Etap 1.
Lekcja wf w liceum, jakieś sto lat temu.
Znienawidzona lekcja, znienawidzony nauczyciel.
Na lekcję przychodził w dżinsach i koszulce, chyba po to żeby z premedytacją pastwić się nad tą żeńską klasą. Zero dobrego przykładu.
Biegniemy dookoła sali - stały tekst.
Pół lekcji biegania jak zwierzę w cyrku, kolejne pół - gry zespołowe, których nie cierpiałam.
Chciałam aerobik, nie było szans, ani w szkole, ani po szkole. Klubów fitness wtedy nie było.
Dawno dawno temu.
Wiem, też nie mogę w to uwierzyć, ale byłam kiedyś nastolatką.
Nastolatką, która nie cierpiała lekcji wf.