wtorek, 28 lutego 2017

Luty 2017


                   



Krótki ten luty, więc pewnie dlatego  niewiele zdążyłam zrobić. ;-)
Czyli:
Nie byłam w żadnym mieście.
Nie byłam w kinie (dwa podejścia były, ale zmęczenie wygrało)
Nie przeczytałam żadnej książki (tak, wiem, to straszne, ale ciągle nie mogę się odblokować, a naprawdę mam co czytać)
Nie wprowadziłam żadnego nawyku.
Nie spotkałam się z żadną z osób, z którymi chcę się spotkać,ale za to odwiedziłam siostrę w jej nowym domu, bawiąc się świetnie na parapetówce.
Niby wszystko na nie, ale zbytnio się tym nie przejmuję, bo to były luźne plany, a co się odwlecze to nie uciecze.

Jeśli chodzi o 12 niecodziennych, to tu coś się zadziało. 

sobota, 25 lutego 2017

Własne bułeczki czyli uroki życia na wsi.




Dzień wolny. Samotny dzień wolny, czyli taki, kiedy postanawiam, że będę intensywnie leniuchować i nikt, ani nic mi w tym nie przeszkodzi.

Oczywiście jak zawsze z rana idę sobie zrobić kawę dumna z siebie, że ją wczoraj zakupiłam, wracając z pracy. Niedużo brakowało a nie zdążyłabym przez to na pociąg, ale czego się nie robi dla kawy. Znawcy tematu wiedzą, że kawa to podstawa i bez kawy nie ma życia. Wiadomo, kawa sama w sobie jest wspaniała, znaczy wspaniały ma zapach, ale żeby w pełni skorzystać z jej uroków, do kawy potrzebna jest woda, najlepiej wrząca.

Idę więc z ogromną radością (spowodowaną perspektywą spożycia cieplutkiej, pachnącej kawusi) do kuchni, nalewam wody do czajnika, stawiam czajnik na gazie, odpalam gaz, a tu... 

poniedziałek, 13 lutego 2017

15 myśli na początek niezwykłego dnia.






Żyłam tym wydarzeniem cały dzień.

Od chwili, gdy PIERWSZA myśl nieśmiało przemknęła przez zwoje mózgowe, bardzo tego ranka zapętlone i długo szukając ujścia, trafiła do punktu lokalizującego dźwięki z otoczenia. 
Coś grało, ale myśl była zbyt słaba, by zlokalizować kto i po co zakłóca jej nocny spokój. 

Tu pałeczkę przejęła  myśl DRUGA i w uśpionym jeszcze systemie przechowywania danych odnalazła autora. Śpiewał Żółtko, Tomasz Żółtko.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Kocia historia z przesłaniem.


   
Nazywam się Tosiek. Znaleziono mnie w ogrodzie, wraz z moim rodzeństwem. Matki przy nas nie było. Za to było zimno i jakoś tak strasznie. 
Na szczęście ktoś nas wszystkich zabrał w ciepłe miejsce, nakarmił i przyznam, że niewiele więcej pamiętam. Jeszcze może to, że siku mi kazano robić w jakieś dziwne granulki. Żwirkiem je zwali. 
Chyba im bardzo na tym zależało, więc zgodziłem się sikać gdzie chcieli. Kupciać też. 
Może właśnie po to tak dobrze mnie karmili, żebym ten pokarm przetrawiał i oddawał do tego dziwnego naczynia, które nazywali kuwetą. To co zostawiałem szybko wyjmowali i jakby czekali na następną porcję. To się starałem jak mogłem. 
Chyba jednak nie sprostałem zadaniu, bo mnie zamknęli w klatce, którą zwali transporterem. 
Na szczęście na krótko. 
A potem już byłem w innym domu, z nowymi człowiekami. Ale żwirek był ten sam. 
W człowieczym kalendarzu był 2009 rok.