sobota, 1 sierpnia 2015

Tanie podróżowanie - weekend w Krakowie - część ostatnia plus podsumowanie.



        
Dzisiaj smoka odwiedzamy
i na Wawel zawitamy,
jeszcze chwilka na Starówce
i z Krakowem się żegnamy.

Ostatni dzień naszej wycieczki.

Poprzednie wpisy na temat naszego weekendu w Krakowie znajdziesz
tutaj
i tutaj
i tutaj



Po obfitym śniadaniu szykujemy prowiant na drogę i zdajemy pokój.
Dziś zwiedzamy Kraków z bagażem na plecach. Damy radę. :)
Pogoda ciut lepsza, nie pada, ale chmury wciąż są.
Żegnamy schronisko, żegnamy Mały Płaszów.

Podjeżdżamy tramwajem do Starego Miasta wykorzystując maksymalnie nasz bilet dobowy.

Ruszamy na Wawel. :)

Najpierw idziemy przywitać się ze smokiem. Chyba nas polubił, bo zazionął ogniem i nawet dał się z tym ogniem uwiecznić.



Mijamy smoka, obchodzimy Wawel dookoła. Tak tak, obeszliśmy go z każdej strony. :)
Wchodzimy na dziedziniec.
Przy wejściu wita na Kościuszko na koniu. 





Do środka ciągną tłumy, ale miejsca przecież nie zabraknie.

Jesteśmy na dziedzińcu. Pięknie tu. Czuje się doniosłość tego miejsca.
Nie wchodzimy do budynków, bo nie ma na to czasu. 
Ale ja już wiem, ze kiedyś tu wrócę i wtedy zobaczę wszystko od środka.







O! Jest przechowalnia bagaży. Może oddamy nasze i pochodzimy sobie bez obciążenia? 
Niestety. Żeby oddać plecaki trzeba mieć wykupione bilety. 
A nie łatwiej by było wprowadzić drobną opłatę na miejscu? 
Trudno. W końcu dobrze wiedzieliśmy, że będziemy musieli je nosić. 
Nie narzekam.

- Może potrzebujecie państwo przewodnika? - słyszymy za sobą.
Pewnie że by się przydał.
- Nie, dziękujemy. 
Ale miło, że zapytał. Ciekawe ile by chciał za taką usługę?

O! Wieża. To Baszta Sandomierska. Wchodzimy na górę? Nawet mam chęć.
Ale to nie jest dobry pomysł. Plecaki coraz cięższe.




Idziemy na taras widokowy. Zrzucamy bagaże z pleców, siadamy na ławce i wyjmujemy kanapki.

Posiłek z widokiem na Wisłę i panoramę Krakowa. Czujecie ten klimat? ;)
Jak w najdroższej restauracji.
A jakie pyszne kanapki (trochę już zgłodnieliśmy).
I napój smakuje jakoś tak stosownie do okoliczności. :)




Czas ruszać dalej.

Przed nami Smocza Jama.
Smoka już widzieliśmy, ale chcę zobaczyć jego lokum.
Tak. Chcę. Mimo, że boję się ciemności i piwnic. Smoków też :)

Koszt 3 zł. Wchodzimy.
Najpierw idziemy po mocno kręconych schodach w dół. Jest coraz bardziej wilgotno, sufit mam nad głową, adrenalina rośnie. Nie wiem ile schody mają stopni, idzie się długo. A może tak mi sie tylko wydaje. ;)
Cel osiągnięty. Nie takie straszne to smocze mieszkanko. :)





Do zobaczenia smoku. Kiedyś do ciebie wrócę. :)

Idziemy jeszcze na Rynek Główny. Akurat jest południe. Grają hejnał. 
Sprawia mi to ogromną radość. Wczoraj nie mieliśmy okazji usłyszeć, a być w Krakowie i nie słyszeć hejnału?
Odpoczywając wsłuchujemy się w dźwięk trąbki. 
Jest dużo turystów, tu i ówdzie słychać obce języki. 
Kiedy trąbka milknie wszyscy klaszczą. Czuć doniosłość chwili. Nawet słońce wyjrzało na chwilę.

Nasz pech się odczarował (e tam, zaraz pech), odnajdujemy Piwnicę pod Baranami. Pilnuje jej jeden pan, jak go zobaczycie, to znaczy, że to tu. :)



Trzeba wejść w bramę i jesteście na miejscu. Jakie to proste. :)




Mało tego. Odnajdujemy też Okno Papieskie. :)





Już wspominałam, że przechodziliśmy pod nim kilka razy. :)
Nie mieliśmy pojęcia, że to tu.

Po drodze zakupiłam jeszcze obwarzanka. Żeby tradycji stało się zadość. 
I pamiątkową pocztówkę (taki mam zwyczaj, a pamiątka tania).




