środa, 3 lutego 2016

Podsumowanie stycznia.


Styczeń zaczął się u mnie niezbyt dobrze z uwagi na wydarzenia sylwestrowe. Sporo myślałam wtedy o kruchości życia, o śmierci. Wniosek końcowy był jeden. Póki żyję, muszę z życia korzystać. I nie chodzi tu o zabawę do upadłego, ale o to, by wyciągnąć z życia to co najlepsze, by cieszyć się nim, niezależnie od tego co się dzieje, wycisnąć z niego ile tylko się da.
Niby to wiem, niby staram się tak żyć, ale co jakiś czas warto sobie o tym przypomnieć.

Po smutnym początku postanowiłam trochę się rozweselić przy tym co lubię, czyli przy fotografowaniu.


Ogłosiłam więc wyzwanie fotograficzne. 

Wyzwanie cały czas trwa, jeśli ktoś ma ochotę można jeszcze dołączyć. Ja też już trochę ruszyłam i praktycznie połowę zdjęć już wykonałam. Kto mnie śledzi na instagramie widzi, że u mnie dzień bez nowej fotki to dzień stracony. :) Na facebooka się wypięłam i...facebook wypiął się na mnie, obraził się, ukrywa moje posty jak tylko się da.  Bo FB lubi jak mu się okazuje zainteresowanie, cwaniak jeden. Niech sobie jeszcze potrwa w swoim nadąsaniu, przyjdzie czas go przeproszę. Albo on przeprosi mnie. :P

Skoro mowa o zdjęciach, to postaram się od tej pory korzystać na blogu ze swoich. Tyle przecież ich trzaskam. :)
To taka pierwsza nowość w tym roku.
Druga polega na tym, że będę robić podsumowania miesięczne. Taki miesiąc w pigułce wydaje mi się fajną sprawą.
A nowości w 2016 roku będzie więcej.

Będzie 12, minimum 12. :)

Wyzwanie "12 nowości" znalazłam na blogu Poligondomowy na który namiar dała mi Aneta ( look-up-to-life )
Wyzwanie "12 niecodziennych rzeczy" - na blogu Droga do minimalizmu. gdzie dotarłam za sprawą Ewy ( przygodayvette )

W obu wyzwaniach chodzi o to samo. W ciągu roku należy zrobić 12 razy coś nowego (bo 12 miesięcy). Najlepiej coś miłego, coś fajnego, a jak ktoś chce, to nawet coś trudnego. Oczywiście można dużo dużo więcej. Ja przyłączam się do tego drugiego wyzwania, bo można go tagować na instagramie. :)


Co nowego zrobiłam w styczniu? 

1. Wyżej wspomniane wyzwanie fotograficzne - to pierwsze wyzwanie, którego jestem organizatorem a nie uczestnikiem.

2. Pierwszy raz jadłam coś, co nazywa się falafel. Bez rewelacji. :)

3. Opuściłam miejsce pracy, w którym spędziłam prawie 10 lat.
    Myślę, że powinnam to zrobić jakieś 5 lat wcześniej. Lepiej późno jak wcale.
    Na razie odpoczywam i dochodzę do równowagi.

4. Upiekłam ciasto marchewkowe , co dla mnie było dużym wyzwaniem, bo z reguły ciast nie piekę.

5. Zaczęłam oszczędzać według systemu - jaka liczba tygodnia, tyle odkładam kasy. Mamy piąty tydzień, więc w tym tygodniu wrzuta do skarbonki - 5 zł. Na koniec roku zbierze się z tego 1378 zł. O odłożeniu odpowiedniej sumy będą mi przypominać tygodniowe rozbiegi u Pawła ( bwotr.pl ) :)

6. Przystąpiłam też do  wyzwania książkowego organizowanego przez Agę ( mojabuka.blog.pl ) Wystarczy w nim przeczytać 32 książki dopasowane do poszczególnych kategorii.

7. Na koniec zostawiłam wisienkę. Ostatnie wyzwanie jakiego się podjęłam nazywa się:

OD KANAPOWCA DO BIEGACZA

Objaśnienia znajdziecie tutaj. Jednak to już będzie wyzwanie na luty... i mam nadzieję, że na kolejne miesiące też. :)

Pierwszy trening mam za sobą. Napiszę o nim w innym poście, bo dziś WSZYSTKO mnie boli!!

Ps. Wychodzi na to, że normę niecodziennych wyrobiłam już za pół roku. ;)





                                "Styczeń mrozem trzeszczeć musi, wtedy chłopa plon przydusi."



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz