poniedziałek, 6 lutego 2017

Kocia historia z przesłaniem.


   
Nazywam się Tosiek. Znaleziono mnie w ogrodzie, wraz z moim rodzeństwem. Matki przy nas nie było. Za to było zimno i jakoś tak strasznie. 
Na szczęście ktoś nas wszystkich zabrał w ciepłe miejsce, nakarmił i przyznam, że niewiele więcej pamiętam. Jeszcze może to, że siku mi kazano robić w jakieś dziwne granulki. Żwirkiem je zwali. 
Chyba im bardzo na tym zależało, więc zgodziłem się sikać gdzie chcieli. Kupciać też. 
Może właśnie po to tak dobrze mnie karmili, żebym ten pokarm przetrawiał i oddawał do tego dziwnego naczynia, które nazywali kuwetą. To co zostawiałem szybko wyjmowali i jakby czekali na następną porcję. To się starałem jak mogłem. 
Chyba jednak nie sprostałem zadaniu, bo mnie zamknęli w klatce, którą zwali transporterem. 
Na szczęście na krótko. 
A potem już byłem w innym domu, z nowymi człowiekami. Ale żwirek był ten sam. 
W człowieczym kalendarzu był 2009 rok. 








Nazwano mnie Tosiek. Całkiem sympatycznie, więc zaakceptowałem.







Niektórzy chcieli bym zwał się Feli, ale że Feli jak Felix czy Feli jak Felicjan? 
A może jak feler? Nie zgodziłem się. 







Byli tacy co zwali mnie Hitler. Hmm... ciekawe dlaczego? Używano też formy Kitler.
Nie podobało mi się i na szczęście się nie przyjęło.









Najpierw byłem kotem domowym.               







Dom wydawał mi się obcy, ale szybko oznaczyłem w nim wszystkie kąty.
Poczułem się wreszcie jak u siebie.






  
Jednak z czasem dom wydawał mi się coraz mniejszy, a ja potrzebowałem więcej przestrzeni. Coś przeczuwałem, że to tam, za oknem toczy się prawdziwe życie.







Czasami o nim śniłem.
Miałem fantastyczne sny, więc lubiłem spać.







Od czasu do czasu lubiłem też porozmyślać o sensie życia, najlepiej w miejscu ciepłym i takim, w którym nikt mnie nie widział.                         







Człowieki mówią, że internet to jest ten wielki świat. Mnie internety nudziły.



                                                          


Gimnastyka to podstawa. Porządny kot musi być wygimnastykowany. 
Ćwiczyłem nawet przez sen. W wielkim świecie potrzebne są różne umiejętności.






                  


Tak tak. Człowieki tłumaczyły mi, że w domu jest mi dobrze, mam ciepło, mam michę, mam wszystko. Nie chciałem ich słuchać.    
                      





Nie chciało mi się już patrzeć na te stare kąty. Marzyłem o przygodzie w wielkim świecie.


               

  

A może to dziś? 








Człowieki mówią, że chcieć to móc. Ja chciałem coraz bardziej.






 
Aż w końcu się udało. Zacząłem nowe życie, cudowne życie...   


                        


                 



I od razu się ubrudziłem. To coś, co zmieniło moje image, zwało się węglem. Mogłem zostać czarnym kotem, ale człowiekom to się nie spodobało.  


                                           





Uprali mnie. 
Nie było to przyjemne, trochę się wyrywałem. 
Oni twierdzą że bardzo. 








Ale spoko, dostałem nagrodę.



                                                     
I stwierdziłem, że w domu jest mi dobrze.




                                             
 I że chyba zostanę kanapowcem na zawsze. 


                                                     


Ale natura mnie wzywała. 
Zacząłem wychodzić coraz częściej. 
Nie przeszkadzała mi nawet zła pogoda. 
Deszcz, wiatr, burza.. minus dwadzieścia zimą, żaden problem. 
Życie na zewnątrz było fascynujące. 





                               

W wielkim świecie czyhało na mnie wiele niebezpieczeństw. Inne koty, z którymi walczyłem o teren, o koteczki, o władzę, o honor. Niebezpieczne psy, dzikie zwierzęta w pobliskim lesie. 
Ze wszystkim umiałem sobie poradzić. Ale nie poradziłem sobie z człowieczą brawurą. 
Pewnego dnia wpadłem pod pędzącą maszynę, zwaną samochodem. 
W człowieczym kalendarzu był rok 2016. 



             

Pozostałem we wspomnieniach moich człowieków. Ale nie tylko ja.
Człowieki mówią, że nieszczęścia chodzą parami.
W 2016r. odszedł również mój kumpel z podwórka - Rudy.  








Rudy miał już swoje lata, jego czas minął. Mój jeszcze nie. Miałem dopiero 7 lat. Jak na kota to nie jest dużo. Ale powiem Wam jedno.

Nie żałuję.

Zobaczyłem wielki świat, przeżyłem przygodę życia, spełniłem swoje marzenie.
I wiecie co? Dam Wam radę.
Zostawcie swoje ciepłe, domowe kapcie i ruszajcie do przodu.
Życie jest zbyt fascynujące, by przesiedzieć je na kanapie.
Mimo niebezpieczeństw.

Pozdrawiam. TOSIEK






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz