piątek, 1 stycznia 2016

Tego Sylwestra nigdy nie zapomnę...




Sylwester 2015

Żadnych wielkich planów, żadnych imprez, siedzimy w domu.
Dla uczczenia tej nocy mamy otworzyć wino i wznieść toast.
Nagle zmieniamy zdanie, jedziemy do rodziny mojego Mężczyzny.

Jest całkiem przyjemnie. Rozmawiamy, w tle lecą sylwestra ze znanymi stacjami telewizyjnymi, na stole smakowitości.


Przed  godz. 22 dzwoni telefon.
Mój wujek, brat mojego taty umiera, nagle, nie wiadomo co się stało, jest karetka, reanimują go.

Zwijamy się, jedziemy do jego domu. Na miejscu okazuje się, że lekarzy już nie ma.
Jego też już nie ma.
Reanimacja nie pomogła. Zmarł.
W karcie napisano - nagła śmierć.

Zostało jego ciało i rozpaczająca nad nim najbliższa, kochająca go bardzo rodzina.
Zostajemy z nimi. Obecność bliskich w takich chwilach jest bezcenna, wiem to z doświadczenia.

O 24 rozpoczyna się artyleria fajerwerków. Świat się bawi.
Mam poczucie odrealnienia. To się nie dzieje naprawdę.
A jednak. To na jego cześć - tłumaczę sobie.

To był dobry człowiek.
Ze swoją małżonką przeżyli wspólnie 50 lat, do końca w wielkiej miłości. Kiedy Ona chorowała poważnie, On się nią opiekował. Z choroby wyszła, cieszyli się. Zawsze razem, wszędzie razem. Do wczoraj. 50 lat wspólnego życia, które nagle zostało przerwane.
Klęcząc nad jego ciałem nazywała go swoją miłością, swoim aniołem stróżem, swoim ukochanym, swoim opiekunem. Śmierć zmieszała się z miłością, z ogromem miłości płynącej od Niej i od Ich dzieci. Wnukowie już swego ukochanego dziadziusia nie zobaczą.

Tego sylwestra nie zapomnę do końca życia. Wciąż nie mogę dojść do siebie.
Od wczoraj snuję refleksje o wierze, życiu, śmierci i  miłości...

Śpieszmy się kochać ludz,i tak szybko odchodzą
zostają po nich buty i telefon głuchy...
- Ks. Jan Twardowski





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz