poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Powszechny Zakład Uparciuchów.




Dziś na tapetę biorę PZU. To kolejna instytucja po ZUS-ie, która zaszła mi za skórę.

Po śmierci mojego Taty postanowiłyśmy zezłomować jego stare autko. Wysłużone już było, nie opłacało się sprzedawać. Poza tym nie ma Taty, nie będzie jego auta.


Niestety nie mogłyśmy nic zrobić.
Dlaczego?
Bo auto zezłomować (lub sprzedać) może tylko właściciel.
A jak właściciela już nie ma?
To trzeba przeprowadzić postępowanie spadkowe wskazujące nowych właścicieli.

Ciekawe, że do złomowania autka praw nie miałyśmy (tu trzeba być spadkobiercą i mieć na to dokument), ale do dalszego opłacania składki OC jak najbardziej miałyśmy prawo, a nawet obowiązek (tu wystarczy być potencjalnym spadkobiercą, bez papierów).

Drugą ratę składki zapłaciłyśmy.

SĄD

W międzyczasie zaczęłyśmy przeprowadzać postępowanie spadkowe. W sądzie. Można u notariusza, ale my wybrałyśmy sąd.
W końcu to bardzo prosta sprawa. Proste stwierdzenie nabycia spadku. Jako były pracownik sądu widziałam niejedną z takich spraw. 

Złożyłyśmy wszystkie potrzebne dokumenty.
-akt zgonu Taty.
-akt małżeństwa mamy.
-akt małżeństwa mój
-akt małżeństwa siostry.
-wniosek o stwierdzenie nabycia spadku.

Powinno się odbyć na jednej sprawie.

Powinno. Ale wysokiemu sądowi się nie chciało. Dla kamuflażu sędzia stwierdziła brak niezbędnych dokumentów. Sprawę odroczyła. Jakich dokumentów potrzebowała? Aktów urodzenia. Mojego i siostry. Po co, dlaczego? Uzasadnienie nie padło. 
Przecież w akcie małżeństwa jest wszystko to, co w akcie urodzenia, a nawet więcej!
Sędzia prowadziła tego dnia sprawy z dwóch wokand i to co mogła  odraczała. A że sąd ma zawsze rację, nie miałyśmy nic do powiedzenia. Koniec kropka.

Podrzuciłam swój akt urodzenia wystawiony w dniu moich urodzin, czyli baaaardzo dawno temu. :) Okazało się, że nie był za stary. Bo oczywiście tak naprawdę wcale nie był potrzebny. Siostra niestety musiała swój zdobywać w odległym urzędzie.

Sprawa się przedłużyła. I niestety nastąpił czas wznowienia polisy. Polisa wznowiła się automatycznie. Nie szkodzi, że właściciel auta nie żyje. Jest samochód, musi być OC, nawet jeśli samochód stoi w garażu i jedyny raz, kiedy ten garaż opuści, to będzie na lawecie. Takie prawo.

Nadszedł dzień, kiedy sąd odczytał postanowienie spadkowe. Trzy tygodnie uprawomocnienia i mamy dokument.

Jako trzy nowe właścicielki wszystkiego co posiadał Tata, zaprosiłyśmy pana zajmującego się złomowaniem aut. Samochód zabrano, wydano stosowne dokumenty, potem jeszcze wydział komunikacji i sprawa załatwiona.

Teraz PZU

Żaden problem. Złożyłyśmy postanowienie sądowe, dowód na zezłomowanie auta. Pozostało tylko wyrównać zaległą należność za półtora miesiąca od wznowienia polisy. Z tym że pani nie potrafiła na tamtą chwilę powiedzieć dokładnie ile, dlatego poinformowała nas, że przyjdzie wezwanie pocztą i że będzie to około 50 zł.
Ok. Nie ma problemu.

Za jakiś czas przychodzi wezwanie do zapłaty 126 zł.
Za półtora miesiąca??
Tata za cały rok płacił 475!
Jak trzeba to zapłacimy, ale chcemy wiedzieć dlaczego tyle.

Telefon 1

Odpowiedź brzmi: tak ma być, składka jest dobrze wyliczona. Tata miał zniżki, my jako nowe właścicielki nie.
O przepraszam, ja mam.
Pan konsultant jednak twierdził, że składka jest wyliczona dobrze i tyle trzeba zapłacić.

No to piszemy pismo.

Do odziału PZU dotarło, bo prześledziłam przesyłkę. Odpowiedź nie przyszła.

Za to przyszło kolejne wezwanie do zapłaty 126 zł, oczywiście bez żadnych wyjasnień.
Zapłata dotyczyła polisy OC i ubezpieczenia "pzu pomoc w drodze". Pomoc w drodze dla auta, którego już nie ma? No dobra, wtedy jeszcze było.
Ale zaraz, to nie jest ta sama polisa, to jest inna polisa, zupełnie inny numer. O co chodzi?
No nic, czekamy na odpowiedź na nasze pismo. W końcu każdy urząd ma na to 30 dni. Podobno.

Po kilku miesiącach przychodzi z oddziału windykacji PZU następne wezwanie do zapłaty kwoty 126 zł, oczywiście bez żadnych wyjaśnień, za to z postrachem, że kwota ma być wpłacona w ciągu trzech dni od doręczenia pisma (listem zwykłym, więc skąd wiedzą kiedy list doszedł? może też śledzą przesyłki? ), bo jak nie, to sprawa zostanie przekazana do "podmiotu zajmującego się windykacją w terenie".
Strach się bać.

Telefon 2

Dzwonimy do odziału PZU, w którym zawarta była polisa. Pani nie umie wyjaśnić naszego problemu, nie może poprosić kogoś kto będzie umiał, zbywa nas konsultantem, który oddzwoni. Konsultant nie oddzwania.

Telefon 3

Do konsultanta. Po wysłuchaniu automatu, potem długiej i nudnej melodii, odzywa się człowiek.
Podaję wszelkie dane, namiary, numery. Wszystko się zgadza, 126 zł do zapłaty.
Ale dlaczego? Czy w końcu nam to ktoś wyjaśni? Pan próbuje. 

To nie jest ta sama polisa, to jest nowa polisa zawarta na półtora miesiąca z moją mamą, jako małżonką właściciela (pomoc auto w drodze dostała gratis). Dlaczego polisa została zawarta zaocznie, bez podpisu mojej mamy? Dlaczego nie mamy jej kopii?
Nie wiadomo.
Składka jest droższa, bo my nie mamy zniżek. Tłumaczę panu, że ja mam. Tak, ma pani 10 %. Nie proszę pana, 60%.

Składka - jak twierdzi pan konsultant - została wyliczona prawidłowo. Koniec tematu. 

Wpłacamy te 126 zł dla świętego spokoju, ale na zakończenie współpracy piszę maila do PZU, opisującego dokładnie całą sytuację.

Odpowiedzi brak. Nie to nie. Walcie się.

FINAŁ

Po dwóch miesiącach przychodzi pismo.

Zostało przeprowadzone postępowanie wyjaśniające, w wyniku którego ustalono, że zaległa składka powinna wynosić 56 zł,
w związku z czym na koncie powstała nadpłata. Proszę złożyć dyspozycję wypłaty kwoty 70 zł.

Złożyłam dyspozycję, na szczęście można było przez internet. Czekamy na zwrot pieniążków. Ciekawe jak długo?

AKTUALIZACJA:

Po prawie dwóch tygodniach od złożenia dyspozycji przyszło kolejne pismo. WTF??
Zacytuję:

"Informujemy, że na pani koncie stwierdzono nadwyżkę w wysokości 7 zł.
Przysługująca do zwrotu kwota zostanie zaliczona na poczet należności przysługujących PZU SA.
W związku z tym składam oświadczenie, że zgodnie z art.(ble ble) z kwoty nadwyżki składki ubezpieczeniowej w wysokości 7 zł, potrącam należność przysługującą PZU SA z tytułu:
1. 7 zł - składka należna z polisy nr (ble ble)"

 W pierwszej chwili zgłupiałam. Sprawdzam na koncie, a tam 63 zł od PZU.

Aaaaaaa! Doliczyli się w końcu biedacy, że jednak nie 70, a 63 zł się należy do zwrotu.
 A może niech jeszcze raz przeliczą?

Za co wzięli sobie 7 zł? Nie wiem i nie chcę już wiedzieć.
Może za korespondencję, którą do nas wysyłali?
No jak takiej firmy nie stać na list do klienta, to ok, mogę zasponsorować.

"W razie wątpliwości prosimy o kontakt z infolinią PZU dostępną całą dobę"

Nie! Dziękuję. Weżcie sobie to 7 zeta i nie chcę mieć z wami nic wspólnego.





źródło zdjęcia https://pixabay.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz