Ale wieśniak.
Nie raz słyszę takie określenie o kimś. Raczej brzmi ono negatywnie.
- Ja też mieszkam na wsi. - odpowiadam takiej osobie.
Zapada chwila kłopotliwego milczenia.
- Oj , ale wiesz o co mi chodzi.
Może wiem, może nie wiem.
Ale wiem na pewno, że wieś się teraz lubi, wieś stała się modna. Znani i lubiani kupują domy na wsi. Ci mniej znani też kupują domy na wsi. Najczęściej takie stare, z duszą, do remontu, w których aranżują wnętrza po swojemu. Nie powiem, piękne są te domy, sama bym mogła w takim zamieszkać (albo gdybym chociaż mogła swój tak wyremontować).
Sielskość wraca do łask. Każdy chce być wieśniakiem.
Bo świeże powietrze. Bo ogród. Bo swoje warzywa, mleczko, jajeczka. Bo podwórko, na którym robisz co ci się rzewnie podoba. Bo ciągłe wakacje, ciągły relaks. Bo cisza. Bo natura.
I tak dalej...
Jak już wspomniałam, ja też mieszkam na wsi.
I co? I nic.
Nie doceniam.
Wsi spokojna, wsi wesoła... Ten tylko się dowie, kto cię straci...
Bo ja chcę do miasta. A przynajmniej tak mi się na chwilę obecną wydaje.
Co mnie wkurza na wsi?
DOJAZDY
Bo na wsi pracy nie ma. Tzn. jest, jeśli ktoś ma gospodarstwo. Ja nie mam i mieć nie chcę. Bo to ciężka harówa i dyspozycyjność 24h. Nie mam też pracy przez internet. Mam pracę w mieście i muszę do niej dojechać. Ile mi to zajmuje czasu i jak dojeżdżam możecie przeczytać TU.
Jestem zmęczona i może właśnie to powoduje moje frustracje.
WODA
Wracam po całym dniu pracy, chcę się wykąpać. Ok. Odkręcam kran. Woda leci. Z wodociągu oczywiście. Cieszę się więc, że ze studni nie trzeba nosić, jak to na wsiach dawniej bywało.
Ale woda zimna. Zimna woda zdrowia doda - mówiono kiedyś. Może komuś doda, mnie nie.
Bo ja zimnej wody nie lubię. W życiu się nie umyję w lodowatej wodzie!!!
No to sobie nagrzeję. Napalę w piecu i odczekam aż się nagrzeje.
W taki upał chcesz palić w piecu??
No to włączę termę.
Kiedyś włączyłam. Pół miesiąca robiłam na rachunek za prąd.
No to nagrzeję. W garach, na gazie. I naleję do wanny.
Siedząc w wannie wyobrażam sobie jak to cudownie jest w mieście, w bloku, kiedy w każdym momencie odkręcam kran i leci woda GORĄCA. I o każdej porze dnia i nocy mogę sobie wziąć prysznic.
OPAŁ
Zimą jest lepiej. Pali się w piecu codziennie, więc i woda się grzeje. Ale zanim to nastąpi, należy zakupić opał.
Drzewo. Owszem, przywiozą. Ale musisz sobie przy nim popracować - 3 razy "p":
pociąć, porąbać i ponosić.
Oczywiście w dni wolne. Bo w pozostałe cały dzień cię nie ma (praca plus dojazdy).
Węgiel. Bo przecież nie samym drzewem człowiek pali. Też przywiozą. A ty bawisz się w węglarza i nosisz węgiel do kotłowni. Kiedyś sama przerzuciłam tonę. W dwóch podejściach. :)
Zimą zazwyczaj pali się w piecu po południu lub wieczorem. Rano - lodówa, nie chce się wyleźć spod kołdry.
A w bloku? Cieplutko o każdej porze. Okieneczko otwierasz bo za gorąco. I mieszkanie się wywietrzy, ale nie wyziębi.
