niedziela, 12 kwietnia 2015

Dzień jak co dzień.



4.30 - gra nieulubiona melodyjka. Budzik. Nie. To nie może być już. Chcę spać. Naprawdę nie chcę nic więcej. Tylko spać. Choć 5 minut.

4.35 - jeszcze tylko jedna drzemka i już wstaję.

4.40 - dobra, już ostatnia.

4.45 - jedna noga druga noga, kapcie, szlafrok, człap człap do łazienki. Sedes. Pięciominutowy letarg. Co ja tu robię? Aha, szykuję się do pracy.


4.50 - zęby, buźka, głowa. Głowa? Nie dziś, za dużo roboty. Lustro. O Boże. To ja? Głowa pod kran. Suszarka, szczotka. Ujdzie.

5.05- szafa. Pełna. Aż się wysypuje. Nie mam co założyć. Może to? Nieuprasowane. Czas. Nie zdążę. Dobra niech będzie to co wczoraj.

5.10- lodówka. Nic ciekawego. Kupię coś po drodze.

5.15 -kurtka, szalik, buty, klucze. Zamknięto.

Furtka. Idę. Droga przez wieś. Zimno. Ale przynajmniej już widno.
Jakiś mało sympatyczny kundelek mnie obszczekuje, na szczęście nie jest zainteresowany moją nogawką.
Idę dalej. Cel - stacja kolejowa z kursującą komunikacją zastępczą. Tory w remoncie. Już pół roku.

5.30 - jest autobus. Punktualnie. W środku ciepło. Słuchawki telefon, muza, zasypiam.

6.00 - otwieram jedno oko. Ok. Jeszcze mogę spać.

6.30 - proszę pani, proszę pani, koniec trasy, proszę wysiąść.
Wychodzę dziękując. Tydzień temu znajomej nikt nie obudził. Autobus ze śpiącą powrócił do punktu wyjścia. Obudziła się pod domem.

Z autobusu lunatykuję do pojazdu właściwego - pociągu. Trzeba uważać na wertepy. Pociąg. Tu już nie jest tak ciepło. Ale co tam. Siadam.Słuchawki, telefon, muza.Śpię dalej.

Ktoś szarpie mnie za rękaw. Bilety do kontroli proszę! W półśnie wyciągam bilet. Skasowany. Można spać dalej.


Śni mi się halny. Budzę się. Ktoś otworzył okno. Wieje. Naciągam kaptur. Odpływam.

7.30- Warszawa, pociąg kończy bieg, koniec spania. Ale nie koniec podróży.

Ruszam dalej. Autobus, tramwaj, metro - duży wybór.  Tłum z pociągu płynie, ja z nim. Stop. Czas kupić śniadanie. Kefir, pomidor, bułki. Zrobione. Tłum zniknął.

Wybieram metro. I znów tłum. Moja stacja. Cholera, ile tu wyjść. Nieważne, aby na górę. Wyłażę z podziemi, mózg wariuje. Gdzie ja jestem? Już wiem. Teraz tramwaj. Ostatni etap. Przynajmniej przystanek końcowy mam pod pracą.

7.58 - wchodzę do pracy. Co jest z tą windą?

8.00 - moje biurko. Cel osiągnięty. :)



Obrazek pochodzi ze strony https://pixabay.com/pl/

8 komentarzy:

  1. Nie ma innej opcji - musisz zostać popularną blogerką i na wsi pisać inspirujące posty ;) Ten post mi boleśnie uświadomił jak bardzo nienawidzę dojeżdżać do pracy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten post miał mieć 3 części. Druga jest w kopiach roboczych i dotyczy mojej pracy. Może ją kiedyś opublikuję (jak zmienię pracę ;) ). Trzecia miała dotyczyć powrotu, ale jeszcze nie powstała. :)
      Tak. Dojazdy są okropne. I mimo, że staram się wykorzystywać ten czas spędzony w podróży jak się tylko da najlepiej (czytam, piszę, słucham podcastów - pod warunkiem, że nie śpię ;) ), to i tak mam wrażenie, że jest to czas zmarnowany.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja siebie też. :) Po prostu na razie nie mam innego wyjścia. Muszę dojeżdżać.

      Usuń
  3. Po przeczytaniu tego opisu nie jestem w ogóle zdziwiona, że chciałabyś mieszkać w mieście. Naprawdę masz długie i uciążliwe dojazdy! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok temu mój dojazd do pracy trwał dwie godziny. Ale w październiku 2014 zaczął się remont całej trasy kolejowej, więc na połowie trasy mam komunikację zastępczą i podróż wydłużyła się do prawie trzech godzin. Ale jak już zrobią, no jak już zrobią, to będę śmigać z prędkością światła ;). Tak mniej więcej obiecują. Obiecanki cacanki... ;)

      Usuń
  4. Tak sobie wymyśliłem, że gdyby pewnego dnia odkotwiczyć Twoją pracę i przysunąć trochę bliżej? Albo dzień po dniu tak ... kawałeczek? Po roku by już było znacząco bliżej :) Choc teraz to już nie ma takiego znaczenia - ale w razie czego miej moją propozycję na uwadze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może ja się odkotwiczę z miejsca w którym mieszkam i przysunę bliżej stolicy? Będzie ciekawiej.:)

      Usuń