wtorek, 31 stycznia 2017

Sponsorem tego wpisu jest liczba 12



Mam pomysł. Tak, czasami mi się zdarza mieć genialne pomysły. :-) 
Pomysł jest pomysłem i może być zrealizowany albo nie. Ale że dobre pomysły warto spisywać, żeby nie umknęły, więc niniejszym je spisuję. 
I wiem, że za dużo tu słowa pomysł. :P

Inspiracją do tego pomys... projektu :-) jest liczba dwanaście, czyli ilość miesięcy w roku.  
Już wyjaśniam o co chodzi. 

Raz w miesiącu, czyli dwanaście razy w roku, mogę, ale wcale nie muszę (tak, zostawiam sobie tę furtkę, żeby mi nie wyszły z tego jakieś postanowienia noworoczne, które muszę wykonać), no więc MOGĘ zrealizować to co wymyśliłam. :)


12 POLSKICH MIAST

Ta idea kiełkowała w mojej głowie od dawna. Uważam, że Polska jest piękna i że za mało ją znam. Dlatego chciałabym odwiedzić jedno miasto w miesiącu.
Może być ciężko, bo tu główną rolę odgrywają pieniądze i wolny czas. Nie biorę pod uwagę jeżdżenia autostopem ani blablacar, bo się boję. Jednak wiem że np. w polskim busie można wyczaić bardzo tanie kursy. Wycieczka może być jednodniowa, może być z noclegiem, wtedy mam dwa dni na zwiedzanie miasta. Ma być tanim kosztem, z wiadomych względów.
Czy się uda? Szczerze mówiąc wątpię. :-P
Ale kto wie. :-)

W styczniu zaliczyłam Tomaszów Mazowiecki, choć wizyta w tym mieście nie miała jeszcze nic wspólnego z moją koncepcją. To raczej osobisty wyjazd. 
Bardzo polecam Tomaszów i jego piękne okolice. Być może o tym wyjeździe będzie wpis.


Niebieskie Żródła w Tomaszowie Mazowieckim są piękne.

Groty Nagórzyckie w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego. Bardzo ciekawe miejsce. Polecam.



12 SEANSÓW KINOWYCH

Kiedy się mocno oszczędza (czytaj walczy o wolność finansową) trochę szkoda kasy na kino. Jednak są dni, kiedy bilety są po 18, 16, 15, a nawet 10 zł. 
Raz w miesiącu? To przecież jeden kebab mniej. :-P 

W ubiegłym roku jako rzecz niecodzienną uznałam samodzielne pójście do kina. A kto powiedział że  trzeba z kimś? Ja i M nie zawsze możemy się zgrać zmianami w pracy. A kiedy oboje mamy wolne, to ostania rzecz jaką chciałoby się nam robić, to jechać z naszego zadupia do kina w stolicy. Spróbowałam więc sama. Polecam. Zwłaszcza że można sobie wybrać repertuar jaki lubimy. :-)

Co obejrzałam w styczniu? Kino polskie - "Po prostu przyjaźń" 
Szłam na seans pełna nadziei na dobre kino. W końcu to film autorów "Listów do M", które uwielbiam. Rozczarowałam się. Kilka historii o przyjaźni wystawionej na próbę. Opowieści przerysowane i odrealnione. Za dużo wątków, więc wszystkie potraktowane zbyt płytko. Niby to komedia, ale nie miałam się z czego śmiać. 
Mimo wszystko nie żałuję że poszłam na ten film, bo inaczej zwiastuny nękałyby mnie jeszcze długo. Byłam, widziałam, nie polecam.




12 OSÓB

Moja lista osób, z którymi chciałabym się spotkać jest długa, a mi wciąż brakuje na to czasu. 
Albo jestem zbyt leniwa i w dni wolne nie chce mi się ruszać dupy z domu. 
Albo brakuje mi kasy na wyjazd do kogoś. 
Albo coś tam, albo coś tam. 
W sumie mogłabym połączyć tę przyjemność ze zwiedzaniem miast. Pomyślę o tym. :-)
Styczeń dziś już się kończy, więc po ptakach.
Ale mogę nadrobić w lutym. Przecież mój koncept jest bardzo elastyczny i nie przewiduje kurczowego trzymania się zasad. :-)

Tego pana juz odwiedziłam. :)

12 KSIĄŻEK

Czy to dużo? Są tacy co czytają jedną tygodniowo. U mnie czytanie wciąż kuleje (nie wiem co się dzieje, ale przestało mi sprawiać przyjemność). Wystarczy więc dwanaście w roku. A jeśli będzie więcej, tym radość moja większa. W styczniu już nie mam szans, no ale przecież nie musi być jedna miesięcznie. Chodzi o to by było dwanaście w roku. A tak naprawdę chodzi o to, żebym w ogóle wróciła do czytania. :-)

Ten stosik będzie do...sprzedania. :)

12 NIECODZIENNYCH

Dwanaście niecodziennych to akcja organizowana już po raz drugi przez Kasię z bloga Droga do minimalizmu.
O co chodzi w wyzwaniu? Wystarczy raz w miesiącu zrobić coś niecodziennego, coś co robi się bardzo rzadko lub w ogóle pierwszy raz w życiu. To tak w skrócie. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, kliknijcie w banerek z nazwą akcji u mnie po prawej stronie. Tam Kasia wszystko tłumaczy. Albo tu.

