niedziela, 13 września 2015

Blogosfera mnie pożera.


 


Dziś mija pół roku od momentu założenia mojego bloga.
Szanujący się bloger powinien zrobić podsumowanie.
To zrobię. :)
Bo jestem szanującą się... chyba mogę powiedzieć blogerką? ;) 




Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz zetknęłam się z pojęciem blog, chyba było to w trakcie przeglądania wiadomości na Onecie. W ogóle mnie blogowanie nie interesowało. 

Pierwszy, jaki zaczęłam czytać, to blog jednej z moich ulubionych polskich pisarek
Katarzyny Michalak . Namiary znalazłam na okładce jednej z książek.
Na początku tylko czytałam, aż w końcu odważyłam się napisać komentarz.
Po czym co 15 minut sprawdzałam z wypiekami na twarzy czy jest odpowiedź. :) 
Nie było.
Pojawiła się następnego dnia. 
Nie pamiętam treści ani mojego komentarza, ani odpowiedzi na niego, ale pamiętam radość jaką mi sprawiła. Co najmniej jakby Kasia do mnie osobiście list napisała. :-) 

To było dawno.
Potem pojawiła się Niebałaganka - blog, który znalazłam przy wyszukiwaniu informacji o sprzątaniu z wykorzystaniem naturalnych środków. Znacie ten blog? Nie? To koniecznie musicie poznać. To kompedium wiedzy o sprzątaniu, organizacji i o pięknie. Z Anią wszystko wydaje się łatwe. :)

Jednak najwięcej w moim życiu namieszał blog Pani Swojego Czasu . 
Bo od niego zaczęłam zmieniać siebie. Tu wzięłam udział w wyzwaniu "Pani zmienia nawyki". 
Przez cały miesiąc, słyszycie?, calutki miesiąc ćwiczyłam. 
Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się pociągnąć ćwiczenia fizyczne przez 30 dni. 
O moich zmaganiach możecie poczytać tu. 
Nigdy wcześniej to mi się nie udało. Niestety szkoła wytworzyła we mnie wstręt do wf-u i jedyną moją aktywnością był rower. Kiedy chciałam więcej, nie udawało się. 
A tu proszę. Mogę? Mogę. 

Dzięki Pani Swojego Czasu zaczęłam też planować i jakoś ogarniać rzeczywistość wokół. Cierpiałam na chroniczny brak czasu, bo czas przeciekał mi przez palce. U Oli uczyłam się go okiełznać. 

Oczywiście w tym czasie bardzo intensywnie cztalam bloga Oli, a także udzielałam się w komentarzach. Kiedyś zrobiłam w komentarzu żartobliwy wpis dotyczący kursu Oli.

"Basia - popłakałam się ze śmiechu!!! Ty powinnaś pisać Kobieto :)" - tak odpowiedziała Ola.

Odpowiedziała i pewnie po sekundzie już o tym zapomniała.
A mnie te słowa siedzą w głowie do dziś. Ola powiedziała mi coś, co od dawna czułam.

Ale jak to pisać? Co pisać? Przecież nie książkę.
Bloooogaaaa??? 
Ja?
No... w sumie dlaczego nie?
E tam, głupi pomysł.
A może nie taki głupi? Zawsze lubiłam pisać.
Ale niby o czym ja mam pisać?
A na przykład o tym jak udało mi się ćwiczyć zumbę przez miesiąc.
A potem?
Potem się zobaczy. Zacznę.
E tam, to nie dla mnie. Ja się nie nadaję, nie umiem.
Spróbuję , przecież nie muszę pokazywać tego nikomu.
Ale ja nie wiem jak!
A od czego mam google?!!

Po tak burzliwej dyskusji samej ze sobą założyłam bloga.
Czy żałuję?
W ogóle nie żałuję. Wręcz przeciwnie.
Znalazłam swoją pasję.
Coraz lepiej i łatwiej mi się pisze.
Tematy same wpadają do głowy.
Rozwijam się, uczę nowych rzeczy.

Poznałam wielu fantastycznych blogerów, oczywiście nie osobiście, raczej poznałam ich blogi.
To ludzie którzy motywują, którym chce się pracować nad soba, rozwijać się, podróżować,
zmieniać siebie i otoczenie. I przekazywać to innym.
Ludzie mega pozytywni.
Odkryłam w internecie całe pokłady dobra, szacunku dla drugiego, radości z życia, pozytywnej energii. Tak, to wszystko znalazłam w blogosferze. Niezła alternatywa dla tej papki o złym świecie, która sączy się z telewizji.

Stałam się czytaczem blogowym. :)
Szkoda, że nie ma takiego zawodu, mogłabym to robić 8 godzin. Naprawdę. Lubię czytać blogi i je komentować. Sprawia mi to ogromną przyjemność. Co rusz znajduję coś ciekawego.
Czy wolę czytanie od pisania?
Nie. Mniej więcej traktuję to na równi.
Kiedyś już pisałam o tym, że piszę więc jestem.
Tak więc piszę i czytam... i bardzo to wszystko piękne, ale...

Niestety bardzo skurczył mi się czas. 
Czyli wróciłam do punktu wyjścia, znów nie mam czasu. 
A w moim życiu zapanował totalny chaos. 
Właściwie większość czasu wolnego spędzam przed komputerem lub tabletem.
A gdzie czas na mój rozwój? 



Blogosfera mnie pożera.
A w zasadzie pożera mój czas.
Wiedziałam, że blogowanie jest bardzo czasochłonne, jednak nie sądziłam, że aż tak.
Muszę mu nadać jakieś ramy czasowe, by znaleźć czas na wszystko. Również na ruch fizyczny, który...w zasadzie nie istnieje? Ksiażki też leżą i krzyczą: kiedy wreszcie się za nas weźmiesz?! Moja organizacja w domu kuleje. Spokojnie, rachunki jeszcze płacę. :) Za to mój Mężczyzna z nienawiścią patrzy na mój tablet. Co mu zawiniło to małe okienko na świat? ;)

Ech czasie. Nie dość, że pędzisz, to wciąż cię mało.

Dlatego ponownie muszę przeorganizowac swoje życie.
Ustalić jakiś plan, napisać listę rzeczy do zrobienia.
I więcej działać.

W życiu wszystko musi być z umiarem. To prawda stara jak świat, ale u mnie sprawdza się we wszystkim. Nadmiar pewnych rzeczy mi nie służy. Za bardzo mnie pochłonęła moja nowa pasja. Utonęłam w niej. Tak chyba z pasją powinno być, ale nie kosztem innych ważnych rzeczy.

Ostatnio pisałam, że lubię wrzesień za początek. 
To dobry miesiąc na poukładanie wszystkiego od nowa.
Czasie! Znów idę cię poskromić . :)


zdjęcia pochodzą z https://pixabay.com/