wtorek, 28 lutego 2017

Luty 2017


                   



Krótki ten luty, więc pewnie dlatego  niewiele zdążyłam zrobić. ;-)
Czyli:
Nie byłam w żadnym mieście.
Nie byłam w kinie (dwa podejścia były, ale zmęczenie wygrało)
Nie przeczytałam żadnej książki (tak, wiem, to straszne, ale ciągle nie mogę się odblokować, a naprawdę mam co czytać)
Nie wprowadziłam żadnego nawyku.
Nie spotkałam się z żadną z osób, z którymi chcę się spotkać,ale za to odwiedziłam siostrę w jej nowym domu, bawiąc się świetnie na parapetówce.
Niby wszystko na nie, ale zbytnio się tym nie przejmuję, bo to były luźne plany, a co się odwlecze to nie uciecze.

Jeśli chodzi o 12 niecodziennych, to tu coś się zadziało. 

Upiekłam pierwszy raz w życiu kajzerki, trochę zmusiła mnie do tego sytuacja, bo do takich wyzwań wyrywna nie jestem, no może czasami. ;) Jak to się stało, że sama piekłam bułki możecie poczytać tu.
A oto efekt mojej działalności piekarniczej.




Kolejna niecodzienność też dotyczyła kuchni. Zrobiłam własny smalec wiejski. Ze skwarkami, cebulką i przyprawami. Miało być też z jabłkiem, ale ktoś je pożarł. Chleb+smalczyk+ogórek kiszony lub cebula = pychota. 
Tak, pierwszy raz wykonałam taki smalec od początku do końca. Brawo ja. :-) 



                   



Inna niecodzienna rzecz w lutym to nasze walentynki, obchodzone pierwszy raz od kiedy się znamy, a razem jesteśmy już siódmy rok. Nie nie nie, żadnych bukietów, restauracji, serduszek. No może jedno, to na śniegu. :) Był baaaardzo przyjemny spacer nad rzekę. Przepiękna pogoda, słońce, śnieg, mróz i zamarznięta rzeka. A potem ptasie mleczko i po piwku. Naprawdę nie trzeba wydawać fortuny, by miło spędzić walentynki. A do tej pory ich nie uznawaliśmy.  Chyba trochę z przekory. :-)



                     

                     


                     


                     




                     




                      


                     



Wiadomość z ostatniej chwili. 

Zrobiło się cieplej, o wiele ciepłej. Chyba można zacząć wiosenne porządki. 
Ja swoje zaczęłam od odkurzenia prawa jazdy.
Dziś właśnie wsiadłam za kółko po roku przerwy. Wszyscy żyją, rannych brak, a ja czułam się trochę jak kursantka. :) Nie wiem czy powinnam być kierowcą, bo trochę się boję jeździć, ale na niedzielnego może się nadam. ;) Mój M twierdzi że jeżdżę dobrze, mam tylko uwierzyć w siebie i swoje umiejętności, a skoro On tak twierdzi...pewnie ma rację.  :)

Zwłaszcza że okazyjnie stałam się posiadaczką pięknej białej asterki, którą pokochałam od pierwszego wejrzenia (przeznaczenie). Tą samą miłością zapałał do autka mój M, więc sprawiedliwie podzieliliśmy się opieką - ja daję autku nazwisko, M zajmuje się wszelkimi samochodowymi finansami. Kredytem też. :P
A jeździmy według potrzeb. 
Najczęściej M wozi mnie :), w sytuacjach kryzysowych ja jego. 
Wtedy kiedy po prostu mam ochotę, jeżdżę ja. 
Myślę że sprawiedliwy to podział obowiązków. ;-)

Dziś zrobiliśmy też duże zakupy do domu. Bardzo lubiłam nasze zakupowe wyprawy rowerem lub sankami, ale nie oszukujmy się, nie było to łatwe wyzwanie. Zimę przetrwaliśmy (bez auta od października) i jestem z nas dumna. Ale dzisiejsze wyjście ze sklepu, wrzucenie toreb, tak po prostu do bagażnika, było ogromną przyjemnością. :-)

Mimo że luty był trochę ciężkim miesiącem, to ostatni jego dzień był mega pozytywny. 

Przyszło rozliczenie prądu, dopłata tylko 11 zł.
Doszły wreszcie wszystkie pity, po wstępnym rozliczeniu wyszło, że będzie zwrot podatku. Wychodzi na to że finanse mi się nie zawalą, mimo lutowej awarii bojlera. Oby.

No i zaczyna się nowy miesiąc, idą nowe szanse. :)
Rozpoczyna też się Wielki Post. Jest okazja posprzątać swoją duszę, a może ciało też? ;-) 
Albo po prostu zrobić coś pozytywnego. Wielki post to nie tylko umartwianie się i leżenie krzyżem. To też czas na pozytywne działania. 
Moje hasło na wielki post?

Rusz wreszcie ten tyłek!

Zaczerpnięte z Adama Szustaka i jego kanału YT Langusta na palmie. :)
Szustak to dominikanin, kaznodzieja, znaczy taki jakby ksiądz. ;-) Mega pozytywny człowiek, lekki wariat, z ogromnym poczuciem humoru i dystansem do siebie i życia. Coś jak ja, tylko on częściej chodzi w sukience. ;-) Mamy podobne rozumienie wiary no i bardzo mi się podoba jego sposób tłumaczenia ewangelii. A zna się na rzeczy. Tak myślę.
Gdyby kto potrzebował rekolekcji na ten post, to będą od pierwszego marca, codziennie wieczorem na jego kanale. 
To mają być straszne rekolekcje, bo o Apokalipsie, pewnie będzie bardzo ciekawie. :-)






Wracając do lutego, energia wróciła, to najważniejsze. Bo przyznam że ostatnio było trochę ciężko. Zmęczenie, wypalenie, padanie na twarz i zła atmosfera. Coś się psuje w mojej pracy, więc zaczęłam rozważać zmianę. Nie mówię że już, ale mam to na uwadze. Nie pozwolę po sobie jeździć, tak jak pozwoliłam na to w poprzedniej robocie. No chyba że to chwilowy kryzys i wszystko wróci do normy. Pożyjemy, zobaczymy.

Niech marzec będzie dla Was dobry. :-)
I ruszcie wreszcie ten tyłek! ;) 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz