Dziś chciałabym napisać, co nam polska wieś daje w postaci fauny i flory.
Czyli innymi słowy: gdzie te zwierzęta? Bo na mojej wsi, jakby deficyt.
Zacznę jednak od roślin. Wiem, zwierzątka są ciekawsze. Cierpliwości. O roślinach będzie krótko.:-)
WARZYWA
Tak, mam mały ogródek, a w nim własne warzywa. Ekologiczne, bo nie ma w nich nawozów, ani innych dziwnych substancji, chyba że coś spadnie z nieba.
Myślicie, że warzywa te są piękne? Takie zdrowe, śliczne okazy?
Nie. Warzywa bez sztucznych dodatków nie chcą być urodziwe. Mają plamy, atakują je choroby, albo w ogóle nie chcą rosnąć. A nawet jeśli uda im się już urosnąć, nie zawsze mają okazję doczekać się konsumpcji przez człowieka, bo najpierw zjadają je robale. W końcu robaki głupie nie są, wiedzą co ekologiczne. A i krecik, nie, nie ten sympatyczny z czeskiej bajki, którą oglądałam w dzieciństwie, taki zwykły krecik, ten pod ochroną, lubi sobie urządzić tunel pod warzywkami. Warzywka się wtedy obrażają i nie rosną.
Do tego jest sucho, a burmistrz zabrania podlewać i straszy odcięciem dopływu wody. Wszystko schnie. W tym roku przeżyła tylko cukinia. Ku mojej uciesze, bo lubię. :)
OWOCE
Większość owoców z tych kilku drzewek, które mamy, została pożarta przez osy. Albo wyschła i pospadała. Tylko stara poczciwa wiśnia dała troszkę wisienek, na 3 małe butelki soku. Jest jeszcze szansa na czarny bez, ale ten też jest dosyć suchy w tym roku. Jabłonka obrodziła, ale jabłka są maleńkie i zazwyczaj robaczywe. Mnóstwo ich spadło i zrobaczniało jeszcze bardziej. Można więc z nich robić kompot, albo rosołek. ;)
ZWIERZĘTA.
Teraz będzie o zwierzętach typowo wiejskich, a w zasadzie o ich braku na mojej wsi.
Bo na mojej wsi najwiecej jest psów i kotów.
Czyli jak w mieście. ;)
Zacznę jednak od roślin. Wiem, zwierzątka są ciekawsze. Cierpliwości. O roślinach będzie krótko.:-)
WARZYWA
Tak, mam mały ogródek, a w nim własne warzywa. Ekologiczne, bo nie ma w nich nawozów, ani innych dziwnych substancji, chyba że coś spadnie z nieba.
Myślicie, że warzywa te są piękne? Takie zdrowe, śliczne okazy?
Nie. Warzywa bez sztucznych dodatków nie chcą być urodziwe. Mają plamy, atakują je choroby, albo w ogóle nie chcą rosnąć. A nawet jeśli uda im się już urosnąć, nie zawsze mają okazję doczekać się konsumpcji przez człowieka, bo najpierw zjadają je robale. W końcu robaki głupie nie są, wiedzą co ekologiczne. A i krecik, nie, nie ten sympatyczny z czeskiej bajki, którą oglądałam w dzieciństwie, taki zwykły krecik, ten pod ochroną, lubi sobie urządzić tunel pod warzywkami. Warzywka się wtedy obrażają i nie rosną.
Do tego jest sucho, a burmistrz zabrania podlewać i straszy odcięciem dopływu wody. Wszystko schnie. W tym roku przeżyła tylko cukinia. Ku mojej uciesze, bo lubię. :)
OWOCE
Większość owoców z tych kilku drzewek, które mamy, została pożarta przez osy. Albo wyschła i pospadała. Tylko stara poczciwa wiśnia dała troszkę wisienek, na 3 małe butelki soku. Jest jeszcze szansa na czarny bez, ale ten też jest dosyć suchy w tym roku. Jabłonka obrodziła, ale jabłka są maleńkie i zazwyczaj robaczywe. Mnóstwo ich spadło i zrobaczniało jeszcze bardziej. Można więc z nich robić kompot, albo rosołek. ;)
Teraz będzie o zwierzętach typowo wiejskich, a w zasadzie o ich braku na mojej wsi.
