poniedziałek, 19 października 2015

Jak ocaliłam wszechświat?


 


Drogi Bookwormie.

W odpowiedzi na Twoje jakże pomysłowe WYZWANIE, przedstawiam historię o tym jak uratowałam wszechświat. 

Będzie to opowieść bardzo wzruszająca, bo temat przecież jest poważny i wspaniały.
Mimo, że chciałeś na wesoło.

Publikuję ją na blogu, choć zastanawiałam się, czy poleconym przyczepionym do szponów sępa nie puścić. Jednak zrezygnowałam po wielu próbach, bo żaden sęp nie chciał współpracować.
Poza tym inni też mają prawo do zapoznania się z moją opowieścią, a przecież nie będą za sępami latać jak ja. 

Uwaga! Historia ta może doprowadzić Cię do łez.
A załzawienie może być nader intensywne. Uważaj więc na siebie!



Usiądź wygodnie, zrób sobie kawę i wczuj się mocno w treść.
A może lepiej niezbyt mocno się wczuwaj. ;)

Nie wiem jak nowoczesny masz komputer?
Jeśli masz najnowszej generacji laptopa 5D, to może okna otwórz?
Tylko uważaj, żeby sąsiedzi straży pożarnej nie wezwali.
Bo Ci straż zaleje mieszkanie i obciąży kosztami za nieuzasadnioną interwencję. Jakby co, nie mam z tym nic wspólnego. Ja ostrzegałam.


Historia ta jest jak najbardziej prawdziwa, a sposób jej opowiedzenia podsunąłeś mi sam. :)
"Znaki dymne też nie są najgorszą alternatywą (tam tamy również)."
A było to tak: :)
















































Myślę, że masz tak bujną i niesamowitą wyobraźnię, że zrozumiałeś wszystko co chciałam opowiedzieć. :-) 

A czego nie dowidziałeś, to dosłuchaj. :)


                                          

                                                                                 
   





 zdjęcia pochodzą z https://pixabay.com/pl/


 Uwaga!!!
Długotrwałe wpatrywanie się w wyżej przedstawione zdjęcia, może spowodować tworzenie się 
w głowie różnych wizji i opowieści. Jedna taka już się w sieci pojawiła. 
Jest fantastyczna, niesamowita i nieziemska. Kto chce sprawdzić, powinien zajrzeć TU. :)






27 komentarzy:

  1. Gratuluję i dziękuje za uratowanie wszechświata, choć - jak widzę na fotkach - lekko nie było :D
    Odetchnąłem widząc, że wszystko się zakończyło dobrą imprezką a utwór hipnotyzuje... :D

    I mam taki swój chytry plan ... ale o tym się dowiesz w niezadługim czasie... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się nie mogę doczekać. :D Chociaż...zaczynam sie bać. ;)

      Usuń
  2. Strasznie się dymiło przy tym ratowaniu, więc to stąd ten smog? No ale cóż, to nie jest wygórowana cena za uratowanie Wszechświata <|:^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, niezła zadyma z tego wyszła. No cóż, bez skutków ubocznych się nie dało, choć starałam się jak mogłam. :D

      Usuń
    2. Basia to taka nasza niepozorna zadymiara ;))

      Usuń
    3. Oj tam, raz mi się zdarzyło. :-) Zlecenie dostałam. ;-)

      Usuń
  3. Basiu, bardzo mnie zaskoczyłaś, ale jak pozytywnie :D cóż za kreatywność.. właśnie czytam Pawła :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się baaaardzo, że udało mi się Ciebie zaskoczyć. :D To idę i ja czytać, bo wczoraj spałam jak dziecko po swojej akcji ratowania świata. Dopiero dziś się obudziłam. :) Hmmm, ja tu śpię, a ktoś znów wszechświat ratuje. Takie ważne momenty przesypiać. Ale chyba jestem usprawiedliwiona? Zmęczona byłam. :)

      Usuń
  4. Prześwietnie wybrnęłaś z zadania! Piekny i trochę magiczny ten post. Ja początkowo myślałam że opowiadasz swoją historię- myślę sobie kurde, ale ta dziewczyna przeżyła..a potem przypominam że to o wszechświecie ;).
    A podkład muzyczny-idealny!
    Kreatywna z Ciebie kobitka! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo to są moje przeżycia i moja historia. O tym jak jechałam pociągiem na imprezę. A że często w pociągu śpię, to i śniły mi się różne kosmiczne podróże. Impreza była jak widać niezła, tylko na drugi dzień wszystkie odgłosy brzmiały jak bębny. :-) Dobrze, że ja mało imprezuję, bo to bardziej męczące niż ratowanie wszechświata. :-D

      Usuń
  5. Pobudziłaś moją wyobraźnię, pewnie wszystkim...Pomogłaś wszystkim uratować Wszechświat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Razem go ratowaliśmy. :-) Każdy na swój sposób.
      :-)

      Usuń
  6. Dodałabym do tego jeszcze indyjskie kadzidełka. Zdjęcia bardzo ładne i pomysł super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.:) Czyli jeszcze więcej dymu? A! Już wiem. Przynajmniej by ładnie pachniało. :)

      Usuń
    2. I jeszcze bym dodała do tego jakiegoś przystojnego naukowca, który wspiera Cię w ocalaniu świata. Takie zdjęcia kojarzą mi się z odkryciami i pracami naukowców na przełomie XIX i XX wieku. Dzisiaj już takich gentelmanów nie ma, więc można by jednego deportować ;) :D

      Usuń
    3. Tylko jednego? Wszystkich! :D Ale wiesz, myślę, że nie jest tak źle u nas z tymi gentelmenami. Są. :) Sama znam kilku, a jakby dobrze się zastanowił, to pewnie i więcej. :D

      Usuń
  7. Ciekawy pomysł, super zdjęcia z zapałkami, dymem, ogniem... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Tak w ogóle to bardzo lubię patrzeć na ogień. Ale jak widać dym też może wyglądać ciekawie. :)

      Usuń
  8. Respekt za uratowanie wszechświata! Walka ostra była widzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, było ciężko, ale nie byłam sama. :) Zacna ekipa ratowała wszechświat. :)

      Usuń
  9. To chyba najciekawsze przedstawienie blogowania jako wzlotów i upadków. Lepszego jeszcze nie widziałem!
    ps. Bardzo podobają mi się te zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę jakie ciekawe skojarzenia, wzloty i upadki blogowania. Dobre. :-) Na mnie też zdjęcia zrobiły wrażenie, z reguły dym na żywo jest brzydki, a okazało się, że może być piękny. :-)

      Usuń
  10. Basia:) Rewelacyjnie:) "Uhahałam" się po pachy.A wpatrywanie się w te zdjęcia faktycznie powoduje ciekawe efekty... temperatura mi wzrosła, chyba wrócę do łóżka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, takich efektów to ja nie chciałam. Gorączka, łóżko? Nie! Ale dobrze, że się uhahałaś, bo śmiech to zdrowie. :)

      Usuń
  11. Jestem zaskoczona TOTALNIE! Widziałam "zajawkę" tego wpisu juz ponad tydzień temu, obiecałam sobie, że jak tylko będę miała chwilę czasu, to się "dobiorę" nareszcie i poczytam. Veni, Vidi, Vici - przybyłam, zobaczyłam, zwyciężyłam tj znalazłam czas, kliknęłam ziejąca dymem lokomotywę i .... nałykałam się dymu! Dobrze, że mnie nie osmoliło sadzami :)
    Basiu, complimenti czyli wyrazy uznania za spryt, polot i fantazję :)
    Ciało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. :-) Bardzo się cieszę, że się podobało. :-) Mam nadzieję, że dym Ci nie zaszkodził. ;-)

      Usuń