Żyłam tym wydarzeniem cały dzień.
Od chwili, gdy PIERWSZA myśl nieśmiało przemknęła przez zwoje mózgowe, bardzo tego ranka zapętlone i długo szukając ujścia, trafiła do punktu lokalizującego dźwięki z otoczenia.
Coś grało, ale myśl była zbyt słaba, by zlokalizować kto i po co zakłóca jej nocny spokój.
Tu pałeczkę przejęła myśl DRUGA i w uśpionym jeszcze systemie przechowywania danych odnalazła autora. Śpiewał Żółtko, Tomasz Żółtko.
TRZECIA myśl nie należała do tych przyjemnych, mimo że Żółtko śpiewał o miłości i dotyku.
Była mordercza, bo Żółtko dotknął ją do żywego, zakłócając ogromną na tę chwilę potrzebę snu i okradając z ostatnich sennych marzeń.
Była mordercza, bo Żółtko dotknął ją do żywego, zakłócając ogromną na tę chwilę potrzebę snu i okradając z ostatnich sennych marzeń.
- Zabić budzik! - krzyczały wszystkie komórki mojego niewyspanego jestestwa.
CZWARTA myśl była bardzo powtarzalna: wyłącz to, wyłącz to, wyłącz...
Wyłączyło się samo.
PIĄTA postanowiła doścignąć poprzedniczki i udowodnić im, że jest bardziej fascynująca.
- Wstawaj! - wołało moje pragnienie przygody - Przecież dzisiaj wyjeżdżasz!
Tu do akcji wkroczyła SZÓSTA i bez zbędnych wstępów i z całą mocą trenowanego latami pesymizmu, przywaliła obuchem w głowę.
- Tylko że najpierw pojedziesz do pracy!
- Tylko że najpierw pojedziesz do pracy!
W tym momencie z objęć Morfeusza wyrwał się wbudowany od urodzenia optymizm i jako SIÓDMA myśl wykrzyknął:
- Heloł, przecież ty tą pracę lubisz! Wstawaj! Szkoda dnia!
ÓSMA myśl pochodziła z gatunku tych niezdecydowanych i nie potrafiła rozsądzić, czy bardziej fascynujące mogą być przeżycia danego dnia, czy jednak wspanialszym będzie wrócić w objęcia wyżej wymienionego i może nawet zostać w nich do wiosny?
DZIEWIĄTA .. dziewiąta była pytaniem:
- Kto tu do cholery tak chrapie?!
DZIESIĄTA się zawstydziła, zapłonęła dziewczęcym rumieńcem, na szczęście niewidocznym w zimowej ciemnicy poranka.
- Kurde, przecież to ja.
JEDENASTA była jak z horroru, sprawiła że przerażone powieki uniosły się stanowczym ruchem w górę i jedyne co zobaczyły to... ciemność. Z ciemności wyodrębnił się koszmar.
- Zaspałam!
DWUNASTA nie mniej zestrachana, postanowiła zmusić siłą swej woli zdrętwiałe dłonie, by wymacały w pobliżu jakikolwiek licznik czasu. W niezgrabnie zaspanych palcach znalazło się coś, co wskazywało kilka cyferek z dwukropkiem w środku.
TRZYNASTA, z ogromnym, ponadludzkim wysiłkiem próbowała doszukać się znaczenia takiej, a nie innej kombinacji cyfr. Tu zwoje mózgowe mało co nie uległy przegrzaniu, ale za to znów zrobiło się ciepło, błogo i sennie...
CZTERNASTA myśl wspięła się na wyżyny mądrości i zlokalizowala znaczenie tego niesamowitego, aczkolwiek gdzieś już widzianego układu cyfr, który wskazywał godzinę 05:05.
PIĘTNASTA wjechała błyskawicznie na górę szczęścia, by tam ogłosić wszem i wobec, tę szczególną, radosną, wręcz fantastyczną nowinę:
- Nie zaspałam! Wszystko idzie według planu.
Po tych piętnastu intensywnie wyczerpujących myślach, leniwe ciało przestawiło się na tryb - automat, wyłączając tym ryzyko dodatkowej kontemplacji w świątyni dumania zwanej powszechnie wc. Po czym zwlekło swoją ociężałą masę, otulilo się w wyjatkowo cieplutki szlafroczek i posuwistym krokiem, po uprzednim zameldowaniu stóp w kapciach, ruszyło na podbój tego niezwykłego dnia, którego początkiem była jak zawsze zwykła, codzienna łazienka.
Zwieńczeniem zaś tego dnia miało być dotarcie do całkiem sympatycznego miasta, jakim jest Tomaszów Mazowiecki i rozpoczęcie krótkiego lecz udanego urlopu.
I było.
I było.
Zwieńczeniem tego przydługiego wstępu miał być opis mojego pobytu w Tomaszowie, ale mój grafomanski pisarski GPS trochę pobłądził, więc wyszło jak wyszło. :-)
A że wyszło trochę długo, to o Tomaszowie będzie innym razem.
A na koniec zaśpiewa dla Was Tomasz Żołtko, który od kilku lat, niezmiennie budzi mnie tą piosenką. Zazwyczaj tylko wstępem. ;)
Niezwykłego dnia Wam życzę. :)
Niezwykłego dnia Wam życzę. :)
