sobota, 18 listopada 2017

Sen o Warszawie.




Jest godzina dwudziesta, wychodzę z pracy. Lubię ten moment. 
Dzień chyli się ku końcowi. Właściwie już od kilku godzin jest ciemno. Listopad. Ledwo dzień się zacznie, a już widać jego finisz. Jednak dla mnie to nie jest jeszcze koniec dnia. Przede mną dwugodzinna podróż.
Moi współpracownicy za jakieś pół godziny, do czterdziestu minut, będą w domu.
A ja? No cóż...