piątek, 22 kwietnia 2016

Przyszedł czas czyli Pociąg Gotuje.



Przyszedł czas, że będą u mnie wpisy kulinarne. A co? Inni mogą, a ja nie?
I co z tego, że nie umiem gotować? :-P

Wczorajsza rozmowa z moją dobrą znajomą, która jest szefową kuchni w swojej knajpie:

- Umiesz tłuc kotlety? - pyta ona.
- Umiem.
- Umiesz obierać ziemniaki?
- Umiem.
- Umiesz lepić pierogi?
- Umiem.
- A smażyć naleśniki?
- Umiem.
- To możesz pracować w gastronomii.
- Zatrudnisz mnie?
Coś przetrwało połączenie.

Żartuję. To ostatnie pytanie nie padło. Jej knajpa jest na drugim końcu Polski. Za daleko jak dla mnie.

Połechtana jednak faktem, że dostałam taką rekomendację. postanowiłam, że będę gotować.
Może nawet zatrudnię się w gastronomii? :-)
Czuję, że siedzi we mnie potencjał, który trzeba w końcu wydobyć na światło dzienne.

Serię nazywam "Pociąg Gotuje", bo taką propozycję rzuciła kiedyś gdzieś Blogierka.

Natomiast Jacek EM z dizajnuch.pl stwierdził, że kobiety gotujące są seksowne. :)
Nie gotujące się, nie ugotowane, nie kipiące, bulgotające i spienione jak mleko.
Choć może takie też są seksowne, ja się nie znam.
Chodziło jednak o kobiety udzielające się kulinarnie w kuchni. A może to o mężczyznach było? ;)

Ja seksowna jestem w każdej sytuacji, nawet kiedy rano, widząc swoje odbicie w lustrze, mało co nie dostaję zawału. Ale to może potwiedzić tylko mój Mężczyzna.
Nie zawał może potwierdzić, tylko moją seksowność. Podobnie seksowna jestem kiedy wracam z biegania i też prawie dostaję zawału, ale z innych przyczyn.

Dobra, tu o gotowaniu miało być.
Postanowiłam podjąć wyzwanie i nauczyć się gotować, dobrze gotować. 

Będą tu wpisy o tym co już zrobić umiem, a także o tym czego się będę uczyć.
Będzie to często walka z wiatrakami, będzie się lał pot, krew i łzy.
Będzie ostro, ale będzie też łagodnie, jak to w kuchni.
No i jak zawsze z humorem, inaczej nie umiem. :-P

Jeden wpis kulinarny już popełniłam. To było o tym, jak próbowałam upiec ciasto marchewkowe. Diabelskie moce mi się wtedy do kucharzenia wcinały, nie było łatwo.
Wpis jest tutaj. Kto nie czytał i nie boi się zajrzeć, zapraszam.






Odkąd zaczęłam blogować upiekłam też:


- szarlotkę z przepisu Blogierki
(to podobno bardzo łatwe ciasto, ale oczywiście opadło mi, spokojnie i tak było pyszne):)




- muffinki z przepisu Przygoda Yvette
(widać, ze nie wyrosły, oczywiście tylko u mnie, ale i tak zniknęły szybko) :)






- paprykarz z przepisu Powoli.Po prostu.
(z tym, że tego nie piekłam, może dlatego się udał i był wyśmienity) :)






Tyle  na dziś.
Za kilka dni pojawi się przepis na jedyne ciasto w świecie, które mogę powiedzieć, że potrafię zrobić od początku do końca i zawsze się udaje. Ciasto kameleon. Nie, to nie jest jego nazwa. ;-)
Ciasto jest łatwe, wszystkim smakuje i wzbudza efekt "wow".
Ale o tym w następnym wpisie. :)


Hmm, ten pomysł z pracą w gastronomii wcale nie jest taki głupi.
W końcu sukces często rodzi się ze słabości. :-)
Najwyżej stanę na zmywaku.  Na początek.
"Od pucybuta do milionera" to też przepis na sukces. ;)


Ps. Zdjęcie tytułowe to mój ulubiony obiad, prawie wegetariański, kotlet się wtrynił nieproszony. :P





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz