładu.
Biegniemy dookoła sali - stały tekst.
Pół lekcji biegania jak zwierzę w cyrku, kolejne pół - gry zespołowe, których nie cierpiałam.
Chciałam aerobik, nie było szans, ani w szkole, ani po szkole. Klubów fitness wtedy nie było.
Dawno dawno temu.
Wiem, też nie mogę w to uwierzyć, ale byłam kiedyś nastolatką.
Nastolatką, która nie cierpiała lekcji wf.
Znacie to powiedzenie "obiecanki cacanki a głupiemu radość"? Znacie.
No to wiecie, że nie chodzi w nim o to, żeby kogokolwiek wyzywać od głupców, ale o słowa które z taką łatwością wyrzucamy z siebie obiecując drugiemu, że zrobimy to, czy tamto.
Korzystając z wolnej chwili zrobiłam mały rachunek sumienia i wyszło, że mam kilka takich zaległych spraw.
Muszę się Wam do czegoś przyznać.. Nie wiem jakie konsekwencje będzie miało to wyznanie, ale muszę to z siebie wyrzucić... Dopuściłam się zdrady... Ten związek od początku budził moje wątpliwości. Jesteśmy razem, bo jesteśmy, bo tego wymaga wspólne dziecko. Nie ma między nami jakiejś głębszej więzi. Porozumiewamy się tylko od czasu do czasu. To nie jest dobra relacja. A jak było na początku?
Dopiero co zakończyłam poprzednie wyzwanie fotograficzne pt. Fotograficzny Kalendarz Adwentowy , a już zachciało mi się nowego. No cóż zawsze lubiłam robić zdjęcia, po to, by uwieczniać chwile. Jednak przy okazji realizacji wyzwania adwentowego odkryłam, że fotografią można interpretować słowa. Bardzo mi się to spodobało. I wciągnęło ma maksa. Bawiłam się świetnie.
Disqus jest system komentowania na blogach (zaczynam od definicji, bo mój blog czytają nie tylko blogerzy, więc mogą nie wiedzieć o czym mowa).
Taki system mam od niedawna, ale jestem bardzo zadowolona. Nie wiem jakie psikusy będzie mi czynił w trakcie użytkowania, na razie jest super. :)
Dzisiejszy wpis tworzę z dwóch powodów.
Po pierwsze: żeby podziękować tym, którzy mnie zmotywowali do jego zainstalowania. :)
Namiary na te osoby znajdziecie niżej. :-)
Po drugie: żeby zachęcić tych, co Disqusa jeszcze na swoich blogach nie mają.
W odpowiedzi na Twoje jakże pomysłowe WYZWANIE, przedstawiam historię o tym jak uratowałam wszechświat.
Będzie to opowieść bardzo wzruszająca, bo temat przecież jest poważny i wspaniały.
Mimo, że chciałeś na wesoło.
Publikuję ją na blogu, choć zastanawiałam się, czy poleconym przyczepionym do szponów sępa nie puścić. Jednak zrezygnowałam po wielu próbach, bo żaden sęp nie chciał współpracować.
Poza tym inni też mają prawo do zapoznania się z moją opowieścią, a przecież nie będą za sępami latać jak ja.
Uwaga! Historia ta może doprowadzić Cię do łez.
A załzawienie może być nader intensywne. Uważaj więc na siebie!
Jeszcze raz dziś wracam do Liebster Blog Award, a to za sprawą blogerki Izy, która podstępnie ;) postanowiła mnie nominować mimo, że to właśnie ja nominowałam ją. Że tak nie można według zasad? Nam można. :-)
Wyzwanie przyjmuję, bo bardzo Izę lubię za jej mądrość życiową, pozytywne podejście do wszystkiego i wskazówki jak spełniać marzenia. Iza nie poucza, tylko swoją osobą pokazuje, że jak się chce, można wszystko. :-)
W swoich odpowiedziach na moje pytania, Iza wypowiedziała zdanie, które mnie uderzyło i będę je cytować, gdzie się tylko da:
"Statystyka jest martwa, blog żyje dzięki ludziom."
Liebster Blog Award krąży w sieci od jakiegoś czasu. Taka zabawa łańcuszkowa - pomyślałam - nic ciekawego, oby mnie nie dopadło. Kiedy mnie więc dopadło za sprawą Nieidealnejanny, to napisałam jej w komentarzu: " Anka ja Cię zamorduję". Prawda Ania, że tak napisałam?:) Zwłaszcza, że nominacja przyszła w momencie, gdy siedziałam sflaczała w ciemnym dole swojej egzystencji, zalewając się łzami nad marnością tego świata. I co ja teraz napiszę w odpowiedziach? Kiedy do wszystkiego jestem na nie. A jeszcze telewizor przestał mi działać. Nie oglądam tv, ale skoro płacę to ma działać, nie? Mój Mężczyzna też mnie zirytował strasznie, tak, czasami mnie wkurza bardzo, ale i tak go bardzo kocham. Mężczyźni ogólnie zostali stworzeni po to, by kobietom sprawiać radość i przyjemność, jednak czasami coś im się zawiesza w systemie nerwowym i nie spełniają dobrze swojej funkcji. I wtedy trzeba ich zresetować. No i teraz każdy mężczyzna, który to przeczyta skupi się na tym ostatnim zdaniu. Resztę mi doczytać! Ważna jest! Tu przesyłam specjalne pozdrowienia dla mojego M, bo już wie o moim blogu i na pewno to przeczyta. Już się na Ciebie nie gniewam Kochanie. :)
Ale wtedy się gniewałam, więc jak mogłam Go poprosić o pomoc przy naprawie tv, no jak? Sama się wzięłam. Postanowiłam zastosować najstarszą metodę świata: wyłącz - włącz. Nie zadziałało. Oho, nie będzie łatwo. Trochę więc pokombinowałam, tu reset dekodera, tu reset routera, wyłącz jedno włącz drugie, włącz i wyłącz jednocześnie jedno i drugie. No dziwię się, że nie popsułam, zwłaszcza, że mi w kółko wyskakiwał błąd S01, a raz nawet błąd S04. Nie wiem ile było wyłącz - włącz, ale w końcu zadziałało i zaczęło się instalować od początku. I po chwili jest efekt - tv działa, mogę wyłączyć, przecież i tak nie oglądam. :) Byłam z siebie dumna, że zrobiłam to sama.:)
Podobny rodzaj dumy zaczęłam odczuwać, gdy doczytałam, że nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana za dobrze wykonaną robotę. Aż urosłam z tej dumy. A kiedy w międzyczasie otrzymałam drugą nominację od Anety z look-up-to-life i to z pochwałą za najlepsze komentarze, to normalnie z dumy spuchłam. Jak mnie jeszcze ktoś nominuje, to jest ryzyko, że moja skóra nie wytrzyma dalszego puchnięcia. Wprawdzie przeżyła już dwie ciąże, ale rozciąganie w jednym miejscu to nie to samo co po całości. Czuję się dumna, bo jestem częścią fajnego świata blogosfery i zostałam zauważona i doceniona przez baaaaaaaardzo sympatyczne osoby. I tu napiszę: DZIĘKUJĘ. :) Zaraz czerwony dywan z radości rozwinę. Hmm, chyba nie mam. To może chociaż ubiorę się elegancko, a nie tak w szlafroku.
Dobra, po tym przydługim wstępie, który chyba oznacza powrót weny, czas na odpowiedzi. Jest ryzyko, że też będzie długo, więc może jakąś kawę Wam zrobię czy coś?
Więc może tak: (Nie zaczyna się od więc. Skoro to wiem, to może umiem pisać?)
Może więc tak:
Lubię pisać. Zawsze lubiłam. W podstawówce pisałam wypracowania. W liceum pisałam pamiętniki. W dorosłym życiu też pisałam pamiętniki. W zeszytach. Później była długa przerwa w pisaniu.
A teraz piszę bloga. Bo lubię, bo sprawia mi to przyjemność, bo jest to też rodzaj pamiętnika.