Jest godzina dwudziesta, wychodzę z pracy. Lubię ten moment.
Dzień chyli się ku końcowi. Właściwie już od kilku godzin jest ciemno. Listopad. Ledwo dzień się zacznie, a już widać jego finisz. Jednak dla mnie to nie jest jeszcze koniec dnia. Przede mną dwugodzinna podróż.
Moi współpracownicy za jakieś pół godziny, do czterdziestu minut, będą w domu.
A ja? No cóż...
Moi współpracownicy za jakieś pół godziny, do czterdziestu minut, będą w domu.
A ja? No cóż...
Do przystanku idę trzy minuty. Podjeżdża tramwaj, nieważne jaki, każdy mi pasuje.
W tramwaju siadam, choć to tylko dwa przystanki. W zaciemnionej szybie spogląda na mnie zmęczona twarz. Jest moja. Kieruję wzrok dalej, na to co za odbiciem.
W tramwaju siadam, choć to tylko dwa przystanki. W zaciemnionej szybie spogląda na mnie zmęczona twarz. Jest moja. Kieruję wzrok dalej, na to co za odbiciem.
Z zamyślenia wyrywa mnie głos tramwaju. To mój przystanek. Wyskakuję szybko.
Pokonuję schody i korytarz. Jestem w metrze.
Można się zamyślić na kolejne dwadzieścia minut.
Druga linia metra piękna jest. Zachwycam się wyglądem stacji, choć przecież widzę je prawie codziennie. Patrzę na ludzi. Wszyscy wpatrzeni w swoje smartfony. Przymykam oczy. Czuję zmęczenie pod powiekami.
-Uwaga. Stacja końcowa.
-Uwaga. Stacja końcowa.
Jeszcze tylko schodami w górę, długi korytarz i znów schody. Chwila na powietrzu i jestem w galerii.
Po co jestem w galerii? Bo tędy przechodzę na dworzec.
Po co jestem w galerii? Bo tędy przechodzę na dworzec.
A po co w galerii są ci wszyscy ludzie? Te tłumy...
Niedzielny spacerniak...w poszukiwaniu... szczęścia?
Niedzielny spacerniak...w poszukiwaniu... szczęścia?
Idę dalej, w stronę peronów.
Mojego pociągu jeszcze nie podstawili. Na peronach zimno, więc wracam na spacerniak. Moje nogi krzyczą - dość! Usiądź wreszcie! Niby gdzie?
Mojego pociągu jeszcze nie podstawili. Na peronach zimno, więc wracam na spacerniak. Moje nogi krzyczą - dość! Usiądź wreszcie! Niby gdzie?
Jest moja bryka. Przemierzam półkilometrowy peron by wsiąść na początku pociągu. Tak mi pasuje. Dobrze jest wracać o tej porze, bo można wybrać miejsce według uznania. Jest luz, choć towarzyszy podróżniczej niedoli jest sporo. Jednak nie tyle co w godzinach szczytu.
Rozsiadam się. Moje nogi wyśpiewują hymn pochwalny. Jeśli nikt nie usiądzie naprzeciwko, będą miały podwójną ilość miejsca dla siebie. A jednak ktoś siada...chowam grzecznie nogi pod siedzenie.
Odjazd pociągu za piętnaście minut.
Poczytać? Przejrzeć fejsa? A może jutuby? Wkładam słuchawki w uszy. Muzyka, gadanko...Dźwięki w uszach sprawiają, że zasypiam. Budzę się gdy pociąg rusza. Jest dwudziesta pięćdziesiąt.
Jeszcze tylko godzina...
Poczytać? Przejrzeć fejsa? A może jutuby? Wkładam słuchawki w uszy. Muzyka, gadanko...Dźwięki w uszach sprawiają, że zasypiam. Budzę się gdy pociąg rusza. Jest dwudziesta pięćdziesiąt.
Jeszcze tylko godzina...
Miarowy, delikatny stukot pociągu sprawia, że znów drzemię. Nie jest źle. Siedzę wygodnie, słucham muzyki... tylko nogi trochę drętwieją. Nieruchoma pozycja po całym dniu chodzenia niezbyt im służy. Ale jestem coraz bliżej celu.
Moje koleżanki z pracy już jedzą kolację, biorą prysznic lub kładą się do łóżka.
Ja wciąż jadę.
Ja wciąż jadę.
Pociągi towarzyszą mi przez całe życie. Już od czwartej klasy szkoły podstawowej musiałam jedną stację dojeżdżać. W liceum odpuściłam sobie, zamieszkałam w internacie. Do szkoły szłam dwie minuty.
A potem praca. Już zawsze z dojazdami. Uroki życia na wsi.
A potem praca. Już zawsze z dojazdami. Uroki życia na wsi.
Mój blog też zwie się pociągiem. Choć tu znaczenie jest podwójne.
Jak widać pociąg jest mi przeznaczony.
Ale to już koniec.
Koniec mojej podróży. Wysiadam na swojej stacji. Zapalone latarnie dodają uroku wsi, na której mieszkam. Droga do domu prowadzi wśród budynków i jest oświetlona, nie mogę narzekać. Piętnaście minut spaceru na świeżym powietrzu. Tylko ten dym z kominów. Jest wieczór, mieszkania trzeba ogrzać. Z mojego też dym leci. Dobrze że dziś było komu rozpalić. Będzie ciepła woda i ogólnie będzie miło i ciepło.
Wchodzę do domu. Jest dwudziesta druga dziesięć.
Zanim się ogarnę jest dwudziesta trzecia. Albo dalej. Nastawiam budzik na piątą, otulam się kołderką i odpływam w objęcia snu.