ŚWIEŻE POWIETRZE
Skoro jesteśmy przy zimie. Idę ulicą. Wszyscy palą w piecu. Wiadomo, zimno. Ale chmury dziś jakieś gęste. I nisko osadzone. Dym nie idzie w górę. Dym się unosi nad tobą. Właściwie to idziesz w smogu. To się nazywa świeże wiejskie powietrze. A co ludzie palą w tych piecach? Nie chcesz wiedzieć.
Wiosną są inne atrakcje. Wiosną się nawozi pola. Nawozem naturalnym. Nawóz naturalny nie pachnie. Smród nawozu naturalnego rozchodzi się po całej okolicy. Przecież tu ludzie już nic nie uprawiają. To skąd te aromaty?
BURZA
Zostajemy przy wiośnie. Temat dotyczy też lata.
Boję się burz. Bardzo boję się burz. Na moim domu nie ma piorunochronu.
Jakie jest prawdopodobieństwo, że trafi weń piorun? Jak wygrana w totka?
To może zagram. Bo w mój dom piorun trafił.
Nie, dom nie był najwyższym punktem. Sąsiada budynek jest wyższy. A najwyższe są drzewa po drugiej stronie ulicy. A piorun trafił w nasz dom. W antenę, może w komin, nie wiadomo. Poszło po rurach od centralnego ogrzewania. Ale zanim poszło, mała iskra wznieciła ognień na strychu. Zaczęło się palić ocieplenie. Na szczęście w porę dwóch dziarskich panów (mój tata i sąsiad, obaj lat +/-70) porwało dwa ogromne kubły z deszczówką i wskoczyło z nimi na strych zalewając rozprzestrzeniający się już ogień. Długo się potem zastanawiali jak to zrobili, bo wejście na strych było po drabinie. Teraz już wiem jak działa adrenalina. Na szczęście obyło się bez straży, w jakiś wręcz cudowny sposób obyło się też bez strat. Strych był tylko okopcony, nie spaliło się żadne urządzenie w mieszkaniu. Na pamiątkę została mi taka dziura w ścianie.
Jeszcze tylko dodam, że w bloku się burzy nie boję. Tam czuję się bezpiecznie.
Chcę też zauważyć, że jak przechodzą nawałnice, to zerwane dachy są raczej na wsiach.
CIEMNOŚĆ
Na wsi, kiedy jest burza, zaraz wyłączają prąd. Ale nie tylko w czasie burzy. I wtedy nastaje ciemność. Dla kogoś, kto się boi ciemności sytuacja mało komfortowa. Ciemność rodzi strach. Zwłaszcza kiedy siedzisz sam w domu, jak Kevin. Bo nawet wyobraźnię masz wtedy jak Kevin - bardzo wybujałą. I od razu przypominasz sobie wszystkie horrory, które kiedyś widziałeś i wszystkie historie o duchach, które kiedyś usłyszałeś. A jak do tego jeszcze szumi wiatr, coś gdzieś puknie...
Brr...
Kiedyś przez kilka miesięcy remontowano u nas oświetlenie drogowe (bo lampy przy drodze mam). Oczywiście robiono to zimą, kiedy dzień krótki. Ciemnica totalna. Chodziłam z latarką, ale lęk mnie ogarniał już przy wyjściu z domu. Szłam, bo musiałam. Serce mało co nie wyskoczyło ze strachu. Jak to się mówi - można w mordę dostać i nie wiedzieć od kogo. Kiedy zwrócili mi lampy byłam najszczęśliwszą osobą na świecie.
Brr...
Kiedyś przez kilka miesięcy remontowano u nas oświetlenie drogowe (bo lampy przy drodze mam). Oczywiście robiono to zimą, kiedy dzień krótki. Ciemnica totalna. Chodziłam z latarką, ale lęk mnie ogarniał już przy wyjściu z domu. Szłam, bo musiałam. Serce mało co nie wyskoczyło ze strachu. Jak to się mówi - można w mordę dostać i nie wiedzieć od kogo. Kiedy zwrócili mi lampy byłam najszczęśliwszą osobą na świecie.
PRACA
Mam swoją pracę w mieście.
A jak wracam na wieś to ciąg dalszy następuje.
Zimą - odśnieżanie.
Wiosną i latem - koszenie, podlewanie.
Jesienią - grabienie.
Można nie kosić, nie grabić, ale jak chcesz mieć ładnie, nie masz wyjścia. Do tego kwiaty. Na szczęście nimi zajmuje się moja mama emerytka. Bo przy kwiatach jest co robić. Naprawdę. Niby rosną same. Ale jak się im obrywa uschnięte kwiatuszki to pojawiają się nowe. I jest pięknie.
A tu podlać trzeba, tu przyciąć. Zajęć nie brakuje.
CISZA
Tu chyba nie znajdę argumentu przeciw. Cisza jest. I jest cudowna. Trochę ją zakłócają świerszcze. Czasami zaszczeka jakiś kundelek, walczące koty nieraz pomiauczą. Tylko od czasu do czasu przejedzie samochód, w końcu nie mieszkam na odludziu. Rano zapieje kogut, ptaki pośpiewają.
Zaraz zaraz, ten post miał być przeciw wsi, a robi się całkiem przyjemnie.
Ok. Zdarzają się też głośni sąsiedzi. Nie tylko w blokach jest problem z sąsiadami. Na wsiach ludzie grillują (robiąc dymówę lub zadymę na pół wsi), imprezują na powietrzu, puszczają głośną muzykę ( nie zważając na sąsiadów). Swego czasu miałam sąsiada, który regularnie urządzał imprezy na powietrzu w Wielki Piątek, chyba specjalnie. Na szczęście obok już nie mieszka, a niedawno szukał go komornik, więc raczej się szybko nie pojawi.
Ogólnie ostatnio jest cisza. Kiedyś nie lubiłam ciszy, zawsze w domu coś grało. Teraz lubię. Chyba się starzeję. ;)
PLOTKI
Czyli jeszcze o ludziach.
Niektórym się wydaje, że jak się ma własne podwórko, to można chodzić nago. Akurat. No chyba, że ma się podwórko bardzo osłonięte, albo na totalnym zadupiu. Ja nawet w piżamie nie wychodzę. Jak się chcę poopalać, to szukam miejsca gdzieś za domem. Bo ludzie się gapią. Są ciekawscy. Okna na noc też zasłaniam. Bo się gapią.
I plotkują.
A może to nie ludzie? Plotki roznoszą się z taką prędkością, że może przenoszą je gołębie pocztowe? Albo świetliki w nocy, z szybkością światła. A rano już wszyscy wszystko wiedzą.
Ja nie wiem. Ja nawet wszystkich tu nie znam z imienia i nazwiska, nie mówiąc już o tym kto z kim, kiedy i po co.
Jak plotkarze to zapamiętują? Nie mam pojęcia.
A może ja jestem aspołeczna?
Może dlatego nie lubię tej wsi, bo nie mam tu przyjaciół.
Bo moje znajome, koleżanki, przyjaciółki powyprowadzały się.
A ja zostałam, mimo ciągłych deklaracji, że też stąd wyjadę.
Mówią, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Być może. Być może muszę stracić wieś na jakiś czas, żeby ją docenić. Być może powinnam pomieszkać w zgiełku, w betonie, w tłumie...
Ale miasto to nie tylko beton.
Miasto ma też dużo zalet.
Ma też zieleń, wypielęgnowaną (u mnie na wsi dookoła są dzikie chaszcze, bo nikt nie kosi łąk).
Ma też ciszę, zależy gdzie się mieszka.
Wszędzie jest blisko (na wsi bez samochodu jak bez ręki).
Ma wiele atrakcji: kina, muzea, teatry, koncerty.
Że ze wsi można się też wybrać? Można, ale to jest cała wyprawa. Odechciewa się.
Swego czasu u nas w domu przy każdym spotkaniu rodzinnym pojawiały się dyskusje:
gdzie lepiej, gdzie taniej, gdzie wygodniej.
Ci z miasta twierdzili, że na wsi, my że w mieście.
Gdzie leży prawda? Pewnie jak zawsze, po środku.
I pewnie zależy od wielu czynników.
Na dzień dzisiejszy stwierdzam jasno: chcę do miasta.
A Ty? Wolisz miasto, czy wieś? I nie pytam o wakacje, ale o codzienne życie.
Tu chyba nie znajdę argumentu przeciw. Cisza jest. I jest cudowna. Trochę ją zakłócają świerszcze. Czasami zaszczeka jakiś kundelek, walczące koty nieraz pomiauczą. Tylko od czasu do czasu przejedzie samochód, w końcu nie mieszkam na odludziu. Rano zapieje kogut, ptaki pośpiewają.
Zaraz zaraz, ten post miał być przeciw wsi, a robi się całkiem przyjemnie.
Ok. Zdarzają się też głośni sąsiedzi. Nie tylko w blokach jest problem z sąsiadami. Na wsiach ludzie grillują (robiąc dymówę lub zadymę na pół wsi), imprezują na powietrzu, puszczają głośną muzykę ( nie zważając na sąsiadów). Swego czasu miałam sąsiada, który regularnie urządzał imprezy na powietrzu w Wielki Piątek, chyba specjalnie. Na szczęście obok już nie mieszka, a niedawno szukał go komornik, więc raczej się szybko nie pojawi.
Ogólnie ostatnio jest cisza. Kiedyś nie lubiłam ciszy, zawsze w domu coś grało. Teraz lubię. Chyba się starzeję. ;)
PLOTKI
Czyli jeszcze o ludziach.
Niektórym się wydaje, że jak się ma własne podwórko, to można chodzić nago. Akurat. No chyba, że ma się podwórko bardzo osłonięte, albo na totalnym zadupiu. Ja nawet w piżamie nie wychodzę. Jak się chcę poopalać, to szukam miejsca gdzieś za domem. Bo ludzie się gapią. Są ciekawscy. Okna na noc też zasłaniam. Bo się gapią.
I plotkują.
A może to nie ludzie? Plotki roznoszą się z taką prędkością, że może przenoszą je gołębie pocztowe? Albo świetliki w nocy, z szybkością światła. A rano już wszyscy wszystko wiedzą.
Ja nie wiem. Ja nawet wszystkich tu nie znam z imienia i nazwiska, nie mówiąc już o tym kto z kim, kiedy i po co.
Jak plotkarze to zapamiętują? Nie mam pojęcia.
A może ja jestem aspołeczna?
Może dlatego nie lubię tej wsi, bo nie mam tu przyjaciół.
Bo moje znajome, koleżanki, przyjaciółki powyprowadzały się.
A ja zostałam, mimo ciągłych deklaracji, że też stąd wyjadę.
Mówią, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Być może. Być może muszę stracić wieś na jakiś czas, żeby ją docenić. Być może powinnam pomieszkać w zgiełku, w betonie, w tłumie...
Ale miasto to nie tylko beton.
Miasto ma też dużo zalet.
Ma też zieleń, wypielęgnowaną (u mnie na wsi dookoła są dzikie chaszcze, bo nikt nie kosi łąk).
Ma też ciszę, zależy gdzie się mieszka.
Wszędzie jest blisko (na wsi bez samochodu jak bez ręki).
Ma wiele atrakcji: kina, muzea, teatry, koncerty.
Że ze wsi można się też wybrać? Można, ale to jest cała wyprawa. Odechciewa się.
Swego czasu u nas w domu przy każdym spotkaniu rodzinnym pojawiały się dyskusje:
gdzie lepiej, gdzie taniej, gdzie wygodniej.
Ci z miasta twierdzili, że na wsi, my że w mieście.
Gdzie leży prawda? Pewnie jak zawsze, po środku.
I pewnie zależy od wielu czynników.
Na dzień dzisiejszy stwierdzam jasno: chcę do miasta.
A Ty? Wolisz miasto, czy wieś? I nie pytam o wakacje, ale o codzienne życie.
źródło zdjęcia: https://pixabay.com/pl/

