piątek, 13 marca 2015

Kondycyjna dziura.





Moja kondycja jest dziurawa. 
Bo niby się ruszam. W pracy dźwigam akta, aż mi się biceps od tego wyrobił (ciekawe, że tylko na prawym ramieniu.) Po pracy biegam za autobusem ( z wywalonym jęzorem ), w domu biegam za odkurzaczem i gimnastykuję się przy zmywaniu: spłukane -na suszarę, spłukane - na suszarę.
I takie tam różne niby aktywności uskuteczniam. I co? I nic. Dziura.
Latem chodziłam na spacery, jeździłam na rowerze, ale lato było dawno. Teraz jest dziura. Trzeba ją czymś załatać. 




I trafiło się jak ślepej kurze ziarno. Wyzwanie u Oli: "Pani zmienia nawyki".
Ja i nawyk? Ok. Nic trudnego. Przecież mam różne nawyki, każdy je ma.
Jaki problem wyrobić nowy. I np. ćwiczyć.
Codziennie??? Nie, to niemożliwe. Nie raz próbowałam. Nic z tego nie wyszło. Jestem za słaba. Nie dam rady.
No dobra, zaryzykuję. 

I stało się. :)

Dzień 1.
Zumba. To jedyna forma fitnessu, którą jestem w stanie zaakceptować. Zawsze lubiłam tańczyć. W czasach szkolnym marzyłam o aerobiku, oczywiście bez szans na realizację. Jako młoda mama nie miałam czasu.
Jako starsza mama nie miałam siły.
Wiadomo : " kto nie chce znajdzie powód, kto chce, znajdzie sposób".
W ubiegłym roku się odważyłam, dwa razy byłam na zumbie -na żywo.
Fajna sprawa. Ale nie dałam rady na dłuższą metę. No to teraz sobie odbiję.
-Młodzieży- mówię do swoich latorośli - zajmuję pokój i komputer. Będę ćwiczyć.
Umarli ze śmiechu.

Dzień 2.
Dziś wracałam tak zmęczona z pracy, że na samą myśl o zumbie moje ciało krzyczało: NIE!. Ale odpoczęłam i o 20 zaczęłam działać. Moi instruktorzy z YouTube są pełni energii

i dają czadu. Patrząc na nich myślę, że jestem tak zgrabna i wysportowana jak oni. ;)
Jest super!!! :)

Dzień 3.
Pojawiają się zakwasy i z każdym dniem może być trudniej. Ale dzięki temu, że upubliczniłam swoje wyzwanie, nie poddam się tak szybko jak zawsze. :)

Dzień 4.
Czwarta zumba zaliczona. Czy czuję nawyk? Może trochę. Bo jak się zbliża dwudziesta to przestaję się zastanawiać czy mi się chce, czy nie.
Wstaję, przebieram się w dres i ćwiczę.
Codziennie robię notkę, więc przy okazji wyrabia mi się nawyk pisania. :)

Dzień 5.
Dzień w pracy koszmarny, do tego po południu ciśnienie spadało na głowę, senność, bezsens, depresja...
Po powrocie do domu zjadłam kolację i klapnęłam przed telewizorem gapiąc się bez sensu w to co akurat leciało.
O 19.45 przetoczyłam się przed komputer, przejrzałam kilka stron w necie.
Zbliżała się 20.
-Nie chce ci się, nie chce ci się, nie chce ci się - szeptał mój wewnętrzny doradca.
-I co z tego, że mi się nie chce!!! Zobowiązałam się!!!
Wskoczyłam w dres, włączyłam moje zumbowe kawałki. Tylko jeden, góra dwa. Wiem, że jestem zmęczona. Z codziennego pół godziny jakoś tak niechcący
wyszło 40 min.
Zmieniam doradcę! Ten kłamie!

Dzień 6.
Sześć dni ćwiczeń pod rząd? Sama w to nie wierzę. Przecież jestem kobietą ze słomianym zapałem. Jako, że wczoraj pogoniłam swojego doradcę kłamczucha, który wmawiał mi, że mi się nie chce, dziś mi się chciało ( chociaż nowego doradcy jeszcze nie mam ).

Ale za to mam zakwasy. Ałaaaaaaaaaaa.

Dzień 7.
Dziś sobie odpuściłam, no może nie tak całkowicie. Dziś miałam wieczór filmowy i szkoda było go przerywać, zwłaszcza, że była to komedia, na której mocno się uśmiałam, 

więc mięśnie brzucha ćwiczyłam. Jednak przed snem odczułam jakiś niedosyt
Było już za późno na głośną muzykę i zumbę, więc zaliczyłam 10 min zwykłej gimnastyki.
Chyba nawyk jest. :)

Dzień 8.

1.    Upubliczniłam, więc mam zobowiązanie. To wyzwanie to nie tylko walka o moją kondycję fizyczną, ale też o doprowadzanie zadań do końca.
2.    Upublicznienie to nie tylko zobowiązanie się do czegoś, to również świadomość, że nie jestem w tym sama, że wraz ze mną wiele wspaniałych kobiet stara się coś zrobić dla siebie.
3.    Ustalenie konkretnej godziny ćwiczeń – codziennie, ułatwia mi wykonywanie zadania.
4.    Wybrałam jeden rodzaj ruchu. Gdybym sobie założyła, że poruszam się w jakiś dowolny sposób, to zapewne nie zrobiłabym nic. Żeby realizować zadanie muszę mieć konkret.
5.    Wybrałam zumbę, bo to połączenie ćwiczeń i tańca, czyli coś co
uwielbiam robić. Gdybym wybrała np. 6 Weidera, poległabym z kretesem.:)
Podziwiam dziewczyny, które wybrały spacery. Jest zimno. Brrr.
6.    Mam cel. Zumba przed kompem to początek. Będzie też zumba w klubie fitness, a w przyszłości maraton zumby. A w dalekiej przyszłości może
zostanę instruktorką zumby –seniorką. A co. :)
7.    Przy tworzeniu nawyku ważne jest, przynajmniej dla mnie, żeby nie odpuszczać. Skoro codziennie, to codziennie. Mniej lub więcej, ale codziennie. Myślę, że gdy odpuszczę sobie dzień, nie będzie tragedii, dwa –trudniej będzie być konsekwentną, trzy – jest ryzyko, ze odpuszczę sobie całkowicie.
8.    Z każdego dnia robię krótką notatkę, nie tylko w komentarzach na blogu Oli, ale również w swoim notatniku. Sprawia mi to dodatkową przyjemność, a jednocześnie pozostawia zapis moich zmagań na przyszłość.


Dzień 9.
Mam dziś wrażenie, że będę chora, ale mam też nadzieję to tylko wrażenie.

Ciekawe, że przed ćwiczeniem już polegiwałam i po prostu czułam, że mnie rozkłada. 
Ale wstałam. W trakcie ćwiczeń czułam się bardzo dobrze, a teraz znów oklapłam. 
Trzeba łyknąć jakąś aspirynę i do łóżka.

Dzień 10.
Już zaczęłam pisać, że dziś odpuszczam zumbę, bo jakoś nie czuję się na siłach.
Bo mięśnie bolą, bo chyba mnie coś bierze, bo nastrój mam kiepski.
Już nawet to napisałam. Już to nawet ogłosiłam domownikom.
I nagle usłyszałam głos wewnętrzny: na pewno nie chcesz? 

Pomyśl jak fajnie się przy tym czujesz. 
A może nie myśl, tylko spróbuj, w sumie co ci zależy, w każdej chwili możesz przerwać. 
( Mój nowy doradca? Nie zatrudniałam. Sam się zatrudnił? Kiedy? ) 
No dobra. Zaryzykowałam.
I co? Poczułam się świetnie. Endorfiny zrobiły swoje, rozgrzane mięśnie przestały boleć. Wniosek: próbować! Jak bardzo nie idzie, bo to nie ten dzień, wtedy odpuścić.

Dzień 11.
Poszło gładko, bez żadnych problemów.:) I zauważyłam że odkąd ćwiczę mam lepszy nastrój, byle co mnie nie wyprowadza z równowagi, mam więcej energii i optymizmu. 

Niby to takie oczywiste, wiadomo, że ruch poprawia samopoczucie, ale dla mnie to jest niesamowite. :)

Dzień 13.
Koniec tygodnia. Wreszcie, bo czuję totalne zmęczenie.Ale zumba oczywiście była. 

Mogę z całą pewnością stwierdzić, że mam nawyk. Kiedy zbliża się godz.20 wstaję, przebieram się i startuję. Tak po prostu. To taka oczywista oczywistość. ;) 
I wszyscy domownicy mają nawyk: godz. 20.00 - wolny pokój i komputer. :)

Dzień 14.
Dałam czadu - zamiast pół godz. zumby - godzina. Poczułam siódme poty. :)

Dzień 18.
Dziś nastąpił ten dzień, kiedy odpuściłam całkowicie. Po prostu TOTALNIE mi się nie chciało. Bo to taki dzień kiedy nie chce się nic.

Dzień 19.
Wczorajszy dzień nie zaliczony, bo był depresyjny, na szczęście już go nie ma.

Dziś poszło łatwo. Najwyżej za karę przedłużę wyzwanie. Ups...
Dostało mi się od Oli za słowo kara. Cytuję:
" Basiu - "za karę przedłużę wyzwanie"???? Załamałaś mnie tymi słowami! Przecież wyzwanie jest właśnie po to, by stało się to nawykiem i było realizowane codziennie - nawet gdy wyzwanie się skończy!. A jak się stanie nawykiem to już nie jest karą."

Dzień 20.
I teraz sobie zadaję pytanie. Czy to jest nawyk? Czy to jest wyzwanie?

Dzień 23.
Zumba sprawia mi coraz większą przyjemność. Coraz chętniej ćwiczę. 

Nie ma nie chce mi się, wręcz przeciwnie, nie mogę się doczekać. 
Ostatnio były małe wątpliwości i przemyślenia, ale znów skłaniam się ku temu by powiedzieć: nawyk jest. :)

Dzień 28 - ostatni

Po 28 dniach stwierdzam stanowczo: NAWYK JEST! :D
Bo nawet jeśli danego dnia się nie uda, to mam pragnienie by ćwiczyć dalej.
I radość, że poćwiczę następnego dnia. Bo mam to w nawyku. Jakie to proste.:)
Jestem teraz zmotywowana do wprowadzania kolejnych nawyków, bo po tym wyzwaniu wiem, że mogę i potrafię.

Jestem z siebie dumna. Udało się.
Słabość pod nazwą słomiany zapał, przekułam w sukces - ćwiczę codziennie.
Kondycyjna dziura załatana. I myślę, ze to nie koniec. W końcu mam nawyk. :)






2 komentarze:

  1. Gratuluję, czyli się udało :)
    Tyle tylko, że organizm też ma czasem prawo do odpoczynku, do regeneracji, do odbudowy :) Gdy nawyk przejdzie w rutynę, to zniknie przyjemność, czasem i do ćwiczeń trzeba się stęsknić. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli dobrze się stało, że trochę zaniedbałam swoje ćwiczenia w czasie wakacji. :-) Masz rację, ja już bardzo za nimi tęsknię. Czekam na ochłodzenie i ruszam od nowa z całą serią mojej zumby. :-)

      Usuń