A rano wszystko od początku, tylko w drugą stronę. Cztery godziny w codziennej podróży w tą i z powrotem Przez kilkanaście lat. Powinnam się przyzwyczaić, nie?
Koniec.
Przypadkowa rozmowa. O mieszkaniach. Ktoś szuka dla kogoś mieszkania do wynajęcia. Taniego. Znajduje, ale ta osoba nie jest nim zainteresowana.
To ja chcę - rzucam hasło.
Już od dawna myślę o wynajęciu mieszkania w Warszawie, ale one są cholernie drogie. Cena tego brzmi rozsądnie, ale czy będzie mnie stać? W sumie to okazja.
To ja chcę - rzucam hasło.
Już od dawna myślę o wynajęciu mieszkania w Warszawie, ale one są cholernie drogie. Cena tego brzmi rozsądnie, ale czy będzie mnie stać? W sumie to okazja.
Nie ma problemu - słyszę odpowiedź.
Jednak na to, by je zobaczyć muszę poczekać aż wyprowadzi się obecny lokator. Jeśli mieszkanie nam się spodoba jest nasze.
Jednak na to, by je zobaczyć muszę poczekać aż wyprowadzi się obecny lokator. Jeśli mieszkanie nam się spodoba jest nasze.
O kurczaczki!
Czyżby miało się spełnić moje największe marzenie?
Opuszczę swoją wieś?
Zamieszkam w ukochanym mieście?
Dojazd do pracy zajmie mi... pół godziny??
Czyżby miało się spełnić moje największe marzenie?
Opuszczę swoją wieś?
Zamieszkam w ukochanym mieście?
Dojazd do pracy zajmie mi... pół godziny??
Czy wiesz, że na taki moment czekałam 25 lat?
Czy wiesz co się czuje, gdy tak długo się o czymś marzy, a to nagle się spełnia?
Czy wiesz co się czuje, gdy tak długo się o czymś marzy, a to nagle się spełnia?
Radość. Euforia. Strach też.
Dobrze wiem, że czasami marzenia to imaginacja. Pragniesz czegoś całym sercem, a gdy to osiągasz, jakoś tak nie cieszy. Bo chyba nie do końca o tym marzyłeś. Zdarza się. Ale żeby to sprawdzić trzeba spróbować, przekonać się.
- To jak tam? Kiedy mogę obejrzeć to mieszkanie?
- Niestety sprawy trochę się pokomplikowały...
Problemy rodzinne. Mieszkanie po babci ma zbyt dużo właścicieli. Muszą się dogadać, ustalić co dalej.
Sprawa się rypła.
A ja już jedną nogą tam mieszkałam.
Przeprowadzka w zasadzie zależała tylko od naszego tak, od tego czy nam to mieszkanie będzie pasować. Bo nie jest ono z tych nowoczesnych Bo trzeba wysprzątać, odświeżyć, bo ma parę braków...
Przecież wszystko da się ogarnąć...
Przeprowadzka w zasadzie zależała tylko od naszego tak, od tego czy nam to mieszkanie będzie pasować. Bo nie jest ono z tych nowoczesnych Bo trzeba wysprzątać, odświeżyć, bo ma parę braków...
Przecież wszystko da się ogarnąć...
Mieszkanie w Warszawie, praktycznie w cenie pokoju, świetna lokalizacja, świetnie skomunikowane. W zasięgu ręki wszystko co potrzebne do życia, sklepy, knajpy, kościół, przychodnia, biblioteka, weterynarz, park, dużo zieleni, przystanek autobusowy za rogiem. Idealne miejsce dla kogoś kto wreszcie chce mieć wszędzie blisko.
Tak, sprawdziłam to wszystko na mapie. Na street view znalazłam blok. Oczyma wyobraźni wracałam sobie z pracy do "swojego" mieszkanka. Pół godziny drogi. W weekendy, gdy jest mniejszy ruch pewnie krócej.
Wsiadam na przystanku pod blokiem, wychodzę pod pracą. Idealnie...
Niestety nie dla mnie.
Zwątpiłam.
- Ja ci wynajmę. Mieszkanie po babce. Za czynsz i opłaty. - proponuje mi koleżanka, widząc moje zmęczenie i zniechęcenie. Pogadam z mężem.
I znów sprawdzam lokalizację, okolicę, oglądam zdjęcia mieszkania. Ładne jest. I choć trochę na zadupiu Warszawy, dojazd nie taki zły.
I tu też sprawa się rypła. Również zbyt dużo właścicieli. I chętnych na to mieszkanie też...
Miarowy stukot pociągu sprawia że przysypiam. Z drzemki wyrywa mnie konduktor. Wyjmuję z torebki mały cenny kartonik. Podaję konduktorowi papierek, który co miesiąc kosztuje mnie trzysta złotych. I pozwala dojechac do Warszawy. W Warszawie muszę mieć kartę miejską, za stówę. Ostatnio wyrobiłam sobie nową, stara już się zużyła.
Nowa ma napis...klawa Warszawianka...
Przeglądam w necie mieszkania do wynajęcia. Drogo. Cholernie drogo. Warszawa się ceni. Potrzebuję trzech takich biletowych kartoników by wynająć...pół mieszkania. Lub pokój.
Mój sen o Warszawie chyba jednak się nie spełni.
A może?
Może do trzech razy sztuka?
Zdjęcie pochodzi z https://pixabay.com/pl/
Może do trzech razy sztuka?
"Kiedyś zatrzymam czas
I na skrzydłach jak ptak
Będę leciał co sił
Tam, gdzie moje sny
I warszawskie kolorowe dni."
Zdjęcie pochodzi z https://pixabay.com/pl/
