sobota, 3 października 2015

Prokrastynacjo! Wyzywam cię na pojedynek!




Prokrastynacja. Wiecie co to słowo oznacza? Pewnie tak, bo w blogosferze jest dość popularne. Jednak kiedy zrobiłam ankietę wśród znajomych, okazało się, że nikt o tym słowie nie słyszał. A jak się dowiedzieli o co z tą prokrastynacją chodzi, stwierdzali: phi, zwykłe lenistwo i tyle, znów ktoś coś wymyśla, by uzasadnić swoje - nie chce mi się.
Przyznam, że ja to tajemnie brzmiące określenie też poznałam stosunkowo niedawno.




Wg. Wikipedii:"Prokrastynacja lub zwlekanie (z łacprocrastinatio – odroczenie, zwłoka) – patologiczna tendencja do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniająca się w różnych dziedzinach życia. Prokrastynacja najczęściej pozostaje nierozpoznana, dopiero niedawno uznano, że jest ona zaburzeniem psychicznym. Osoby nią dotknięte – prokrastynatorzy – odczuwają trudności z zabraniem się do pracy i w związku z tym odkładają jej wykonanie, zwłaszcza wtedy, gdy nie spodziewają się natychmiastowych efektów. Osoby patologicznie zwlekające z rozpoczęciem pewnych czynności uważa się zazwyczaj za leni i przypisuje im brak silnej woli i ambicji."

Skoro prokrastynacja jest zaburzeniem psychicznym, czyli jednostką chorobową, to pasowałoby z nią iść do lekarza.
Wyobrażacie to sobie?

Przychodzi baba do lekarza.
- Panie doktorze, ja wszystko odwlekam.
- To proszę przyjść jutro.

A nie, to nie tak było. 
Przychodzi NFZ do lekarza.
- Panie doktorze, ja wszystko odwlekam... 

A jak myślicie, co naprawdę powiedziałby lekarz pierwszego kontaktu?

A. Nie ma pani większych zmartwień? Proszę się za siebie wziąć i tyle.
B. Proszę nie przesadzać, to nie choroba.
C. Proszę opuścić gabinet, tu czekają naprawdę chorzy ludzie.

Ciekawa jestem jak zareagowałby psychiatra? 

Dlaczego piszę o prokrastynacji? Bo chyba mam jej objawy. Bo tyle fajnych rzeczy w życiu już bym zrobiła, gdyby nie to ciągłe odwlekanie. Mam masę pomysłów w głowie, coś tam niby robię, ale wiele działań odkładam. Dlaczego? Nie wiem. Brak czasu, zapominanie, zmęczenie, lenistwo. Tak jakoś wychodzi. Może jeszcze nie choruję, ale jak objawy są to trzeba coś zadziałać. :)
Postanowiłam zastosować metody naturalne i zaparzyć sobie herbatkę od Kingi ;-) 

W ramach jesiennego wyzwania na blogu zaparzeciherbate.pl wyzywam swoją prokrastynacje na pojedynek. Oczywiście wszyscy chętni już do wyzwania dawno przystąpili, a ja dopiero teraz. No właśnie. :-) 

Czas trwania mojego wyzwania: od dziś do 30 listopada. Dwa miesiące, osiem tygodni. To sporo czasu. Chyba. 

Co chcę zdziałać? 

1. Po pierwsze primo - założyć fanpage bloga na fb. :-)   Zrobione. Wystarczy polubić. :)

2. Uporządkować finanse. Przejść kurs Pokonaj swoje długi  z Michałem Szafrańskim z bloga jakoszczedzacpieniadze.pl . Michał bardzo napracował się nad swoim dziełem, udostępnił go za darmo, ja się zapisałam i... utknęłam na 3 lekcji. Kurs jest nie tylko dla tych co mają długi, ale również dla tych co próbują oszczędzać, a wciąż im się nie udaje. Polecam ten blog, bo to kopalnia wiedzy o finansach.

3. Zająć się na poważnie planowaniem budżetu. Na razie tylko spisuję wydatki, planowania tam się nie doszuka. Ten punkt ściśle związany jest z punktem 2. Jeżeli ktoś jest zainteresowany darmowym szablonem budżetu domowego od Michała, można go znaleźć tutaj.

4. Poszukać nowej pracy, a przynajmniej sprawdzić, czy dla takiej weteranki jak ja znalazłoby się coś ciekawego, z prawdziwą pensją, a nie zasiłkiem. 

5. Zaplanować jadłospis i zakupy. Nie cierpię zakupów, chcę je odbębniać szybko. I tanio. Ustalenie menu znacznie mi to ułatwi. 

6. Zastosować harmonogram porządków, po to, by sobota nie była dniem straconym na sprzątanie. Tego już próbowałam, trochę mi nie poszło. Spróbuję jeszcze raz. :)

7. Zastosować harmonogram pielęgnacji, co by jeszcze wypięknieć dla mojego Mężczyzny . Wróć. Dla siebie. :-) 

8. Ruszać się. W tygodniu może być ciężko. Wychodzę o 5-tej, wracam o 19-tej, więc kiedy? A wracam padnięta. Ok. Może 15 minut gimnastyki uskutecznię. Za to będę się ruszać w weekendy: bieganie? skakanka? zumba? - do wyboru, albo wszystko na raz. ;-) I może rowerem jeszcze się uda w weekendy pojeździć. 

9.  Codziennie uczyć się trzech zdań w języku włoskim. W dni powszednie uczyć się nowych, w weekendy powtarzać to, czego się nauczyłam. 

10. Ćwiczyć akordy na gitarze. Tak. Chcę się nauczyć grać na gitarze, próbowałam już kilka razy, ale się zniechęcałam, bo palce bolały, bo nie szło, a ja chciałam od razu mieć efekty. Chciałam grać. Pięknie grać. Ale przecież nie od razu Kraków zbudowali. Teraz po prostu będę ćwiczyć akordy. I tyle. 

11. Kłaść się spać o 22. Hmm... Ale tylko poniedziałek - czwartek . :-) 

12. Uzdrowić trochę swoje odżywianie. Pić więcej wody, czystek i ostropest (ostatnio odkryte cuda natury) :). Jeść dużo więcej warzyw i kasz. 

13. Było dla ciała, było dla rozumu, a teraz coś dla ducha, ale jeszcze nie wiem co. Może Adasia znów zacznę słuchać. Ojca Adama Szustaka znaczy - dominikanina. Adaś jest the best w kaznodziejstwie. :-) 

14. Uporządkować szafę z ubraniami i półkę z dokumentami, bo się tam podstępny chaos wdarł. Nie mam pojęcia, którędy wszedł. ;-) 

15. Ćwiczyć bezwzrokowe pisanie. I nie oczekiwać cudów w tym temacie. ;-) 

No cóż, sporo tego. To będzie niezły pojedynek. W zasadzie wojna wielka. A ja przecież ogólnie pacyfistką jestem. Ech. Może ktoś potrzyma za mnie kciuki, bo od samego czytania tego zestawu jestem przerażona. :-/
Idę opracować strategię działania...może nagrody jakieś wymyślę za wykonane zadania, żeby łatwiej było. :-) 



                                                                 zdjęcia pochodzą z https://pixabay.com/pl/







20 komentarzy:

  1. Bardzo podziwiam Cię za Twój chytry i logiczny plan :) Ja jestem tak leniwy, że od samego czytania się zmęczyłem, ale obiecuję trzymać mocno za Ciebie kciuki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje wsparcie jest niezastąpione. :) Lista była jeszcze dłuższa, trochę ją skróciłam, bo też się zmęczyłam po przeczytaniu. :) Zaraz zaraz, nie możesz trzymać kciuków, bo jak będziesz pisał? No chyba że i tak potrafisz. :)

      Usuń
    2. Teksty układam w głowie i puszczam kciuki tylko na czas przepisywania. Ale zaraz ponoć da się dyktować? :D

      Usuń
  2. Trzymam mocno kciuki za realizację planów :)
    Z pierwszym szybciutko Ci poszło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, może być ciężko. :) Pierwszy był najprzyjemniejszy. :)

      Usuń
  3. Trzymam kciuki Basia!! Plan ambitny ale dasz rade- jak się już napisało i zobowiązało ciężko bedzie olać;).
    A co do prokrastynacji -zdecydowanie jestem chora ale myślę że, tak jak dowcipnie pokazałaś, lekarz by mnie obsmiał. Listy mnie demotywują i mam taki wewnętrzny bunt ale spróbuje popracować nad sobą ;).

    ps.Z tym włoskim to też niezły pomysł żeby język odświeżyć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja uwielbiam wszelkie listy, harmonogramy, grafiki. Bo jak już je wszystkie spiszę to mam wrażenie że panuję nad światem. :-) I że wszystko się zrobi samo. Ale jakoś samo nie chce. :-)
      Odświeżyć język powiadasz... hmm. :-)

      Usuń
    2. No mnie te listy i harmonogramy własnie stresują że sie z nich nie wywiązuje ;)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Mianuję Cię najszybszym poszukiwaczem na świecie. ;-)

      Usuń
  5. Inne określenie tego słowa to syndrom studenta :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę. :-) Skoro mam syndrom studenta, to młoda bardzo jestem. :-)

      Usuń
  6. O, super wyzwanie! Też z chęcią wezmę w nim udział. Mam patologiczną prokrastynację do robienia rzeczy, których nie lubię. I sporo się tego nazbierało. Ale skoro będzie to część życia związana z prowadzeniem bloga, to inaczej na to patrzę :D Twoje punkty są świetne, zwłaszcza fragment o znalezieniu nowej pracy :D Widzę, że mamy podobne godziny pracy, z tym, że ja później zaczynam i później wracam... Ach, dobrze, że przynajmniej w weekend możemy sobie poblogować :D Skończyłam dzisiaj dwa posty i to mi daje siłę na wszystkie zmagania w ciągu nadchodzącego tygodnia :D taka supermoc :D :D Trzymam kciuki, żeby Ci się wszystko zrealizowało :) Najbardziej się cieszę z punktu pierwszego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle kciuków będzie trzymanych, więc musi się udać. :-) A skoro i Ty chcesz wziąć udział, to czekam na post informujący o rozpoczęciu akcji. :-) Bardzo dziękuję za wsparcie i za Twoją cenną radę dotyczącą punktu pierwszego. :-)

      Usuń
    2. Nie ma za co ;) Kurcze, ta lista u mnie to będzie mega długa. Biorę się dzisiaj za pisanie:) Jak to dobrze, że są weekendy :D :D :D

      Usuń
  7. Basiu lepiej późno niż później. Bardzo się cieszę, że przyłączyłaś się do zadani i zdecydowanie 3mam kciuki za ciebie - najbardziej chyba za sport, bo on naładuje cię pozytywną energią, która to doda skrzydeł do dalszych działań. Z oszczędzaniem i budżetem domowym super pomysł, ja też czytuję tego bloga i już od dawna stosuję rady Michała. Planujemy z mężem co miesiąc budżet domowy, 90% efektów... Troszkę jeszcze kulejemy :) I też uwielbiam Langustę na Palmie! Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, ile mamy wspólnego. :-) Jakbyś mi jeszcze pożyczyła trochę swojej przebojowości, energii i odwagi to podbiłabym świat.:-) A może i wszechświat bym w końcu uratowała. ;-) Skoro Ty będziesz trzymać kciuki za sport ,to mogę spać spokojnie, na pewno się uda. :-). Ściskam Cię mocno.

      Usuń
  8. Basia, polubiłam, i faktycznie ze swoim funpagem też długo zwlekałam:) Ale mam, tylko gorzej z codziennym publikowaniem:)

    OdpowiedzUsuń