niedziela, 3 lipca 2016

Podsumowanie czerwca.


Mój schemat -  miesiąc dobry, miesiąc kiepski, który wytworzył się na początku roku, sprawdza się dalej. Maj był taki sobie, nawet podsumowania nie zrobiłam, bo nic godnego uwagi się nie wydarzyło. 

Za to czerwiec? Petarda. :-)

Bieg 



Mój pierwszy, oficjalny, na 10 km, w nocy.
Fantastyczny.  Do tej pory mam wrażenie, że to był sen. Nie, nie musicie mnie szczypać. Ku pamięci napisałam relację, do której sobie od czasu do czasu zaglądam. Taka forma uwierzytelnienia :), dowód na to, że faktycznie tam byłam. Drugi dowód to medal, który wisi w moim pokoju w widocznym miejscu. Czy będą kolejne? Mam nadzieję, że tak, choć niestety w czerwcu bieganie zeszło na dalszy plan. Nie, nie znudziło mi się. Podjęłam pracę, więc i czasu mam dużo dużo mniej.

Praca

Znalezienie pracy zajęło mi tydzień od wysłania pierwszego cv. Postanowiłam zdać się na los i podjąć pracę u tego, kto się pierwszy odezwie. Cv wysyłałam gdzie się dało. Usiadłam w sobotę rano i odpowiedziałam na około 20 ofert. Jeszcze tego samego dnia odezwał się właściciel małego sklepu osiedlowego w stolicy. Czy mogę przyjechać w poniedziałek na rozmowę? Pewnie że mogę. Pojechałam. Niestety rozmawiałam z bratem szefa, niby wspólnikiem, ale takim co to niewiele ma do gadania. Ustaliliśmy, że zacznę w środę. Jeśli do końca tygodnia się sprawdzę, od poniedziałku dostanę umowę o pracę. Niestety na drugi dzień otrzymałam smsa od właściciela, że zatrudnił jednak kogoś innego. No cóż. Jego strata. :-)
Co oferował? 10 zl netto za godzinę. Praca w tygodniu po 8 godzin, na zmiany 6-14, 14-22, w niedzielę dwanaście godzin 9-21. Praca dwa tygodnie dzień w dzień, weekend wolny i znów dwa tygodnie dzień w dzień. Z dojazdami na pierwszą zmianę - pobudka po trzeciej w nocy, powrót z drugiej zmiany na pierwszą w nocy. Komentarza nie potrzeba. I tak bym tego nie wzięła. :-P

Kolejny telefon był z pierogarni. Tak, mogę się spotkać. Manager ma takie samo nazwisko jak ja. Znak? Też oferują 10 netto na godzinę. Najpierw zrobią mi trzydniowe szkolenie na kuchni (nie wymagają doświadczenia), potem będę miała egzamin. Jeśli zdam (proszę się nie martwić, można mieć poprawkę), zatrudnią mnie na umowę zlecenie i wtedy za te 3 dni szkolenia też zapłacą. Praca po 12h wg grafiku, w godz. od 11 (o! wyśpię się) do 23 (ups... nie mam czym wrócić.)
Podziękowałam. 

Kolejny telefon ( do  trzech razy sztuka?). Praca w pięciogwiazdkowym hotelu. Obsługa piętra. Dbanie o to, by gość miał sympatyczny pobyt w hotelu i by niczego mu nie zabrakło. Dojazd dobry, dogodne godziny, umowa o pracę, 15 zł za godzinę. Wow. Biorę. Umowa o pracę okazała się umową zleceniem, 15 zł kwotą brutto. Ale jako że w takich hotelach nigdy nie bywam, pracę potraktowałam jako przygodę. Przyjęłam. Jak na razie nie żałuję. Fajny zespół, konkretna i ludzka managerka (wreszcie mam normalne kierownictwo), zagraniczni goście (szkolę jezyk), zazwyczaj uśmiechnięci i odnoszący się do personelu z szacunkiem. Praca po 12 godzin, ale sporo dni wolnych, co przy dojazdach jest bardzo korzystne, sporo pracy fizycznej (trochę cierpią moje nogi), ale również sporo takiej organizacyjnej. No i sprzątanie. Niektórzy twierdzą, że poszłam z biura na szmatę, że to mało ambitne. Myślę, że się mylą. 

"W każdej pracy jest tyle magii ile jej dostrzegamy. Czasem magia nie kryje się w wypłacie czy premii. Może nią być każdy ślad, który po sobie zostawiasz. "
Regina Brett

Wiele się dzieje, nie jest nudno, na razie jest ok. :-)  Dla mnie jako byłego pracownika biurowego fajna odmiana. Praca ta na pewno poszerzy moje horyzonty i otworzy mnie na nowe możliwości (kiedyś marzył mi się pensjonat. :-P)

" Każde doświadczenie wzbogaca twoje życie już teraz albo na przyszłość "
"Czasem praca, o której marzysz, to praca którą już masz "
Regina Brett


Warszawa 




A w związku z tym, że podjęłam pracę, znów bywam w moim ulubionym mieście - Warszawie. Niestety wciąż mnie nie stać, by tu zamieszkać, więc dojeżdżam. Akurat za tym nie tęskniłam w ogóle. Na szczęście przy moim systemie pracy dojazdy można trochę ograniczyć. Jakoś daję radę.

Olsztyn 



Drugie miasto po Warszawie, które darzę pozytywnym uczuciem. :)
Czerwiec zakończył się ponownym wyjazdem do Olsztyna, tym razem z moim Ukochanym. Wprawdzie tylko na dwa dni, ale spędziliśmy je bardzo aktywnie. A przy okazji uczciliśmy kolejną rocznicę naszego związku. Taka już nam się wytworzyła tradycja, że w każdą rocznicę gdzieś ruszamy, chocby na dzień lub dwa. :)
Nie zabrakło tu też biegania. Obiegłam jezioro Długie, dookoła którego jest fajna ścieżka biegowa i rowerowa. No dobra, przyznam się, niecałe. Nie chciałam ryzykować przeforsowania, bo ostatnio mało trenuję. Ale i tak zrobiłam 6 i pół kilometra. Bieganie wciąż sprawia mi frajdę. :-)




Skutków nawałnicy, która przeszła kilka dni wcześniej, nie dało się nie zauważyć.





Nidzica




Zamek w Nidzicy odwiedziliśmy po drodze. Zamek jak zamek, nie zrobił na mnie zbyt dużego wrażenia, może dlatego, że nie prześledziłam jego historii. 
Ale za to przy zamku był pyszny kebab. :)

Bataty 


Czerwiec to też nowe smaki.
Pierwszy raz w życiu jadłam bataty, takie dziwne... ziemniaki? Duże bulwy, przyznam, że w porównaniu do zwykłych kartofli bardzo drogie, w smaku przypominające  przemrożone ziemniaki :-P, albo połączenie ziemniaka i marchewki. Nie powaliły mnie. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że po prostu źle je przyrządziłam, więc dostaną jeszcze kiedyś drugą szansę. Przyznaję jednak, że jako miłośniczka zwykłych ziemniaków, chyba do batatów miłością nie zapałam.

Sushi 


Tak. To też był pierwszy raz.
Nie, nie byłam w knajpie. To jeszcze przede mną.  Taki zestaw kupiłam w Biedronce. :-)
Test się udał. Myślę, że jestem dobrą kandydatką na wielbicielkę tego rodzaju jedzenia. Czas w końcu pójść gdzieś na prawdziwe sushi. :-)


Wszystkie te moje pierwsze razy zaliczam oczywiście do #12niecodziennych.
Czego nie zrobiłam w czerwcu? Nie zdążyłam zjesć truskawek. Dlatego ich zdjęcie wstawiłam na główne. Chociaż sobie popatrzę. :P To zdjęcie pochodzi z www.pixabay.com, reszta jest moja.


Ciekawe jaki będzie lipiec? Czyżby miał być tym gorszym miesiącem? Eee tam. Zasada dobry - gorszy obowiązywała tylko pół roku. Teraz jest nowa - wszystkie miesiące wspaniałe. :)

"Od czerwca dużo zależy, czy żniwa będą jak należy "

Ps. W czerwcu też zdecydowałam się na zmianę szablonu bloga, co przyznam szczerze było dla mnie niezłym wyzwaniem. Nie lubię grzebać w kodach. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz