sobota, 7 listopada 2015

Odcinanie pępowiny, czyli sztuka życia w siedmiu aktach.







Akt 1.

Leżę na szpitalnym łóżku.  W szpitalu jestem od ponad tygodnia, ale dziś, po wielkim wydarzeniu jakim był poród, zmieniono mi salę. Na tej nie ma żadnych pacjentek. Jest późny wieczór, za oknem ciemno, w szpitalu cicho i spokojnie. Jestem sama. Choć nie do końca. Obok mnie leży małe śpiące zawiniątko. Pojawiło się na tym świecie jakieś dwie godziny temu. Moja córka. Przyszła na świat w dniu, w którym wszyscy snują refleksję o tych, co już odeszli i odwiedzają groby. Tak, dziś jest Wszystkich Świętych. Większość myśli  o śmierci, a ja o życiu, nowym życiu, za które od dziś będę odpowiedzialna. Nosiłam to życie w sobie przez 9 miesięcy. Jedyne co mogłam dla niego zrobić, to dbać o siebie. Dziś ostatnie połączenie między nami zostało przecięte. Po pępowinie został tylko supełek, który też odpadnie. Nie jesteśmy już jednością, stanowimy dwa odrębne życia. Choć wciąż bardzo ze sobą powiązane.



Akt 2.

- Mama, cyca chcę! - krzyczy dwuletnia już dziewczynka.
- Cycuś jest chory, nie można go ruszać.
- Ale ja chcę!!
- Cycuś chory, nie da rady.
- Pokaż cycusia! -  dziecko nie poddaje się.
- Aaaaaaaaaa, dlaczego cycuś chory? - pyta dziewczynka, zanosząc się płaczem na widok cycusia zaklejonego plastrami.
- A drugi?  -  pyta z nadzieją w załzawionych oczach?
- Aaaaaaaaa, dlaczego cycusie chore? Ja chcę cycusia!!
Mimo kilkudniowego płaczu następuje kolejne oddzielenie.

Akt 3.

- Mamo, ja nie chcę, ja chcę do domu! - krzyczy trzylatka.
- Kochanie chodź, w przedszkolu jest fajnie. - próbuje przekonać przedszkolanka.
- Nie chcę! Ja chcę z mamą! Maamoooo! -  krzyczy trzymając się matczynej nogi.
- Słoneczko moje, niedługo po ciebie przyjdę , teraz pobawisz się z dziećmi, zobacz jak tu dużo zabawek jest. Czas szybko minie, wrócę, opowiesz mi co robiłaś, jakiej piosenki się nauczyłaś. Może obrazek mi namalujesz?
- Nieee chceee... -  płacze dziewczynka.
- Pani już idzie. Córka przestanie płakać po pani wyjściu - tłumaczy nauczycielka, odciagając dziecko. Dziecko się poddaje, bierze panią za rękę i idzie ze spuszczoną głową na salę. Pochlipując ogląda się na mamę.
A mama macha ręką na pożegnanie, siląc się na uśmiech, choć serce jej się kraje. Jednak wie, że dopiero jak wyjdzie będzie mogła sobie popłakać.

Akt 4.

Sześcioletnia dziewczynka idzie dumnie z tornistrem na plecach.
- Jestem już duża, będę chodzić do szkoły i sama jeździć autobusem - cieszy się.
Mama również patrzy na nią z dumą. Całe wakacje tłumaczyła córce, jak to w szkole jest fajnie. 
Że będzie się uczyć, trochę też i bawić, w końcu to tylko zerówka.
Jednak co do autobusu szkolnego ma mieszane uczucia. Niby jest opiekunka, ale... wątpliwości są zawsze.
Podjeżdża autobus , dziecko odważnie do niego wsiada, wsiadają też starsze dzieci.
- Czy sobie poradzi? -  myśli mama.
Autobus rusza, ostatnie "papa" przez szybę i... dziecko nietęgą ma minę. 
Autobus odjeżdża. Mama wraca do domu. Niby wszystko jest ok, córka musi tak dojeżdżać do szkoły, musi się nauczyć, nie ma innego wyjścia, więc dlaczego mama czuje ogromny smutek?
Nagle wpada na genialny pomysł, wsiada w samochód i jedzie do szkoły. Na miejscu okazuje się, że jej ukochane dziecko siedzi w szatni i płacze. Opiekunka zostawiła te maleństwa w szatni, bo musiała jechać po następne dzieci. A nauczycieli jeszcze nie ma. O nie!! Moje dziecko bez opieki?? Po kilku rozmowach z odpowiednimi osobami codziennie rano pojawia się osoba zajmująca się zerówkowiczami. Ale mama i tak bierze tydzień wolnego, by wozić i odbierać dziecko ze szkoły. Pod koniec tygodnia dziecko pyta :
- Mamo, czy mogę już jeździć autobusem, ze wszystkimi dziećmi?

Akt 5.

- W porządku, możesz iść na imprezę, ale masz wrócić o 22.
- Mamo! Wszyscy zostają do 24, albo dłużej.
- Masz dopiero 15 lat!
- Mamo, proszę, to są urodziny Kasi, będzie jej przykro jak wyjdę wcześnie.
- Dobra, niech będzie 24. Ale masz być gotowa, jak po ciebie przyjadę! Żebym nie czekała. I bądź pod telefonem!
Córka wychodzi, a mama próbuje się czymś zająć. Nieskutecznie, bo myślami wciąż jest z córką. Co rusz wysyła sms o treści "jak tam?". Odpowiedź "jest super" wystarcza na pół godziny, potem ponawia sms. Córka cierpliwie odpisuje. Przed północą dzwoni :
- Mamo, zostanę u Kasi na noc, dobrze?
- Nie! -  w matce wszystko się buntuje, chce mieć córkę już w domu.
- Mamo, są już rodzice Kasi, zgodzili się.
- Nie!
- Mamo proszę.
- Daj rodziców do telefonu!
Faktycznie, zgodzili się. Córka nocuje u koleżanki. Mama kładzie się spać. Nagle w głowie zapala się światełko. A jak to nie byli rodzice?? Jeśli to jakiś nastolatek po mutacji odebrał telefon tak poważnym głosem ?? Zadzwonić jeszcze raz? Zrobić z siebie idiotkę? Nie, dziecku trzeba zaufać! Zadzwonię jutro do rodziców -  myśli mama i nie śpi całą noc odsuwając myśli, które podsuwa jej wyobraźnia.

Akt 6.

- Mamo, wychodzę!
- Gdzie znowu idziesz?
- Jeszcze nie wiem, wychodzę ze znajomymi.
- Pod telefonem masz być.
- Mamo, jestem pełnoletnia.
- Ale nie dorosła.
- Mamo!
- Uważaj na siebie.
- Dobrze!  Jakby co jestem pod telefonem.
I tu okazuje się, że najgorszym wrogiem matki jest jej wyobraźnia. Są gwałciciele, pigułki gwałtu, tyle okropnych rzeczy może się zdarzyć. I co z tego, że nie jest sama! Świat jest zły!
Stop!!! Czas się przyzwyczaić do dorosłości własnego dziecka.

Akt 7.

Wczoraj moja dziewiętnastoletnia córka rozpoczęła samodzielne życie, 200 km od mojego miejsca zamieszkania. Niby blisko, przecież nie wyjechała za granicę, ale już nie mam jej pod ręką. Wiem wiem, są telefony i inne formy kontaktu na odległość. Ale jako matka najzwyczajniej w świecie się o nią boję. Będzie sobie radzić sama. Wynajęła pokój, musi teraz tam znaleźć pracę, będzie się docierać ze swoim chłopakiem. Nie pomogę jej finansowo, bo mnie na to nie stać. Musi sobie radzić.
Kiedy wczoraj ją przeprowadziliśmy, czułam radość. Mieszka w fajnym miejscu, w pięknym mieszkaniu, z sympatycznym ludźmi. Będzie dobrze. 

Młodzi ludzie powinni żyć samodzielnie, nie siedzieć na garnuszku rodziców, uczyć się życia, ponosić konsekwencje swoich działań.Tak myślę. Dlatego bardzo wspierałam ją w tej decyzji, przeganiałam obawy, i jej, i moje. Motywowałam, że zmiany są dobre, potrzebne, że trzeba opuszczać swoją strefę komfortu, podejmować nowe wyzwania, dawać sobie nowe szanse. 
Córka jest świetną dziewczyną, łatwo nawiązuje kontakty, jest lubiana, łatwo odnajduje się w nowym środowisku. Poradzi sobie. Będzie dobrze.

Dlaczego więc dziś jest mi smutno? Będąc na zakupach złapałam się na tym, że robię je pod kątem tego, co Ona by zjadła. A Ona już sama sobie będzie robić zakupy. A potem dostałam sms "tęsknię". I rozkleiłam się. I po co? Skoro wiem, że tak trzeba, że tak jest dobrze.

Nie, nie mam syndromu opuszczonego gniazda. To tylko chwilowa słabość, może pod wpływem depresyjnej pogody. Taka jest kolej rzeczy, dzieci opuszczają gniazdo rodzinnego domu. 
Jednak obawy są. Czy jako samotna matka dobrze ją wychowałam, czy dobrze przygotowałam do samodzielnego życia, czy dobrą matką byłam? 

Odpowiem sama sobie, a może i innym, cytatem z Reginy Brett:
"Każda matka gra w pierwszej lidze. Wykonujemy najważniejszą pracę na świecie.Nasze błędy wynikają z faktu, że codziennie wychodzimy na boisko i dajemy z siebie wszystko.
Czy jesteśmy wystarczająco dobrymi matkami? No pewnie. Każda z nas radzi sobie najlepiej jak potrafi. Dlatego ogłośmy rozejm w wojnie o to, jak być dobrą matką. Koniec ze złośliwymi poradami, co „powinno się” robić. Wyrzućmy to słowo z naszych słowników. Po prostu róbmy co w naszej mocy i niech to nam wystarczy”
Ja robiłam co w mojej mocy. 

Ale i tak pójdę sobie popłakać. Pępowina została odcięta, a to przecież boli...








22 komentarze:

  1. Będzie dobrze :) Choć będziesz się zawsze zamartwiać. Choć pewno nieraz gdzieś kapnie łza. Ale ona już wie, jak to jest być na własnym garnuszku. Potem, gdzieś, kiedyś, pojawi się jakieś dzieciątko. A Ona wtedy zrozumie jak to jest być matką. I doceni własną. Koło życia kręci się. Tak było, jest i będzie. Możesz być z siebie dumna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zamartwiać sie będę zawsze, oczywiście że z łezką, bo oczy mam w mokrym miejscu.:) Tak już mam, że dzieci są dla mnie najważniejsze, pewnie większość matek tak ma. I wiek dziecka tu nie gra roli. :) Dziekuję Ci za ten komentarz. Wzruszył mnie. :)

      Usuń
    2. Oj tak jak mówi Wormie: Mozesz być z siebie dumna!! :)

      Usuń
    3. Dziękuję. :* Myślę, że wiele rzeczy mogłam zrobić lepiej, inaczej, być bardziej konsekwentną, stanowczą. Ale z takim charakterem jak mój to trochę ciężko, bo u mnie na plan pierwszy wychodzi zawsze empatia i wyrozumiałość. :)

      Usuń
    4. Ale empatia i wyrozumiałość to dla mnie niesamowita zaleta. I tak się zawsze zastanawiałem jak to jest z rodzicami, że się tak dla nas poświęcali bezgranicznie. A teraz? Teraz wiem, że u rodziców to normalne. I nieistotne czy dziecko to doceni, choć jeśli doceni, to właśnie się odkrywa oczy w mokrym miejscu ;)

      Usuń
  2. Basia- Ty naprawdę potrafisz pisać! Piękna historia 19lat w 7aktach! Ja myślę że płacz sobie-to pomaga, ale tak jak powiedziała Regina: zrobiłaś to co umiałaś najlepiej! Masz mądrą i zaradną córkę-poradzi sobie. Musisz jej i sobie zaufać! Trzymam kciuki żeby smuteczki odeszły a jeśli nie- pisz do Nas! ::**
    ps.To gdzie wyjechała córka?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie. :* Już jest lepiej. Rozum doszedł do głosu, opieprzył serce za mazgajstwo. Jest dobrze. :) A córka ruszyła na podbój Warmii i Mazur i osiadła w Olsztynie. Pięknie tam ma, sama chętnie bym się tam przeprowadziła. :) W piątek ją odwoziliśmy, nie było czasu na zwiedzanie. Następnym razem się nadrobi. :)

      Usuń
    2. OMG!! W Olsztynie jest cudnie! Jak byłam młodsza to każde wakacje tam spedzałam- tzn.nad jeziorami ale wycieczki do Olsztyna na lody były obowiązkowe! Masz zatem fajną destynacje wakacyjną ;)
      Dzielna Kobitka z Ciebie! :*

      Usuń
  3. Basiu!
    Ty wiesz jak człowieka wzruszyć. Poryczałam się, a Bulba patrzyła na mnie z niepokojem. Jeszcze nie rozumie, że nas czeka to samo w przyszłości .
    Jesteś wspaniałą mamą, wspaniałej córki.
    Jak się spotkamy, to Cię przytulę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :* Jeszcze przed Wami dużo wruszeń. Macierzyństwo to ciężka praca, ale z ciągłą premią i wspaniałymi nagrodami. :) Ale żeby nie było tak różowo, bywały momenty, kiedy miałam ochotę swoją córkę "zamordować", bo mi odwalała różne numery. Medal powinnam dostać, za cierpliwość i wyrozumiałość. :)
      Ale i tak ją kocham nad życie. :)

      Usuń
  4. Przyznaję, że się wzruszyłam. Ale pisząc z perspektywy córki, wiem, że do mamy zawsze się wraca z miłością i tęsknotą za ciepłem rodzinnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, z obserwacji, a też trochę z doświadczenia wiem, że te relacje matka - córka nie zawsze są dobre i prawidłowe. Dlatego bardzo mi zależało, żeby nasza opierała się na miłości i zrozumieniu, mimo różnych sporów i kłótni. Myślę, że nam się udało, choć nie powiem, kryzysy były, ale one tylko umocniły nasze relacje. :)
      Ps. Cieszę się, że moje słowo wzrusza. :)

      Usuń
  5. ' Czy jako samotna matka dobrze ją wychowałam, czy dobrze przygotowałam do samodzielnego życia, czy dobrą matką byłam?' Odpowiadając na to pytanie mamo, wychowałaś mnie najlepiej na świecie, jakby tak nie było nie byłabym w tym miejscu w którym jestem, jesteś najlepszą matką na świecie i mimo naszych dawnych kłótni zawsze dla mnie taka byłaś, byłaś, będziesz i jesteś najlepsza. Nie tęsknij za mocno, dla Ciebie drzwi od nowego mieszkania są zawsze otwarte. Kocham Cię <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oświadczam wszem i wobec, że ja Ciebie też bardzo kocham. <3 :D

      Usuń
  6. To samo mogłaby napisać moja mama. I pewnie ja w przyszłości też będę się tak czuć... Hmmmm... Wzruszyłam się, piękny tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam za sobą "już" Akt 2. ;) Choć to ja musiałam się odcinać od Hani, nie odwrotnie- sama się zaczęła odstawiać, a ja przez kilka tygodni niepotrzebnie ją zachęcałam do cycusia- wiedziałam, że ona już go nie potrzebuje, ale ja jeszcze nie byłam gotowa na to... A więc tyle jeszcze przede mną! A najpiękniejsze jest to, że już niebawem znowu nastąpi Akt 1. - tym razem z Zosią w roli głównej :))))
    Dzielna Mamo, trzymaj się! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to cudownie, GRATULUJĘ!!!. :) Też jesteś dzielną Mamą. :)

      Usuń
  8. Siedzę, czytam i ryczę jak bóbr, mimo że Zuzka jest w sypialni obok. Basiu jakie to prawdziwe... Już oczami wyobraźni widzę, jak Zuzanna będzie miała 18stkę, studia i czmychnie z domu. Kurdę mam taką refleksję, że na macierzyńskim staram się celebrować każdą z chwil z dzieckiem. Naprawdę to jest najpiękniejsze co nas w życiu spotyka - być rodzicem. Na pocieszenie dodam, że dzieci również tęsknią za swoimi rodzicami, ja z moją mamą tęsknię już ponad trzy lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz jaka jestem, a co będę sama płakać, napiszę, niech inni popłaczą ze mną. ;) A tak na poważnie, macierzyństwo to cudowna sprawa, ale jakże trudna i odpowiedzialna. A rodzicielstwa nikt kiedyś nie uczył. Teraz jest jakby łatwiej, jest internet, masa poradników, super nianie. :) Jakby, bo poradnik poradnikiem, a życie życiem. :) Czasami macierzyństwo daje w kość, nie oszukujmy się, ale miłość matki do dziecka to chyba największe uczucie jakie w ogóle istnieje. Bo dziecku wybacza się wszystko. :)

      Usuń
  9. Dobry, a przede wszystkim autentyczny wpis. Podoba mi się ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Cieszę się, że się podoba. ;)

      Usuń