piątek, 22 stycznia 2016

Zdrada.



Muszę się Wam do czegoś przyznać.. 
Nie wiem jakie konsekwencje będzie miało to wyznanie, ale muszę to z siebie wyrzucić... 
Dopuściłam się zdrady...

Ten związek od początku budził moje wątpliwości. Jesteśmy razem, bo jesteśmy, bo tego wymaga wspólne dziecko. Nie ma między nami jakiejś głębszej więzi. Porozumiewamy się tylko od czasu do czasu. To nie jest dobra relacja.


A jak było na początku?


Kiedy się poznaliśmy wydawał mi się trochę dziwny i skomplikowany. Nie miał wtedy wielu znajomych. Był po prostu nudny. Nasza znajomość nie trwała długo, szybko zerwaliśmy kontakt, ale on nie dał mi o sobie zapomnieć.

Przypomniał sobie o mnie po dłuższym czasie. Nie, to ja przypomniałam sobie o nim. 

Odnowiliśmy znajomość. Tym razem już wydawał mi się bardziej interesujący, ale wciąż o skomplikowanym charakterze. Był trudny, nie zawsze chciał ze mną gadać, nie zawsze go rozumiałam.

O dziwo coraz więcej osób go lubiło. Krąg ludzi wokół niego się poszerzał.


Dzięki niemu zaczęłam myśleć, że zyskałam nowych przyjaciół, ale prawdziwi przyjaciele to tacy, których poznaje się w biedzie, a nie tacy, co udają, ze nimi są.


Nasz związek zaczął kwitnąć. Jednak chwile fascynacji nie trwały długo. Szybko przeszliśmy w rutynę. Następne wspólne chwile to były wzloty i upadki. I ciągłe pytania - czy ten związek kontynuować?

Czy to nie jest strata czasu?

I wtedy pojawiło się dziecko.


I stało się jasne, że jednak musimy być razem, dla dobra dziecka...


No cóż. Jakiś czas temu zdradziłam go...


Znalazłam sobie kogoś, w kim zakochałam się od pierwszego wejrzenia. 

Ten ma proste zasady, łatwo się z nim dogadać, podziela moją pasję fotografowania i nie jest złośliwy. Uwielbiam go.

Jednak z uwagi na dziecko muszę prowadzić tę podwójną grę...

Kości zostały rzucone...





Kogo zdradziłam?
Facebooka. 
Z instagramem. :)
Bo o tym właśnie jest ten wpis.
Mam tylko nadzieję, że mój Mężczyzna doczyta go do końca. ;-)
I żeby nie było, nigdy nikogo nie zdradziłam. :)


Nie lubię facebooka. Właściwie nigdy go nie lubiłam. Na początku dziwiło mnie bardzo, że zyskuje taką popularność.

Jedna z zasad głosi, że jak Cię nie ma na fb to nie istniejesz. Znam takich co nie mają konta i mają się dobrze.

Ja postanowiłam jednak być, mimo niechęci. Ba, nawet się wkręciłam. Uzależniłam? Chyba nie. Choć niektórzy twierdzą, że jak najbardziej. Trochę prawdy w tym jest, statystycznie zerkam na fb dość często. Czasem nawet mam poczucie, że coś mnie ominie jak nie zajrzę. Ale skoro mam fanpage, to bywać tam muszę. 

Poza tym na fb jesteście WY WSZYSCY i często toczą się tam ciekawe dyskusje. :-) 

Jednak jakiś czas temu (całkiem niedawno) :-) odkryłam instagram. Nie no, wiedziałam, że coś takiego jest, ale w ogóle mnie to nie interesowało. Do czasu aż postanowiłam go wykorzystać do wrzucania zdjęć typu "mam ochotę na fotę" albo "fotografuję co się da". Po co je trzymać na dysku. 

Szybko okazało się, że za pomocą insta też można się z Wami porozumiewać. Mało tego, nawiązałam tam nowe znajomości blogowe, z czego bardzo się cieszę. :-) Poza tym instagram jest pełen różnorodnych i bardzo ciekawych zdjęć.

Zachwycił mnie. I wciągnął. :-)

A facebook? Fb tnie zasiegi, fb nie zawsze przysyła powiadomienia, fb zjada komentarze, nie wszystko na fb mogę wykonać w telefonie jako fanpage.

Dobra, ma też plusy : działanie w grupach, wydarzenia, o których przypomina, udostępnienia ciekawych linków, messegner i pewnie wiele innych których może nie znam.

Ale czy naprawdę jest wart czasu, który mu się poświęca?  

Czy da się żyć bez facebooka?

Na chwilę obecną wolę instagram. A może to tylko chwilowa fascynacja? ;-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz