wtorek, 6 października 2015

Kto podrobił mi metrykę?





Patrzę na mój akt urodzenia i patrzę. I nadziwić się nie mogę. Bo coś mi się nie zgadza w dacie urodzenia. 

Dzień 3. Ok.
Miesiąc 12. Ok.
Ale rok? 
Chcielibyście wiedzieć co mi tam napisali? Nie powiem, bo to głupota jakaś jest! No nie będzie mi jakiś urzędas sugerował ile mam lat! Chyba ja lepiej wiem.

Choć właściwie nie wiem.



Sądząc po dzieciach - sporo. Bo dzieci pełnoletnie, a w podstawówce przecież ich nie urodziłam,  w gimnazjum też nie. 
Do gimnazjum w ogóle nie chodziłam, od razu do liceum poszłam, taka byłam zdolna. :-) 
No dobra, przyznam się, bo może niektórzy małolaci nie wiedzą, że kiedyś taka forma szkolna jak gimnazjum nie istniała. Dlatego z podstawówki przeszłam do liceum.
W liceum też nie zaciążyłam, więc dobry matematyk może już mniej więcej policzyć.;-) 

Biorąc pod uwagę wiek dzieci, powinnam mieć dużo.
Ale wiadomo przecież, że to dzieci się starzeją, a nie my, więc wcale nie mam tak dużo jak myślicie. Bez przesady.

Poza tym w dokumencie jest ewidentna pomyłka.
Bo weźmy mój wiek z innej perspektywy.

Na ile lat się zachowuję?
Jednak weźmy inny zestaw pytań. :)

Na ile lat się czuję?
A to zależy kiedy.
Gdy wracam po całym dniu pracy, umęczona do granic możliwości, mam jakieś 80.
Kiedy łapię dola szala przechyla się do 90. 

A tak ogólnie?
Myślę, że jakieś 27. Tak. Na pewno 27.
Bo 27 to jedna z moich ulubionych liczb. :-)

27 ma jeszcze dwójkę z przodu,
a człowiek już nie taki głupi, jak był za młodu. ;-) 

I właśnie na tyle się czuję. I dlatego tak dobrze się dogaduję z małolatami. Dowód ? Ile lat mieli moi ostatni współpracownicy? 
21, 21, 26, 20
Bardzo dobrze się nam pracowało . 
Że tylu ich było? Nie ja ich wykańczałam, tylko praca. Młodzi, to pouciekali w poszukiwaniu lepszych perspektyw. Z niektórymi do dziś utrzymuję kontakt, a rzekłabym nawet, że się przyjaźnię. Obecnie pracuję z dziewczyną w wieku mojego syna. I co? Rozumiemy się bez słów. 

Poza tym mam różne szalone pomysły, które absolutnie świadczą o moim młodym wieku. I wiarę mam wciąż, że wszystko przede mną, że mogę zmienić świat (zaczynając od siebie oczywiście). Często ta moja wiara słabnie, w zależności od kierunku w którym podąża moje ciało. Ale o tym później. 

Pytanie kolejne.
Na ile wyglądam? I tu może nie powinnam się wypowiadać. ;-) 
Powiem jednak, jak to wygląda z mojej perspektywy.

Bo czuję się na 27, ale jak patrzę na tę durną metrykę i mój mózg rejestruje datę, która tam jest, to moje ciało głupieje i nie wie w którą stronę ma dążyć. 

Raz się chce starzeć, zmarszczki tworzyć, jakieś oponki dziwne (co to się tłumaczy, że są zimowe) wytwarzać, włos chce  srebrzyć, w krzyżu łupać.
Innym razem chce się odmładzać, na zumby jakieś chodzić, fitnessy uprawiać, maseczki sreczki, upiększać się niby.

Jeszcze trochę i zwariuje biedne ciało moje. 
I odmówi mi posłuszeństwa. 
I przestanie funkcjonować. 
A wiecie czym to się może skończyć. 
A ja pożyć przecież jeszcze chcę.
Młoda jestem. 

Co mam zrobić? Metrykę schować? 

I cóż to da, skoro jakiś "inteligentny" czlowiek wymyślił, że data urodzenia ma być w peselu. Rzut oka na pesel, taki sekundowy nawet i każdy wie ile masz lat. A w dowodzie też sprytnie wymyślono. Z przodu data , z tyłu pesel, czy go przodem, czy go tyłem, wszystko jak na dłoni. 

A nie można było innego numeru nadać? Zwykłą kombinację cyfr stworzyć każdemu?

Kiedyś było prościej. Gubię dowód, gubię metrykę, pani w urzędzie wylewa kawę na wielką księgę mądrości i daty nie ma. 

A teraz? System. System wie najlepiej, systemu nie oszukasz, systemy rządzą ludźmi, wszędzie komputery, bazy danych, łącza po których twoje dane suną z urzędu do urzędu.
No nic się nie da przekombinować.

Ale zaraz, może jakiś urzędnik będąc kiedyś na kacu, pomieszał coś w moich dokumentach, wprowadził błędną datę do systemu i poszło. I ciągnie się za mną jak ogon za bobrem. Może wystarczy sprostować? 

Składam formalny wniosek o sprostowanie mojego aktu urodzenia. A jak mi go odrzucą, to do sądu pojdę. Sąd na pewno sprawiedliwie oceni sytuację. Sądy są ostoją sprawiedliwości. Wiem, bo tam pracuję już 9 lat. I stoją. Znaczy o'stoją są. A jak sąd mi nie pomoże, to pójdę do rzeczników od wszystkiego. Nachodzę się trochę, ale chodzenie odmładza. 

Och, żebym ja musiała takie stresy przeżywać z powodu niekompetencji urzędniczej. To skandal jest! I to za moje podatki. 

To tyle.
Jakby ktoś naprawdę, ale tak naprawdę i tak bardzo mocno potrzebował wiedzieć ile mam lat, według tej cholernej metryki, to niech zsumuje wszystkie liczby z tego wpisu :-), wynik podzieli przez ostatnią liczbę, od tego co wyjdzie odejmie pierwszą, pominie to co po przecinku i weźmie poprawkę na to, że z grudnia jestem. :-)

Skoro chcecie się tak wysilać, proszę bardzo. :)
Tylko nie wiem po co, skoro liczba ta jest błędna.
Naprawdę nie wystarczy Wam moje słowo , że jestem młoda? 
Bo jestem. :-)



                                                     zdjęcia pochodzą z https://pixabay.com/pl/