Skończyło mi się ubezpieczenie zdrowotne. Ponieważ nie mam jeszcze żadnej pracy, a nawet jak ją znajdę, to przecież nie od razu dostanę umowę, a czasami można nie dostać jej w ogóle, postanowiłam pofatygować się do powiatowego urzędu pracy - w skrócie PUP . Bo życie bez ubezpieczenia jest ryzykowne. Jestem zdrowa, do lekarza nie chodzę, ale np. biegam, wystarczy uraz, wystarczy upadek, wypadek, atak wyrostka ... tfu tfu tfu..
Kiedy sobie uświadomiłam, ile w takiej sytuacji może kosztować mnie szpital, najpierw zbladłam, potem zebrałam niezbędne papiery i pognałam do najbliższego urzędu pracy, czyli 30 km od mojego miejsca zamieszkania.







