piątek, 28 sierpnia 2015

Jestem wieśniakiem.




Ale wieśniak.
Nie raz słyszę takie określenie o kimś. Raczej brzmi ono negatywnie.

- Ja też mieszkam na wsi. - odpowiadam takiej osobie.
Zapada chwila kłopotliwego milczenia.
- Oj , ale wiesz o co mi chodzi.
Może wiem, może nie wiem.

Ale wiem na pewno, że wieś się teraz lubi, wieś stała się modna. Znani i lubiani kupują domy na wsi. Ci mniej znani też kupują domy na wsi. Najczęściej takie stare, z duszą, do remontu, w których aranżują wnętrza po swojemu. Nie powiem, piękne są te domy, sama bym mogła w takim zamieszkać (albo gdybym chociaż mogła swój tak wyremontować).


Sielskość wraca do łask. Każdy chce być wieśniakiem.
Bo świeże powietrze. Bo ogród. Bo swoje warzywa, mleczko, jajeczka. Bo podwórko, na którym robisz co ci się rzewnie podoba. Bo ciągłe wakacje, ciągły relaks. Bo cisza. Bo natura.
I tak dalej...




Jak już wspomniałam, ja też mieszkam na wsi.
I co? I nic.

Nie doceniam.

Wsi spokojna, wsi wesoła... Ten tylko się dowie, kto cię straci...
Bo ja chcę do miasta. A przynajmniej tak mi się na chwilę obecną wydaje.

Co mnie wkurza na wsi?


DOJAZDY

Bo na wsi pracy nie ma. Tzn. jest, jeśli ktoś ma gospodarstwo. Ja nie mam i mieć nie chcę. Bo to ciężka harówa i dyspozycyjność 24h. Nie mam też pracy przez internet. Mam pracę w mieście i muszę do niej dojechać. Ile mi to zajmuje czasu i jak dojeżdżam możecie przeczytać TU.
Jestem zmęczona i może właśnie to powoduje moje frustracje.

WODA

Wracam po całym dniu pracy, chcę się wykąpać. Ok. Odkręcam kran. Woda leci. Z wodociągu oczywiście. Cieszę się więc, że ze studni nie trzeba nosić, jak to na wsiach dawniej bywało.
Ale woda zimna. Zimna woda zdrowia doda - mówiono kiedyś. Może komuś doda, mnie nie.
Bo ja zimnej wody nie lubię. W życiu się nie umyję w lodowatej wodzie!!!
No to sobie nagrzeję. Napalę w piecu i odczekam aż się nagrzeje.
W taki upał chcesz palić w piecu??
No to włączę termę.
Kiedyś włączyłam. Pół miesiąca robiłam na rachunek za prąd.
No to nagrzeję. W garach, na gazie. I naleję do wanny.
Siedząc w wannie wyobrażam sobie jak to cudownie jest w mieście, w bloku, kiedy w każdym momencie odkręcam kran i leci woda GORĄCA. I o każdej porze dnia i nocy mogę sobie wziąć prysznic.


OPAŁ

Zimą jest lepiej. Pali się w piecu codziennie, więc i woda się grzeje. Ale zanim to nastąpi, należy zakupić opał.
Drzewo. Owszem, przywiozą. Ale musisz sobie przy nim popracować - 3 razy "p":
pociąć, porąbać i ponosić.
Oczywiście w dni wolne. Bo w pozostałe cały dzień cię nie ma (praca plus dojazdy).
Węgiel. Bo przecież nie samym drzewem człowiek pali. Też przywiozą. A ty bawisz się w węglarza i nosisz węgiel do kotłowni. Kiedyś sama przerzuciłam tonę. W dwóch podejściach. :)
Zimą zazwyczaj pali się w piecu po południu lub wieczorem. Rano - lodówa, nie chce się wyleźć spod kołdry.
A w bloku? Cieplutko o każdej porze. Okieneczko otwierasz bo za gorąco. I mieszkanie się wywietrzy, ale nie wyziębi.

ŚWIEŻE POWIETRZE

Skoro jesteśmy przy zimie. Idę ulicą. Wszyscy palą w piecu. Wiadomo, zimno. Ale chmury dziś jakieś gęste. I nisko osadzone. Dym nie idzie w górę. Dym się unosi nad tobą. Właściwie to idziesz w smogu. To się nazywa świeże wiejskie powietrze. A co ludzie palą w tych piecach? Nie chcesz wiedzieć.
Wiosną są inne atrakcje. Wiosną się nawozi pola. Nawozem naturalnym. Nawóz naturalny nie pachnie. Smród nawozu naturalnego rozchodzi się po całej okolicy. Przecież tu ludzie już nic nie uprawiają. To skąd te aromaty?

BURZA

Zostajemy przy wiośnie. Temat dotyczy też lata.
Boję się burz. Bardzo boję się burz. Na moim domu nie ma piorunochronu.
Jakie jest prawdopodobieństwo, że trafi weń piorun? Jak wygrana w totka?
To może zagram. Bo w mój dom piorun trafił.
Nie, dom nie był najwyższym punktem. Sąsiada budynek jest wyższy. A najwyższe są drzewa po drugiej stronie ulicy. A piorun trafił w nasz dom. W antenę, może w komin, nie wiadomo. Poszło po rurach od centralnego ogrzewania. Ale zanim poszło, mała iskra wznieciła ognień na strychu. Zaczęło się palić ocieplenie. Na szczęście w porę dwóch dziarskich panów (mój tata i sąsiad, obaj lat +/-70) porwało dwa ogromne kubły z deszczówką i wskoczyło z nimi na strych zalewając rozprzestrzeniający się już ogień. Długo się potem zastanawiali jak to zrobili, bo wejście na strych było po drabinie. Teraz już wiem jak działa adrenalina. Na szczęście obyło się bez straży, w jakiś wręcz cudowny sposób obyło się też bez strat. Strych był tylko okopcony, nie spaliło się żadne urządzenie w mieszkaniu. Na pamiątkę została mi taka dziura w ścianie.




Jeszcze tylko dodam, że w bloku się burzy nie boję. Tam czuję się bezpiecznie.
Chcę też zauważyć, że jak przechodzą nawałnice, to zerwane dachy są raczej na wsiach.

CIEMNOŚĆ 

Na wsi, kiedy jest burza, zaraz wyłączają prąd. Ale nie tylko w czasie burzy. I wtedy nastaje ciemność. Dla kogoś, kto się boi ciemności sytuacja mało komfortowa. Ciemność rodzi strach. Zwłaszcza kiedy siedzisz sam w domu, jak Kevin. Bo nawet wyobraźnię masz wtedy jak Kevin - bardzo wybujałą. I od razu przypominasz sobie wszystkie horrory, które kiedyś widziałeś i wszystkie historie o duchach, które kiedyś usłyszałeś. A jak do tego jeszcze szumi wiatr, coś gdzieś puknie...
Brr...
Kiedyś przez kilka miesięcy remontowano u nas oświetlenie drogowe (bo lampy przy drodze mam). Oczywiście robiono to zimą, kiedy dzień krótki. Ciemnica totalna. Chodziłam z latarką, ale lęk mnie ogarniał już przy wyjściu z domu. Szłam, bo musiałam. Serce mało co nie wyskoczyło ze strachu. Jak to się mówi - można w mordę dostać i nie wiedzieć od kogo. Kiedy zwrócili mi lampy byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. 

PRACA

Mam swoją pracę w mieście.
A jak wracam na wieś to ciąg dalszy następuje.
Zimą - odśnieżanie.
Wiosną i latem - koszenie, podlewanie.
Jesienią - grabienie.
Można nie kosić, nie grabić, ale jak chcesz mieć ładnie, nie masz wyjścia. Do tego kwiaty. Na szczęście nimi zajmuje się moja mama emerytka. Bo przy kwiatach jest co robić. Naprawdę. Niby rosną same. Ale jak się im obrywa uschnięte kwiatuszki to pojawiają się nowe. I jest pięknie.
A tu podlać trzeba, tu przyciąć. Zajęć nie brakuje.


CISZA

Tu chyba nie znajdę argumentu przeciw. Cisza jest. I jest cudowna. Trochę ją zakłócają świerszcze. Czasami zaszczeka jakiś kundelek, walczące koty nieraz pomiauczą. Tylko od czasu do czasu przejedzie samochód, w końcu nie mieszkam na odludziu. Rano zapieje kogut, ptaki pośpiewają.
Zaraz zaraz, ten post miał być przeciw wsi, a robi się całkiem przyjemnie.

Ok. Zdarzają się też głośni sąsiedzi. Nie tylko w blokach jest problem z sąsiadami. Na wsiach ludzie grillują (robiąc dymówę lub zadymę na pół wsi), imprezują na powietrzu, puszczają głośną muzykę ( nie zważając na sąsiadów). Swego czasu miałam sąsiada, który regularnie urządzał imprezy na powietrzu w Wielki Piątek, chyba specjalnie. Na szczęście obok już nie mieszka, a niedawno szukał go komornik, więc raczej się szybko nie pojawi.
Ogólnie ostatnio jest cisza. Kiedyś nie lubiłam ciszy, zawsze w domu coś grało. Teraz lubię. Chyba się starzeję. ;)

PLOTKI

Czyli jeszcze o ludziach.
Niektórym się wydaje, że jak się ma własne podwórko, to można chodzić nago. Akurat. No chyba, że ma się podwórko bardzo osłonięte, albo na totalnym zadupiu. Ja nawet w piżamie nie wychodzę. Jak się chcę poopalać, to szukam miejsca gdzieś za domem. Bo ludzie się gapią. Są ciekawscy. Okna na noc też zasłaniam. Bo się gapią.
I plotkują.
A może to nie ludzie? Plotki roznoszą się z taką prędkością, że może przenoszą je gołębie pocztowe? Albo świetliki w nocy, z szybkością światła. A rano już wszyscy wszystko wiedzą.
Ja nie wiem. Ja nawet wszystkich tu nie znam z imienia i nazwiska, nie mówiąc już o tym kto z kim, kiedy i po co.
Jak plotkarze to zapamiętują? Nie mam pojęcia.

A może ja jestem aspołeczna?
Może dlatego nie lubię tej wsi, bo nie mam tu przyjaciół.
Bo moje znajome, koleżanki, przyjaciółki powyprowadzały się.
A ja zostałam, mimo ciągłych deklaracji, że też stąd wyjadę.

Mówią, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Być może. Być może muszę stracić wieś na jakiś czas, żeby ją docenić. Być może powinnam pomieszkać w zgiełku, w betonie, w tłumie...

Ale miasto to nie tylko beton.
Miasto ma też dużo zalet.
Ma też zieleń, wypielęgnowaną (u mnie na wsi dookoła są dzikie chaszcze, bo nikt nie kosi łąk).
Ma też ciszę, zależy gdzie się mieszka.
Wszędzie jest blisko (na wsi bez samochodu jak bez ręki).
Ma wiele atrakcji: kina, muzea, teatry, koncerty.
Że ze wsi można się też wybrać? Można, ale to jest cała wyprawa. Odechciewa się.

Swego czasu u nas w domu przy każdym spotkaniu rodzinnym pojawiały się dyskusje:
gdzie lepiej, gdzie taniej, gdzie wygodniej.
Ci z miasta twierdzili, że na wsi, my że w mieście.

Gdzie leży prawda? Pewnie jak zawsze, po środku.
I pewnie zależy od wielu czynników.

Na dzień dzisiejszy stwierdzam jasno: chcę do miasta.
A Ty? Wolisz miasto, czy wieś? I nie pytam o wakacje, ale o codzienne życie.




źródło zdjęcia: https://pixabay.com/pl/



22 komentarze:

  1. Witaj!
    Piszesz lekko i masz niesamowite poczucie humoru :) Od dawien dawna nie trafiłam na takiego bloga, który wywołałby u mnie salwy śmiechu. Prawie dziecko obudziłam swoim chichotaniem.
    To nieodzowne pytanie, gdzie lepiej mieszkać. Ja w mieście często i gęsto w zimnej wodzie się pluskam, bo ogrzewanie gazowe mam i jak chłop nie włączy, to ciepłej wody nie mam ;) Idziesz, a raczej jedziesz do pracy godzinę czasu w jedną stronę spoglądając na betonowo-szklane miasto, przywdziane w pstrokate reklamy, ściśnięta w ciżbę mas ludzkich w komunikacji miejskiej, wdychając wyziewy czyjeś pachy.. Mogę wyliczać bez liku :) I miasto, i wieś mają swój urok, jak i wady. Pytaniem najważniejszym jest to, czego w danym etapie naszego życia potrzebujemy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiech to zdrowie, więc cieszę się, że choć minimalnie przyczynilam się do Twojej zdrowotności. ;-) Wiem, że miasto ma mnóstwo minusów, pewnie też mogłabym wyliczać i wyliczać, bo dokładnie znam ten stan bycia szprotką w autobusowej puszce i wciągania wyziewów spod pach :-).Chciałabym jednak trochę w mieście pomieszkać, właśnie po to by sprawdzić czego tak naprawdę potrzebuję. Tworzę właśnie drugą część wpisu o wsi, na którą serdecznie Cię zapraszam. :-)

      Usuń
  2. Kochana Basiu masz rację :) Wieś jest piękna raz na jakiś czas i wtedy ją kocham, ale na co dzień też wybieram miasto :) Ale odgrażam się, że na emeryturze - o ile dożyję spadam an wieś podlaską. Właśnie wróciłam z Szacił, rodzinnego miejsca teściowej. Faktycznie z wodą kłopot, łazienka nie skończona - na wiosnę ma coś ruszyć z remontem... Dla takiego czyścioszka jak ja brak prysznica to istny horror. Resztę jestem w stanie ścierpieć. Marzy mi się kariera pisarska, wiec może dlatego tak mnie do tej wsi i jej spokoju ciągnie? Ale mnie urzekają takie naprawdę małe wioski, gdzie domów na palcach jednej ręki można zliczyć. Gdzie ludzie żyją jak Pawlak z Kargulem :P Gdzie nie dotarł Internet ..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się odgrażam, że na emeryturze będę podróżować. :) Choć biorąc pod uwagę hipotetyczną emeryturę, którą na dzień dzisiejszy wyliczył mi ZUS, to chyba podróżować autostopem, z noclegiem pod namiotem i to na dziko, żeby bez opłat i z kąpielami w strumieniu (może do emerytury oswoję się z zimną wodą :)). Nie wiem czy to będą odpowiednie warunki dla babuleńki Basi, ale co tam. Pomarzyć można. :)
      Mnie też urzekają małe wioski. Kiedy jakiś czas temu byłam u koleżanki, na prawdziwej wsi, piałam z zachwytu. :) Aż się podejrzanie na mnie patrzyła.;) Naprawdę mi się tam podobało. Jednak nie wiem, czy chciałabym na takiej wsi zamieszkać. A bez internetu? Nigdy. :)

      Usuń
  3. Po przeczytaniu posta o porannych dojazdach, całkowicie rozumiem wydźwięk tego. Mimo, że zdecydowanie wolę wieś od miasta, rozumiem również Ciebie. Moim zdaniem każdy powinien mieszkać zarówno w mieście jak i na wsi i po prostu sobie wybrać. Niestety pensje są takie jakie są i zazwyczaj jesteśmy skazani na to, co mają nasi rodzice i dziadkowie. No, chyba, że ktoś nie boi się kredytu na 30 lat ;) Może spróbujesz się poopalać nago i Ci się zazdrosne żony sąsiadów zrzucą na mieszkanko w stolicy ;) :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się boję 30-letniego kredytu, ale nawet jakbym strach przełamała, to żaden bank mi takiego nie udzieli. Może i dobrze. Po co mi takie dożywocie.;)
      Myślę, że na wsi można się fajnie urządzić, jeśli się dysponuje większą gotówką. Mała wygrana
      w lotto i mogę mieszkać tam gdzie mieszkam.:) Rzucam pracę, zajmuję się tym co lubię, ciężkie prace zlecam pracownikom. Robię mały lifting domu, zmieniam ogrzewanie na olejowe (nie przejmuję się rachunkami), zakładam kolektory słoneczne, wprowadzam różne innowacje. Aha, kupuję drugi samochód, żeby mieć tylko do własnej dyspozycji. Rozbudowuję dom lub buduję mały pensjonat, gdzie zapraszam przyjaciół po to, by złapali oddech od życia...
      Chyba mnie poniosło, rozmarzyłam się. :)
      A z zazdrosnymi żonami sąsiadów lepiej nie zadzierać, bo tradycyjnym polskim zwyczajem mogą wywieźć ze wsi na taczce. ;)

      Usuń
  4. Napisałaś bardzo, bardzo mądry i spokojny tekst. Odłożę go sobie, będę wrzucał różnym tym, którzy własnie piszą o "wieśniakach" i "wsi". Przez długi czas spędzałem całe miesiące wakacji letnich na wsi (a bywało, że i zimowych) To był letniskowy domek, ale dobrze znaliśmy się z sąsiadami, z połową wsi. Dobrze pamiętam twardy uścisk rąk sąsiadów, którzy prócz prowadzenia gospodarki harowali (bo tego się inaczej nie da nazwać) w pobliskiej hucie. Bliskość przyrody ale też codzienne zajęcia, bo - tak jak piszesz - żeby było ciepło, to trzeba było napalić w piecu, węgiel się kończył absurdalnie szybko, drewno trzeba było PPP itd, itp :)

    Mnie wielkie miasta męczą, wolę te mniejsze, no i w takim też mieszkam. I też można napisać książkę jak to jest w porównaniu do dużych miast :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo! Bardzo dziękuję z to "bardzo, bardzo mądry tekst".:) :) :)
      Chyba w każdym miejscu zamieszkania można znaleźć plusy i minusy.:) Ja na ogół staram się doceniać tą ciszę, naturę, zieleń i cieszyć się z tego co mam (bo jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma). Ale czasami gorycz mi się przelewa i muszę ponarzekać na wieś. Zwłaszcza jak słyszę, że mam tak dobrze, bo mieszkam na wsi. Na wsi nie zawsze jest tak różowo jak się wydaje. Wspominałam już w którymś z komentarzy tutaj, jak to pojechałam do koleżanki na prawdziwą wieś i piałam z zachwytu, że tam tak pięknie (jak jakaś miastowa ;)). Bo było pięknie. Ale jak mi zaczęła opowiadać o tym jak wygląda jej dzień (krowy wydoić, wygnać, świnie nakarmić, kury, praca w polu, świątek-piątek), to polubiłam na chwilę moje dojazdy.:) Wieś jest piękna, ale i pracowita. Te wszystkie naturalne jajeczka, mleczko, serki, warzywka nie tworzą się same. Wymagają wysiłku i dyspozycyjności. Zawsze miałam duży szacunek dla ludzi pracujących na wsi. Ja na rolniczkę się nie nadaję.:) Ale wieśniakiem jestem, takim tęskniącym za miastem.:)

      Usuń
    2. Ciekawe, bo w moich okolicach jest dużo rolników, ale już tak na skalę komercyjną. Wielkie gospodarstwa, masa sprzętu zmechanizowanego, się zastanawiam na ile to wieś a na ile wiejskie miasteczka :)
      To co by mnie przerażało najbardziej w gospodarowaniu to nieprzewidywalność pogody. Dziś zboże stoi a jutro po wichurze, gradobiciu już go nie ma :(

      Usuń
    3. Bo teraz najbardziej się opłaca rolnictwo na dużą skalę. Na mojej wsi nie ma tak dużych gospodarstw, a te małe upadają. Dlatego tak trudno jest tu znaleźć krowę lub swinkę. O czym niedługo zresztą napiszę. :-)

      Usuń
  5. Świetny wpis ja też nie lubię wsi i wolę miasto jako mały dzieciak a było to nie dawno heh lubiłem jeździć na wieś do ciotki lecz wiem że na teraz nie ma tam nic co by mnie przyciągało. Wieś jest dobrym miejscem dla introwertyków ale nie dla mnie bo ja kocham ludzi <3 i uwielbiam ich poznawać a miasto nam to daje. Jestem też pełen podziwu dla twojego taty i sąsiada że potrafili ugasić pożar!! Ale jak widać wieś ma jeden niepodważalny plus! Ciszę!! Ale jednak przychylam się do tego i również wolę miasto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważną kwestię poruszyłeś. Miasto daje nam możliwość ciągłego poznawania nowych ludzi. A to jest fajne. A na wsiach wciąż te same gęby. I super, jeśli te gęby są sympatyczne i przyjazne. Gorzej jeśli jest wręcz przeciwnie i musisz codziennie mijać kogoś, na kogo nie możesz już patrzeć. A jak już ma się dosyć ludzi, najlepiej wyjechać na zabitą dechami wieś i pobyć trochę w spokoju i ciszy, z dala od wszystkiego. A potem wrócić do miasta z naładowanym akumulatorem. :)

      Usuń
  6. Świetny post.
    Ja życia na wsi sobie nie wyobrażam, chociaż u mnie pojawia się wśród znajomych zawsze "żarcik", że moja miejscowość to w sumie wieś.
    Wcale że nie ma ponad 10 000 mieszkańców :D

    www.wisniowasowa.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo teraz mamy takie wiejskie miasteczka i miejskie wioski. :) Moja wioska jest taka trochę miejska, przyłączyliby ją do miasta i nikt by nie zauważył różnicy:). Mnie intrygują duże miasta i w takim własnie chciałabym mieszkać - na próbę. :)

      Usuń
  7. Sama mieszkam na wsi i zauważam, że jest coraz modniejsza. Tzn to raczej takie przedmieścia, gdzie jedyne zwierzaki to psy i koty, a świni czy krowy nie uświadczysz tutaj. Najbardziej chyba nie lubię palenia w piecu, bo zawsze po tym śmierdzę, ale nie da się blokowiskiem zastąpić poranków z herbatką na mokrej od rosy trawie, czy popołudnia z książką na leżaku. Dla mnie wieś ma i plusy i minusy, póki co chcę się z niej wyrwać, ale na pewno zechcę jeszcze do niej wrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy więc podobnie, bo ja też chcę się wyrwać, by móc potem wrócić i ocenić, gdzie tak naprawdę jest moje miejsce. :) Poza tym uważam, że człowiek powinien iść za pracą, gdzie praca tam życie. Długie dojazdy do pracy to ogromna strata czasu.

      Usuń
  8. Ja zdecydowanie jestem miejskim stworzeniem i nie umialabym zyc z dala od tego.
    Jeśli ciągnie Cie do miasta- szukaj mieszkania na wynajem na początku i zobacz jak się tam czujesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wynajem mieszkania związany jest ze zmianą pracy, bo przy obecnych zarobkach w ogóle nie ma o czym nawet marzyć. A zmiana pracy już nie jest taka prosta.

      Usuń
  9. Nie przepadam za wsią, co zawsze tłumaczę sobie tym, że po prostu wieś jest mi trochę obca (wychowałam się w samym sercu Gdańska, dziadkowie z jednej i z drugiej strony mieszkali również w centrum). Ok, fajnie jest wyjechać na kilka dni, ale nie mieszkać na stałe. Dobrze czuję się wśród ludzi. Tzn. lubię samotność, ale kontrolowaną, wiedząc, że wystarczy otworzyć okno, żeby kogoś zobaczyć.

    Jednak większość wad wsi, o których wspominasz, nie jest mi obca. Mieszkam w domu szeregowym, ok. 4-5 km od centrum. Też trzeba odśnieżać zimą, podlewać, kosić, pielić latem. Nie zawsze mam ciepłą wodę, a nawet pamiętam okres, kiedy miałam ją rzadko (mieliśmy jakiś kiepski piec i często sobie nie radził). Z dojazdami też bywa różnie, bo w korkach potrafię te kilka kilometrów przebyć w ponad godzinę. Całe szczęście istnieje alternatywa w postaci tramwaju, jednak z dojściem na przystanek itd. i tak za szybko nie jest ;) Żeby nie było, że same minusy, to jednak dom to przestrzeń, ogród i letnie posiłki na świeżym powietrzu :)

    Ciekawe, co piszesz o ludziach. U mnie w rodzinie nigdy nikt się specjalnie nie przejmował tym, co dzieje się u sąsiada. Tzn. nie plotkowało się. Czasami rodzice (którzy się ode mnie wyprowadzili) spytają, czy jakiś sąsiad żyje, a ja nawet nie jestem w stanie im odpowiedzieć. Sąsiedzi są od tego, żeby pożyczyć kostkę masła czy odebrać paczkę od kuriera, pomóc z jakąś drobną naprawą, ewentualnie urządzić wspólnego grilla czy nakarmić kota. Od kiedy jednak jeżdżę do rodziny mojego narzeczonego do mniejszego niż moje własne miasta, mam wrażenie, że u nich rozmawia się tylko i wyłącznie o tym, kto z kim i dlaczego, kto gdzie i po co, a to wszystko nie na podstawie "spotkałem i pogadałem", tylko "widziałem" (np. że wnosi meble do domu, więc pewnie miał remont, bo pewnie jego nowa żona się wprowadzi i pewnie spodziewają się dziecka ;)

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W większych miastach ludzie się tak nie znają i bardziej żyją swoimi sprawami. Na wsiach wystarczy rzucić hasło w eter i tworzy się historia. :) A czasami nie trzeba rzucać hasła, wystarczy np.tak jak piszesz-wnosić meble. Ale dobrego sąsiada warto mieć wszędzie. My też mamy takich sąsiadów, na których zawsze można liczyć. To właśnie ten pan, który pomagał mojemu tacie gasić pożar i jego rodzina. Taki sąsiad to skarb. :)

      Usuń
  10. Ten post uświadomił mi, jak to wszystko wygląda z perspektywy dorosłej osoby, która musi zadbać o nieco odłączony od miejskiej infrastruktury dom. Mieszkałam na wsi jako dziecko, do 16 roku życia i lubiłam to. Od 2008 roku mieszkam w mieście, z małymi przerwami i nie podoba mi się. Najgorsze skutki tej zmiany to mniejsza aktywność fizyczna i rozwijanie się skłonności do zakupoholizmu (zaczęłam nad tym ostatnio panować). Patrząc na Twoje - słuszne w moim odczuciu - argumenty, najlepiej byłoby zamieszkać w małym miasteczku blisko jakiegoś większego miasta (dobrze skomunikowanym) lub na przedmieściach. Oczywiście nie ma rozwiązań idealnych. Czas pokaże, co będzie najlepszym rozwiązaniem dla mnie i mojego męża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam wrażenie, że jeśli chodzi o aktywność fizyczną, to właśnie w mieście jest łatwiej. Mimo, że na wsi wykonujesz różne czynności fizyczne, to zazwyczaj wykonujesz je nieregularnie i trochę (a może nie trochę) z musu. I w ogóle nie masz poczucia, że jesteś aktywna fizycznie w sensie takim, że uprawiasz jakiś sport, tylko że pracujesz fizycznie. A w mieście masz kluby fitnes, w mieście masz ścieżki biegowe ( u mnie na wsi możesz biec po drodze głównej, gdzie jeżdżą samochody lub po bocznych, gdzie ganiają cię wiejskie kundelki). Kiedy chciałam ćwiczyć zumbę, robiłam to przed komputerem, bo do klubu fitnes mi nie po drodze. Po za tym na wsi brakuje mi wydarzeń kulturalnych, kin, teatrów, koncertów, eventów itp.
      Jedyne czego mnie nauczyła wieś to to, że nie boję się żadnej pracy fizycznej. Jestem taka trochę baba z jajami ;), ale z wrażliwą, bardzo wrażliwą duszą.:)
      A zakupoholizm może się objawiać wszędzie, z tym że na wsi jest mniej okazji.;)

      Usuń