Bo na mojej wsi najwiecej jest psów i kotów.
Czyli jak w mieście. ;)
PSY.
Psy żyją i na wsi, i w mieście.
Które mają lepiej? Te na wsi? Bo mają więcej przestrzeni i swobody? No nie wiem.
Mój pies musi żyć w zagrodzie. Nie chodzi sobie luzem po podwórku, bo mimo swojego niewielkiego wzrostu, stanowi zagrożenie dla sasiedzkich kur. Jest też niebezpieczny dla roślin podwórkowych. Bo kiedy zadziera nóżkę nad roślinką, roślinka pada z wrażenia. Po kilku takich padnięciach już nie wstaje. Poza tym nasz cudowny kundelek wykorzystywał każda okazję, by wyjść poza ogrodzenie i robił sobie zbyt długie wycieczki, a nikt nie lubi wałęsających się psów. Ja też. Zwłaszcza gdy te psy udają, że są groźne. A jak nie udają i są naprawdę groźne, to jeszcze gorzej.
I w ten sposób mój wiejski piesek wychodzi sobie na spacery kontrolowane, jak jakiś miastowy. :)
A ja nie cierpię psów, które chodzą sobie po wiejskich drogach luzem, bo im nie ufam, bo się ich boję. Po pierwsze -właściciele wiejskich psów zawsze twierdzą, że ich pies nie gryzie. Po drugie - pies nie musi nawet gryźć, wystarczy, ze jest duży - nie przejdę obok. Po trzecie i chyba najgorsze - nie wszyscy na wsiach szczepią psy przeciw wściekliźnie.
Mimo, że uważam, że psy są fantastyczne, podchodzę do nich z dystansem, a w zasadzie podchodzę tylko do swojego. :)
Psy żyją i na wsi, i w mieście.
Które mają lepiej? Te na wsi? Bo mają więcej przestrzeni i swobody? No nie wiem.
Mój pies musi żyć w zagrodzie. Nie chodzi sobie luzem po podwórku, bo mimo swojego niewielkiego wzrostu, stanowi zagrożenie dla sasiedzkich kur. Jest też niebezpieczny dla roślin podwórkowych. Bo kiedy zadziera nóżkę nad roślinką, roślinka pada z wrażenia. Po kilku takich padnięciach już nie wstaje. Poza tym nasz cudowny kundelek wykorzystywał każda okazję, by wyjść poza ogrodzenie i robił sobie zbyt długie wycieczki, a nikt nie lubi wałęsających się psów. Ja też. Zwłaszcza gdy te psy udają, że są groźne. A jak nie udają i są naprawdę groźne, to jeszcze gorzej.
I w ten sposób mój wiejski piesek wychodzi sobie na spacery kontrolowane, jak jakiś miastowy. :)
A ja nie cierpię psów, które chodzą sobie po wiejskich drogach luzem, bo im nie ufam, bo się ich boję. Po pierwsze -właściciele wiejskich psów zawsze twierdzą, że ich pies nie gryzie. Po drugie - pies nie musi nawet gryźć, wystarczy, ze jest duży - nie przejdę obok. Po trzecie i chyba najgorsze - nie wszyscy na wsiach szczepią psy przeciw wściekliźnie.
Mimo, że uważam, że psy są fantastyczne, podchodzę do nich z dystansem, a w zasadzie podchodzę tylko do swojego. :)
KURY.
Kury są - u sąsiadów. Ale chyba złote jajka znoszą, bo cena ich trzy razy większa, jak tych z marketu. Ale to są chyba tzw. kury szczęśliwe. Kiedyś na targu widziałam napis: jaja od kur szczęśliwych. Nie wiem, czy te u sąsiadów są szczęśliwe, bo mają tylko jednego koguta. Jakoś się nim dzielą. Za to chodzą sobie po sporej przestrzeni, dziobią trawkę i chyba jest im dobrze. Pewnie i jajka mają dobre. Kiedyś nie widziałam różnicy między jajem z fermy, a wiejskim. Teraz już jestem świadoma. No cóż, wszyscy wiemy czym faszerowane są kury na fermie. Ale i tak najczęściej jem te gorsze. Wiejskie jaja sąsiadka sprzedaje miastowym. Jakbym mieszkała w mieście, to pewnie by mi sprzedała.:) Kiedy ostatnio jadłam rosół z kury? W dzieciństwie. Zazwyczaj rosół gotuję z kurczaka z marketu. Na warzywach też z marketu. Taki wiejski rosołek, bo gotowany na wsi.
GĘSI.
GĘSI.
Nie znajdziesz u mnie na wsi gęsi. Może i dobrze. Bo gęś to taki biały, niestety dość szybki ptak, który lubi biec za tobą z takim sssssssssssssss. I gryzie. A raczej szczypie.
Taka trauma z dzieciństwa. ;)
KOGUTY.
Koguty też zaliczam do traumy. Do tej pory omijam je z daleka. Zwłaszcza kiedy jestem w czerwonym ubraniu. A może współczesne koguty nie reagują już na czerwone agresją? Może też są szczęśliwe , jak kury? Koguty na mojej wsi istnieją, tam gdzie są kury. Bo to tak chyba musi iść w parze.;)
Jedyne co lubię u koguta to kukuryku. Pianie znaczy. O poranku. Choć po południu też pieją. Może niektóre żyją w innej strefie czasowej.
ŚWINIE.
Kiedy ja ostatnio widziałam świnię na żywo? U mnie na wsi może kilka by się znalazło, jakby dobrze poszukał. A może już nie.
Tak dla przypomnienia jak wygląda prawdziwa świnia: zdjęcie z aforyzmem.;)
źródło zdjęcia demotywatory.pl
KROWY.
Jak ostatnio krowę zobaczyłam gdzieś przy drodze, to jej selfie strzeliłam z radości. Dziwnie się na mnie popatrzyła. No cóż, krowy tak mają, że się w ciebie wpatrują, widocznie człowiek je wciąż zadziwia. Krowa to takie zwierzę, które daje mleko. Nie, nie prosto do kartonu. To trochę bardziej skomplikowany proces.
Och, ten smak z dzieciństwa, ciepłe mleko prosto od babcinej krowy...mniam. :)
Kiedy teraz chcę się napić takiego swojskiego mleka, czekam na znajomego rolnika z sasiedniej wsi, przyjeżdża do nas raz w tygodniu. Ma też swojskie białe sery. Kiedyś nawet sama zrobiłam taki ser. To dopiero była satysfakcja. :)
WAŻNE!
Mała rada dotycząca krowy.
Kiedy już ją spotkasz na swojej drodze, oględziny krowy jako fascynującego zjawiska rozpoczynaj zawsze od tego, co ma na podbrzuszu. Jeśli nie jest to taki balonik z wypustkami (czytaj wymię), nie wpatruj się nieskromnie w to co tam ma, tylko skieruj swój wzrok w poszukiwaniu czegoś, czym ta krowa jest ewentualnie przywiązana. Jeśli nie jest przywiązana i nie stoi za ogrodzeniem, to szukaj najbliższego drzewa, na które da się wejść, bo właśnie przed tobą stoi byk.
Byk to jest krowa płci męskiej, która jest agresywna. Jeśli nie jesteś zawodowym torreadorem, to raczej unikaj kontaktu z tym stworzeniem.
Ja unikam, dlatego nie opowiem ci jak wygląda bliskie spotkanie z samcem krowy. Nie opowiem ci też tego, co podpowiada mi moja wyobraźnia, bo możesz potrzebować cucenia. Szczegóły możesz znaleźć w google pod hasłem corrida.
I jeszcze coś. Z uwagi na to, że mało jest u mnie krów, a w zasadzie prawie ich nie ma, z pobliskich łąk tworzy się busz. Nie ma kto wyżerać, nie ma po co kosić. A w takim buszu ogrom kleszczy. Ohydne i niebezpieczne.
Taka trauma z dzieciństwa. ;)
Koguty też zaliczam do traumy. Do tej pory omijam je z daleka. Zwłaszcza kiedy jestem w czerwonym ubraniu. A może współczesne koguty nie reagują już na czerwone agresją? Może też są szczęśliwe , jak kury? Koguty na mojej wsi istnieją, tam gdzie są kury. Bo to tak chyba musi iść w parze.;)
Jedyne co lubię u koguta to kukuryku. Pianie znaczy. O poranku. Choć po południu też pieją. Może niektóre żyją w innej strefie czasowej.
ŚWINIE.
Kiedy ja ostatnio widziałam świnię na żywo? U mnie na wsi może kilka by się znalazło, jakby dobrze poszukał. A może już nie.
Tak dla przypomnienia jak wygląda prawdziwa świnia: zdjęcie z aforyzmem.;)
źródło zdjęcia demotywatory.pl
KROWY.
Jak ostatnio krowę zobaczyłam gdzieś przy drodze, to jej selfie strzeliłam z radości. Dziwnie się na mnie popatrzyła. No cóż, krowy tak mają, że się w ciebie wpatrują, widocznie człowiek je wciąż zadziwia. Krowa to takie zwierzę, które daje mleko. Nie, nie prosto do kartonu. To trochę bardziej skomplikowany proces.
Och, ten smak z dzieciństwa, ciepłe mleko prosto od babcinej krowy...mniam. :)
Kiedy teraz chcę się napić takiego swojskiego mleka, czekam na znajomego rolnika z sasiedniej wsi, przyjeżdża do nas raz w tygodniu. Ma też swojskie białe sery. Kiedyś nawet sama zrobiłam taki ser. To dopiero była satysfakcja. :)
Mała rada dotycząca krowy.
Kiedy już ją spotkasz na swojej drodze, oględziny krowy jako fascynującego zjawiska rozpoczynaj zawsze od tego, co ma na podbrzuszu. Jeśli nie jest to taki balonik z wypustkami (czytaj wymię), nie wpatruj się nieskromnie w to co tam ma, tylko skieruj swój wzrok w poszukiwaniu czegoś, czym ta krowa jest ewentualnie przywiązana. Jeśli nie jest przywiązana i nie stoi za ogrodzeniem, to szukaj najbliższego drzewa, na które da się wejść, bo właśnie przed tobą stoi byk.
Byk to jest krowa płci męskiej, która jest agresywna. Jeśli nie jesteś zawodowym torreadorem, to raczej unikaj kontaktu z tym stworzeniem.
Ja unikam, dlatego nie opowiem ci jak wygląda bliskie spotkanie z samcem krowy. Nie opowiem ci też tego, co podpowiada mi moja wyobraźnia, bo możesz potrzebować cucenia. Szczegóły możesz znaleźć w google pod hasłem corrida.
I jeszcze coś. Z uwagi na to, że mało jest u mnie krów, a w zasadzie prawie ich nie ma, z pobliskich łąk tworzy się busz. Nie ma kto wyżerać, nie ma po co kosić. A w takim buszu ogrom kleszczy. Ohydne i niebezpieczne.
KOZY.
Koza u mnie na wsi się zdarza. Niektórzy stosują kozy zamiast kosiarki. ;)
Kozy to bardzo urodziwe i bardzo inteligentne zwierzęta. I jeszcze bardzo pożyteczne.
Dlaczego? Nie ważne, tak jest i już.
Koza u mnie na wsi się zdarza. Niektórzy stosują kozy zamiast kosiarki. ;)
Kozy to bardzo urodziwe i bardzo inteligentne zwierzęta. I jeszcze bardzo pożyteczne.
Dlaczego? Nie ważne, tak jest i już.
Kozy użyczają mi swej nazwy do nazwiska, więc nie mogę nic złego napisać o ziomalach, nie?
Kozy są wspaniałe. :-)
Kozy są wspaniałe. :-)
KONIE.
Są. Bo ktoś ma agroturystykę z konikami. Można sobie pojeździć. Czasami widzę takich jeźdźców. Nie wygląda to zachęcająco. Od samego patrzenia bolą półdupki. Konika z furą czasami też widać, ale rzadko. Ostatnio na takiej furze jechałam w dzieciństwie. Fajnie było.:) Kiedyś podobno spadłam z furmanki, ale tego nie pamiętam. :)
Za to na konie lubię patrzeć. To fakt, są piękne.
SZKODNIKI
Przejdźmy do zwierzątek mniejszych. Tych mniej lubianych, a właściwie znienawidzonych. Tych akurat nie brakuje. Zdjęć nie zamieszczam, bo na samą myśl bierze mnie obrzydzenie, wolę na te stworzenia nie patrzeć.
Są. Bo ktoś ma agroturystykę z konikami. Można sobie pojeździć. Czasami widzę takich jeźdźców. Nie wygląda to zachęcająco. Od samego patrzenia bolą półdupki. Konika z furą czasami też widać, ale rzadko. Ostatnio na takiej furze jechałam w dzieciństwie. Fajnie było.:) Kiedyś podobno spadłam z furmanki, ale tego nie pamiętam. :)
Za to na konie lubię patrzeć. To fakt, są piękne.
SZKODNIKI
Przejdźmy do zwierzątek mniejszych. Tych mniej lubianych, a właściwie znienawidzonych. Tych akurat nie brakuje. Zdjęć nie zamieszczam, bo na samą myśl bierze mnie obrzydzenie, wolę na te stworzenia nie patrzeć.
MYSZY. Już w sierpniu bezczelnie ładują się do mieszkania, nie przejmując się tym co im grozi.
Bo grozi. Być może przedstawiciele greenpeace mnie zlinczują (a stoją po drodze z mojej pracy), ale myszy bezwzględnie tępię. Nie znoszę ich, boję się, brzydzę. Kiedyś myślałam, ze myszy są choć trochę inteligentne , boją się ludzi - istot dla nich ogromnych, dopóki jedna nie przebiegła mi po poduszce. Nie bała się. Inna kiedyś siedziała na środku pokoju i patrzyła. Też się nie bała. Miałam wtedy istny potop mysi i czułam się jak król Popiel, zanim go zjadły. Po tej inwazji przyprowadziłam do domu KOTA. Myszy się wyniosły, mimo, że kot łagodny jak baranek. O przepraszam, kiedy łagodny to łagodny. Jak broni podwórka i swojej miski przed czarnym kocurem z sąsiedztwa, jest jak tygrys. Krew się leje. Zuch kotek. Waleczny. Ale w związku z tak ważnym zajęciem, nie ma czasu na myszy. A te już kombinują jak się przecisnąć do mieszkania.
Oprócz myszy, atrakcją na wsi są MUCHY. Niezliczone ilości. Obiad na powietrzu, pięknie nakryty stół w ogrodzie... nie u nas. No chyba, że przyjemność sprawi komuś wspólny posiłek z muchami, które to na pewno nie umyły nóżek po wizycie na jakiejś kupie. Ble.
Wieczorem muchy idą spać, za to budzą się KOMARY. Na szczęście w tym roku jest dla nich trochę za sucho, więc nie uprzykrzają życia. Wieczorem można posiedzieć.
Za to mocno działają OSY. Nie dość, że wyżerają owoce z ogrodu (te ekologiczne), to jeszcze zakładają gniazda. Nie daj Boże niechcący zapukać do ich domku, nie będą gościnne. Wręcz przeciwnie - atakują. W tym roku pozbyliśmy się już dwóch gniazd.
A opuszczone gniazdo wygląda tak:
zdjęcie z mojego albumu
Osy żerują też w trawie, więc hasło"na wsi można sobie pochodzić boso"jest nieaktualne. Zresztą po jakiej trawie? Trawa na chwilę obecną jest taka sucha, że przypomina ściernisko, a nie trawnik.
Aha, jeszcze odnośnie robali. Wszechobecne są PAJĄKI, ale na szczęście fobia na nie mi przeszła, został tylko mały wstręt. Jednak mój wstręt rośnie wprost proporcjonalnie do wielkości pająka. Wiecie co to są kątniki? Wpiszcie sobie w grafikę google, bo ja tu zdjęcia nie zamieszczę. Brrr...Właśnie takie okazy pojawiają się u mnie w domu.
Na szczęście przed muchami, komarami, osami chronią mnie w mieszkaniu siatki w oknach. Czarne, więc prawie niewidoczne dla oka ludzkiego, a skutecznie bronią mieszkanie przed intruzami.
Dlatego wieczorami mogę siedzieć przy zapalonym świetle i szeroko otwartym oknie.
Niestety nic mnie nie chroni przed pająkami. A że właśnie wysprzątałam kąty niszcząc im pajęczyny, lada moment spodziewam się ekspozycji na ścianie w postaci soczystego pająka.
A dziś w nocy coś chrobotało, czyżby znów mysz?
Idę poważnie porozmawiać z kotem.
zdjęcia niepodpisane pochodzą ze strony https://pixabay.com/pl/