Również po drodze zachwycił mnie Teatr im. Juliusza Słowackiego.



Aż w końcu dotarliśmy tu:




I właśnie wtedy na dobre wyjrzało słońce.

Można to zrozumieć na dwa sposoby:  :)
1. jestem złośliwym miastem i chciałem was do siebie zniechęcić, dlatego pogoda była jaka była.
2. jestem pięknym miastem, przyjedźcie do mnie jeszcze, polubiłem was.

Oczywiście wybrałam wersję nr.2 
Lubię to miasto. I na pewno tu wrócę.




Do Warszawy wracaliśmy znów Polskim Busem za równie niską cenę 4 zł.
Czas na podsumowanie finansów. W końcu to miał być tani wyjazd.



 PODSUMOWANIE:

Koszt jest liczony na jedną osobę. Ponieważ podróż zaczęliśmy z Warszawy dodaję też to co wydaliśmy w stolicy.

1 zł - rowerek veturilo
12 zł - kebab King
3,40 zł - bilet 20 min. na metro
4+1=5 zł - bilet na Polski Bus z rezerwacją
2,80 zł - bilet 20 min. w Krakowie
15 zł - bilet dobowy w Krakowie
60 zł - nocleg za dwie doby
5 zł - komplet pościeli
3,20 zł - opłata klimatyczna za dwie doby
10 zł - mapa Krakowa
35 zł - zakupy spożywcze
10 zł - piwko na rynku (nieszczęsnego wina nie liczę, bo było okazyjne)
6 zł - zestaw KFC
3,5 - pocztówki
3 zł - bilet do Smoczej Jamy
2 zł - toaleta na dworcu w Krakowie
4+1=5 zł - powrót Polskim Busem
4,4 -bilet 70min. na metro

Razem 186,3 zł
W sumie odjęłabym zakupy spożywcze, bo jeść trzeba wszędzie, w domu też. 
Nie jest to więc koszt wyjazdu.
Czyli wychodzi 151,30 zł.

Czy to dużo, czy mało, oceńcie sami.
Jeśli chce się po prostu zobaczyć miasto - tyle wystarczy.
Jeśli chce się je naprawdę zwiedzić, potrzeba dużo więcej.
A jeśli chce się jadać na mieście bez ograniczeń i nie żałować sobie, to naprawdę potrzeba sporo. 

Ja jestem szczęśliwa, że mogłam zobaczyć miasto swoich marzeń.
Myślę, że bedą kolejne. :)

Wszystkie zdjęcia umieszczone w postach o Krakowie są moje,co zreszta widać :).
Wiem, że nie są dobrej jakości, mogłam ściągnąć piękne zdjęcia z internetu, ale te są moje i budzą wspomnienia.

Dziekuję wszystkim, którzy zwiedzali ze mną Kraków i wytrwali do końca. :)









10 komentarzy:

  1. Basiu, no prawie jakbym tam była;) Cieszę się, że zrealizowałaś swoje marzenie i to za naprawdę niewielkie pieniądze. Może też się kiedyś wybiorę do Krakowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że każdy powinien tam pojechać przynajmniej raz w życiu. Ja czuję niedosyt. Może za rok się uda na dłużej.:)

      Usuń
  2. Dzięki Twoim zdjęciom stare miłe wspomnienia do mnie wróciły :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci, że mnie zainspirowałaś i chyba niedługo się wybiorę :) Kraków jest super i zawsze coś ciekawego tam można robić. Ja z każdego, ale to z każdego wypadu przywożę książki kupione w Składzie Taniej Książki :) Super pozycje za kilka złotych. To taka moja osobista krakowska tradycja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajna tradycja :). W Warszawie też widziałam Składy Taniej Książki, muszę tam zajrzeć, bo jakoś nie miałam do tej pory okazji.

      Usuń
  4. Tak, my też polowaliśmy na fotkę smoka z ogniem :D Największa atrakcja dla dzieciaków ;)
    Porażają trochę ceny zwiedzania Wawelu, byliśmy zbyt późno niestety (niedziela) ale dla trzyosobowej rodziny opłacić wstęp wszędzie... Koszmar :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nawet nie pytałam o ceny, ale wyobrażam sobie, że tanio nie jest. Z tego co wiem, poza sezonem są jakieś bezpłatne wejscia, ale pewnie nie wszędzie. Jednak myślę że przynajmniej raz w życiu warto zainwestować w to dziedzictwo naszej kultury i historii. Dlatego kiedyś tam pojadę i zwiedzę Wawel dokładnie. :) I najpierw się dobrze przygotuję, żebym mogła sama sobie być przewodnikiem.;)

      Usuń
  5. Kraków, mój Kraków... :D Zatęskniłam aż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz również po części i mój. :-)

      Usuń