Oczywiście w ubiegłym roku brałam udział w wyzwaniu, choć... no właśnie...  
Jak to się mówi? Najpierw dobrze żarło, a potem zdechło. :-) 
Trudno jest wymyślać niecodzienne czynności, jeśli ma się ograniczoną ilość funduszy. Trzeba wtedy bardzo mocno uruchomić swoją pomysłowość. A że ja w drugiej połowie roku byłam trochę zapracowana, moja niecodzienność i  kreatywność w tym temacie legła w gruzach. A już tym bardziej zabrakło czasu na notatki i podsumowania. W tym roku spróbuję się poprawić. :)

Co w styczniu?

SANKI 

Nie saneczkowałam chyba od kiedy dzieci były małe. Tym razem sankami wybraliśmy się na zakupy. Frajda była, bo pogoda dobra, widoki bajkowe, śnieg puszysty. 
Odezwało się we mnie dziecko. 
Ciąganie na sankach, rzucanie śniegiem, robienie fotek, radość i zabawa. 
Polecam wszystkim :-) 
Sanki zrobił mój Mężczyzna, znaczy odnowił stare, bardzo zniszczone. Teraz są niebieskie, czyli w moim ulubionym kolorze.

To tylko sanki, ale marzy mi się kulig. Z ogniskiem. :)

KRĘGLE czyli mój pierwszy raz.

Tak. Nigdy w życiu nie grałam w kręgle. No przecież nie liczę tych zabawek, które miałam ja lub moje dzieci w dzieciństwie. Mówię o prawdziwej grze. 
Zabawa fajna, choć oczywiście ciut złośliwe kule nie zawsze leciały tam gdzie powinny, tak naprawdę rzadko leciały tam gdzie powinny, a z największą lubością toczyły się tym bocznym kanałem. Oczywiście wtedy kiedy ja je rzucałam. 
No cóż, przecież nie zostaje się mistrzem za pierwszym razem. :-)
Ogólnie mi się podobało, aczkolwiek przymusowa zmiana obuwia na cudze do przyjemnych nie należała. Buty mnie uwierały. Nie dosłownie, w przenośni, uwierało mnie to że ktoś w nich wcześniej chodził. :-P

Ach te złośliwe kule. :)

WDZIĘCZNOŚĆ

Styczeń był miesiącem wdzięczności. To wyzwanie pochodzi od Lifemanagerki
Swoją wdziędzność pokazywałyśmy za pomocą zdjęć na instagramie, co wcale łatwe nie było. 
Nie wszystko da się przedstawić za pomocą fotografii. Chociaż... chyba jednak da się, wystarczy uruchomić wyobraźnię, kreatywność i mieć trochę czasu. Coś tam uwieczniłam, ale szału nie było. :-) Ale przecież luty też może być miesiącem wdzięczności, nie? :)

Tu jestem wdzięczna za poranną kawę wypitą bez pośpiechu w łóżku. :)
A tu za wreszcie normalną temperaturę po noworocznej chorobie. :)

BULLET JOURNAL

Bulet Journal, w skrócie BUJO. To rodzaj planera, który każdy robi sobie sam, dopasowując go w 100% do siebie. Wystarczy ładny notes lub zeszyt i kreatywność. To dla tych co lubią pisać ręcznie. Ja lubię. Można też go ozdabiać w zależności kto jakie ma zdolności. W zasadzie to ozdabianie też jest ideą bujo, ale głównie chodzi o planowanie. Do tej pory korzystałam z kalendarzy, zapisując w nich ważne wydarzenia według dat. Bujo pozwala je pogrupować tematycznie i to mi chyba odpowiada najbardziej.  W styczniu kalendarz poszedł w kąt, zastąpił go bujo. :)
Najwięcej inspiracji w tym temacie znalazłam u Kasi na blogu worqshop. Tu znajdziecie o bujo wszystkie niezbędne informacje. I nie tylko. Polecam. :)

Mój osobisty bullet journal. :) 

I pomysł z ostatniej chwili. :-)

12 DOBRYCH NAWYKÓW

Co miesiąc nowy. :-) Pomyślę o tym. :-)



I wiecie co? To miał być krótki wpis. Jak widać jednak w styczniu trochę się działo. Nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. :-) Czasami warto usiąść i pewne rzeczy zapisać. Dociera wtedy do człowieka ile fajnych rzeczy się wydarzyło. Chyba dlatego między innymi piszę tego bloga. :-)

Oczywiście również dlatego, że mam fajnych czytelników. :-)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz