niedziela, 24 kwietnia 2016

Pociąg Gotuje czyli Pan Mniszek




Miał być przepis na ciasto, będzie, ale dziś zaserwuję co innego.
Być może widzicie w swoim otoczeniu takie oto kwiaty jak wyżej. Właśnie kwitną.
Gdybym zapytała o nazwę tej rośliny na zdjęciu, większość odpowiedziałaby - mlecz. 

A z czym Wam się kojarzy mlecz? 
Z żółtymi kwiatami, których pełno na łąkach i trawnikach, a potem dmuchawcami na brudzących mocno łodyżkach.

Mnie kojarzy się z miodem, sałatką i lekarstwem. 

Bo prawidłowa nazwa tej rośliny to mniszek lekarski, albo pospolity. 
Dlaczego mniszek nie wiem, może od jakiegoś mnicha ;), ale wiem dlaczego lekarski.


Lekarstwo.

Sok z liści i korzenia mniszka leczy anemię. Oczyszcza też organizm z toksyn i działa przeciwnowotworowo i przeciwzapalnie. Stosowany jest w chorobach wątroby, woreczka żółciowego, nerek, skóry i w profilaktyce cukrzycy. Więcej możecie poczytać np. tutaj.

Mój Tata miał białaczkę. Od momentu kiedy mu ją wykryto żył jeszcze 7 lat, w całkiem niezłej formie, dopiero pod koniec bardzo osłabł. Jest wysoce prawdopodobne, że życie przedłużył mu sok z mniszka. Nie mam pewności, ale wiecie, w poważnej chorobie człowiek szuka wszystkiego, co daje choć cień szansy na wyleczenie. Tata wypił mnóstwo tego soku. Być może to, że tak długo walczył z chorobą, to zasługa mniszka.

A! Są też przeciwskazania do spożywania mniszka, ale to są skrajne przypadki, bo ogólnie jest bardzo dobrze tolerowany.

Sałatka. 

Liście mniszka świetnie zastepują rukolę, bo są do niej bardzo podobne. :) Przyznaję, że niejeden nie zauważył różnicy, choć listki mniszka są delikatnie gorzkawe. Właśnie znalazłam info, że przed zbiorem należy je przykryć czymś ciemnym, wtedy utracą gorycz. Się sprawdzi. :) 
Do sałatek nadają się tylko młode listki, oczywiście zebrane z dala od ulic.

U nas w domu często robi się je ze śmietaną lub jogurtem (albo mieszanką tychże).
Sieka się drobniutko, dodaje śmietanę, jogurt, pokrojony szczypior, szczyptę kwasku cytrynowego lub trochę soku z cytryny i odrobinę cukru i soli do smaku. Pychota. 

Uwielbiam też tego rodzaju sałatkę:

- 50 dag młodych ziemniaków
- 5 ogórków małosolnych
- 10 listków mleczu
- po pół pęczka dymki (może być zwykła cebula lub szczypior) i pół pęczka kopru
- sos - 5 łyżek oliwy, 3 łyżki soku z cytryny, sól, pieprz
Ziemniaki ugotować, wszystko pokroić, polać sosem, wymieszać.

Matko! Jaka głodna się zrobiłam. Ja nie mogę pisać o dobrym jedzeniu!

Przechodzę więc do sedna sprawy, czyli do tego co tworzyłam wczoraj z mniszka.

O ile listki są przez całe lato, o tyle kwiaty głównie na wiosnę, czyli już. 
W ubiegłym roku szybko przekwitły, więc w tym zaczęłam działać, jak tylko się wysypały.
A że rosną u mnie na podwórku, z daleka od ulicy i jest ich całkiem sporo, zrobiłam  z nich

Miód 

składniki:
- 200 kwiatów mniszka
- pół litra zimnej wody
- 1 - 2 łyżki cytryny
- pół kilo cukru

Najpierw zerwałam kwiaty. Po 10, żeby się nie pomylić. :) Do zbierania założyłam rękawiczkę, bo to niestety brudna robota jest, ciężko ręce domyć. Ale samo zbieranie nie jest bardzo pracochłonne, rzekłabym nawet, że wciągające. :)
Pszczółki nie protestowały, dla nich też coś zostało, bo tych kwiatów jest mnóstwo.





Zebrane kwiaty rozłożyłam na białym obrusie, tylko do tego celu używanym, można na papierze.

I poszłam pobiegać, bo to dzień treningu był, a pogoda bardzo sprzyjała.

Nie wiem na czym to polega, ale białe sprawia, że z kwiatów wychodzą robaczki. :) 
Taka eksmisja zbiorowa. Naprawdę wychodzą. 
WAŻNE: kwiatów nie można myć, bo zmyje się cały pyłek.





Po powrocie wrzuciłam kwiatuszki do gara, zalałam zimną wodą i czekając aż się to zagotuje, wykonałam rozciąganie. :)

Bo po biegu rozciąganie to rzecz konieczna! 

Kiedy zawartość garnka zaczęła wrzeć, wyłączyłam gaz i garnek odstawiłam.
I po robocie. :)
Znaczy po jej pierwszej części. :P
Kwiaty mają się w tej wodzie macerować przez noc. 

A że w garnku miałam zmacerowane kwiaty z dnia poprzedniego, zabrałam się za działania finałowe. 

Wywar przecedziłam, wygniatając kwiatki. Tak, to jest to zdjęcie z insta. :)




Do przesączu (tak jest w przepisie, fajne słowo) dodałam cukier i sok z cytryny i gotowałam całość na małym gazie, bez przykrycia, jakąś godzinę. Woda musi trochę odparować, a wywar zgęstnieć.
Co rusz trzeba zamieszać. 

Ja się w tym czasie z kuchni usunęłam, bo mojego Mężczyznę złapała wena (wreszcie) i gotował dla nas kopytka. Były tak pyszne i tak pobudziły mój apetyt, że nie zdążyłam cyknąć im fotki na insta. Trudno, może jeszcze kiedyś będzie okazja. (oby)
A że M urzędował w kuchni, to mieszał co jakiś czas mój wywar. A ja piłam sobie kawę.

Widzicie, że to wcale nie jest pracochłonne? :)

Jak już trochę zgęstniało, siup gorące do słoiczka i mocno zakręcić. 
Teraz już koniec.:)

Miód, a w zasadzie syrop z mniszka jest smaczną, wspaniałą namiastką miodu, a przy okazji może trochę podleczyć w sposób naturalny. Jeśli chodzi o smak i kolor, jak dla mnie - prawdziwy miód.

Z tej ilości kwiatów wyszedł mi słoik o pojemności 400 ml i przyznam, że jest dość gęsty, jak miód. :) Następny będę krócej gotować i zrobię rzadszy, będzie do robienia napojów.
Dodam jeszcze, że podobno gdy jest zbyt gęsty, po jakimś czasie może się skrystalizować (nawet do postaci kamiennej :)).
A gdy jest zbyt rzadki, to może sfermentować.
Nie wiem jak z tym jest naprawdę, bo u mnie nigdy długo nie stoi. :)

No właśnie, po co mi taki miód? Przecież można kupić miód w sklepie.
Można, choć lepiej od pszczelarza.

Ten mam tak naprawdę w cenie cukru, czyli kosztuje grosze.
Mam satysfakcję, że zrobiłam sama.
Mam satysfakcję, że zrobiłam coś z niczego.
Jest naprawdę pyszny.
Robię z niego pyszną lemoniadę, dolewając do wody. 
Jednak najbardziej obłędnie smakuje z piwem. Po prostu miodzio! :)

A skoro już o piwie, podobno piwo z mniszka też można zrobić. I wino. I szampana. 
Jeszcze nie przetestowałam. :)

A tu efekt końcowy. Miodzio. Dziś dodałam sobie do kawy. Rewelacja. :)




Obserwacje i wnioski:

- W necie krążą różne przepisy na ten miód. Ogólnie niewiele się różnią, ale zadziwił mnie dodatek soku aż z dwóch cytryn do takiej porcji składników jak przedstawiłam wyżej. W moim przepisie było 2 łyżki soku z cytryny, nie więcej. Przetestowałam. :) Syrop z dwiema cytynami jest kwaskowy, doskonały do lemoniady, herbaty, piwa, ale do kawy już niekoniecznie. Przetestowałam też  z jedną cytyną i myślę, że taki jest najlepszy. :) Wiadomo, złoty środek. ;)

- Pierwszy miód zrobiłam dość gęsty. Po otwarciu słoika (jeszcze tego samego dnia) zaczął się krystalizować, jakby chciał zamienić się w cukier. Nie wiem czy następne słoiczki też będą tak reagować (to znaczy ich zawartość), czy tamten otworzyłam za szybko?
Jednak uważam, że jednak lejąca konsystencja jest idealna. Czyli gotowanie wywaru ok. godziny. 

- Odkrycie. :) Prawdziwa nazwa tej rośliny to mniszek lekarski, tak jak napisałam wyżej. Popularnie zwiemy go mleczem, ale jest to nazwa nieprawidłowa, bo okazało się że prawdziwy z nazwy mlecz wygląda tak (tego nie spożywajcie, nie ma żadnych właściwości zdrowotnych):






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz