Nazywam się Tosiek. Znaleziono mnie w ogrodzie, wraz z moim rodzeństwem. Matki przy nas nie było. Za to było zimno i jakoś tak strasznie.
Na szczęście ktoś nas wszystkich zabrał w ciepłe miejsce, nakarmił i przyznam, że niewiele więcej pamiętam. Jeszcze może to, że siku mi kazano robić w jakieś dziwne granulki. Żwirkiem je zwali.
Chyba im bardzo na tym zależało, więc zgodziłem się sikać gdzie chcieli. Kupciać też.
Może właśnie po to tak dobrze mnie karmili, żebym ten pokarm przetrawiał i oddawał do tego dziwnego naczynia, które nazywali kuwetą. To co zostawiałem szybko wyjmowali i jakby czekali na następną porcję. To się starałem jak mogłem.
Chyba jednak nie sprostałem zadaniu, bo mnie zamknęli w klatce, którą zwali transporterem.
Na szczęście na krótko.
A potem już byłem w innym domu, z nowymi człowiekami. Ale żwirek był ten sam.
W człowieczym kalendarzu był 2009 rok.