sobota, 1 sierpnia 2015

Tanie podróżowanie - weekend w Krakowie cz. III



Dziś ten dzień, dzień właściwy,
Zwiedzać Kraków zaczynamy.
Czym to miasto nas zadziwi?
Czy je dzisiaj pokochamy?

Wybudzałam się powoli z leniwego snu . Przez uchylone okno wpadało poranne krakowskie powietrze. I wcale nie był to smog, o którym tyle się ostatnio słyszy.
Było rześko, jak to o poranku. Dobrze się śpi w Krakowie. 
I jak cudownie, że nie trzeba się zrywać, można leżeć do 10-tej... 
O kurcze! O 10-tej zamykają schronisko! Wstajemy!!!



Prysznic - znów jest ciepła woda? Że się dziwię? W różnych miejscach z ciepłą wodą bywało różnie. A tu jest. O każdej porze.

Śniadanko. Dziś szef kuchni czyli M serwuje kanapki z salami, pomidorkiem i serek pleśniowy. Wszystko z biedronki. Tanio i pysznie. Oczywiście do tego aromatyczna kawa przywieziona z domu.

Przy kawie planujemy dzień.
Bo dziś dzień wyjątkowy - cały spędzimy w Krakowie.
Jak za oknem?
Pochmurno.
Grunt, że nie pada.

Na jakdojade.pl  sprawdzam trasę naszej wycieczki (wifi w schronisku bezpłatne).

Zaczynamy od Łagiewnik. Bardzo chciałam tam być, a że dziś niedziela "zaliczymy" tam mszę. Dopiero później dowiedziałam się, że w Krakowie jest ponad sto kościołów, ale i tak na mszę wybrałabym ten.

Ale najpierw zalew Bagry. Bo blisko. Jakieś 200m od schroniska.

Pakujemy kanapki na drogę, oddajemy klucz w recepcji i ruszamy.

Faktycznie do zalewu jest blisko. 
Pusto tu. W końcu pogoda plażowaniu nie sprzyja, kąpielom tym bardziej. W czasie upałów może to być fajne miejsce na ochłodę.
Jeśli chcecie zobaczyć jak wygląda zalew zajrzyjcie tutaj.

My rzuciliśmy tylko okiem i udaliśmy się we właściwym kierunku. 
Ruszamy na podbój Krakowa. :)

Po drodze, na osiedlowej uliczce znajduje się niby przystanek. Jakaś komunikacja osiedlowa? Tele-bus - czytam. Dzwonisz, zamawiasz busa informując na którym przystanku czekasz. Bus przyjeżdża i podwozi cię do komunikacji miejskiej. Nie sprawdzaliśmy ile taka przyjemność kosztuje. Po pierwsze - nasze podróżowanie ma być tanie, po drugie - mamy zdrowe, jeszcze nie umęczone nogi, więc ten kilometr do tramwaju to dla nas pikuś. Ale sam pomysł z tele-busem ciekawy.

Jesteśmy na przystanku. Tramwaj 20. Stary, ale gadający. W Warszawie stare nie gadają. ;) Potem przesiadka w 22, tym razem niskopodłogowy. Nie ma już takiego uroku. 
Kupujemy bilety dobowe - 15 zł. Będzie spokój z biletami na cały dzień, wystarczą też na jutro.

Przystanek Łagiewniki. Wysiadamy. Teraz krótki spacer, nie da się nie trafić. Mijamy stację Łagiewniki i szlak kolejowy im. Jana Pawła II. 




Jesteśmy w miejscu gdzie często bywał Jan Paweł II. Pięknie tu. 
Ciężko robić zdjęcia, bo chmury świecą ;). Słońce próbuje się przebić. Dobry znak. :)



Do mszy mamy jeszcze godzinę, wiec ruszamy w stronę świeżo pobudowanego Sanktuarium Jana Pawła II. Kawałek drogi, ale urozmaiconej - w dół, w górę, po stromych schodach. Zaczynamy odczuwać, że mamy nogi. ;) Nie docieramy do samego Sanktuarium, ale z daleka też robi wrażenie. 




Wracamy, bo za chwilę msza, a trochę do przejścia jest.




Wychodzimy po mszy na zewnątrz, a tu deszcz. 
Nie można powiedzieć, że pada. Po prostu leje. 

Naszym kolejnym punktem miał być kopiec Kościuszki, ale w taki deszcz to bez sensu. Żadna przyjemność chodzić w ulewę, a chmury zasłaniają wszelkie widoki.
Zastanawiamy się co robić. Deszczowe bąble na kałużach zapowiadają dłuższe padanie.

Dlaczego? - ja się pytam. 
Dlaczego kiedy pierwszy raz jestem w Krakowie, musi akurat lać?
Dlaczego? 
Kraków nas nie lubi? 

Idziemy do bufetu pielgrzyma naradzić się co dalej, przecież nie będziemy się naradzać się pod parasolem. 
Bufet pielgrzyma okazał się bufetem na powietrzu, pod namiotami. Ale solidnymi, nic nie przeciekało. 
Wyjęliśmy kanapki i napój. Jak bufet to bufet. Czas na obiad. Kto z sobą nosi, nikogo nie prosi. M robi pyszne kanapki. :)

W szumie kropel odbijających się o płachtę namiotów próbujemy wymyślić co dalej.
Wyjmuję mapę. Ten niezawodny kawałek papieru coś nam podpowie.
Szum narasta. Chyba oberwanie chmury. 
Namioty wytrzymują. My też damy radę. 
Co nas nie zabije to nas wzmocni (czytaj zmoczy). 
Mogło być gorzej, mogła być burza (a ja się strasznie burz boję), mogła być wichura. A tu tylko pada. Mamy kurtki, parasole. Damy radę...
Ale zwiedzanie w taki deszcz? 
Mamy przesiedzieć gdzieś w barze, bo pogoda jest barowa?

- Jedziemy do galerii - postanawia M. Tam przeczekamy najgorsze i coś wymyślimy.
  (M zawsze zamawiał pogodę na nasze wycieczki. Czyżby wyszedł z wprawy?)
- To przeleci, zobaczysz.
W strugach deszczu podążamy do tramwaju.
Kraków płacze, ja też zaraz będę płakać.
Ale skoro M mówi, że przestanie padać...

Dojeżdżamy do galerii Kazimierz. Nie cierpię galerii. No cóż, przynajmniej z toalety skorzystamy za free. Tłumy ludzi. No tak, niedzielne świętowanie. Musimy gdzieś usiąść. Może być i KFC. Jest mi wszystko jedno. Możemy coś zjeść. Jemy po małym zestawie.

Czy po to jechałam 300 km. żeby posiedzieć w KFC. Naprawdę? 

Spadamy stąd. Będę zwiedzać choćbym miała zmoknąć jak kura. 
Choćbym miała przemięknąć i pomarszczyć się od wody. 
Choćbym miała zamienić się w kałużę.
Wychodzimy.

Nie pada???
Pada. Ale już nie leje. Kropi. Kropienie to nie deszcz. Wraca mi energia. Powietrze, które ze mnie uszło wsysa się z powrotem. Wraca nadzieja.
Hurrrra!!!

Chce mi się skakać ze szczęścia! Ruszamy na starówkę! Cudownie!

Starówka jest nasza. Niestety nie mogę chodzić z mapą, bo cały czas pada mały deszcz. Co rusz sprawdzam gdzie jesteśmy, ale i tak w kilku miejscach bywamy po kilka razy. W ten sposób obeszliśmy chyba wszystkie ulice. :)
Jakby kto pytał - na Brackiej pada deszcz - sprawdziłam.
Grzegorz Turnau nie kłamał. ;)

Starówka krakowska jest piękna. Ciekawe zjawisko zaobserwałam, na końcu każdej ulicy jest kościół. 
My wchodzimy tylko do Bazyliki Mariackiej. Wejściem dla tych, co chcą się pomodlić. Dla zwiedzających jest oddzielne wejście, oczywiście płatne.
Kiedy wychodzimy z bazyliki, niebo jest jaśniejsze. Przestało padać. :)




Chodzimy dalej.
Podobno pod Rynkiem Głównym są podziemia do zwiedzania, ale bilety trzeba rezerwować wcześniej. Następnym razem trzeba to koniecznie zobaczyć.

Zachwycam się wszystkim. To magiczne miejsce. Czuje się tu ducha historii.












Starówkę zwiedzamy głównie na zewnątrz. Nie ma czasu na wchodzenie do wnętrz. Poza tym nie oszukujmy się, każde wejście kosztuje. 
Ale wchodzimy do Sukiennic - na dół, gdzie jest pasaż handlowy (pamiątek nie kupujemy) i na górę, gdzie jest bezpłatna wystawa obrazów. Nawet ciekawa.

- Przepraszam państwa, ale tu nie można chodzić z bagażem, trzeba zostawić w szatni.
- Nawet taki mały plecak podręczny?
- Tak, parasolkę też.

Szatnia na dole. Nie chce nam się już wchodzić z powrotem na górę zwłaszcza, że ludzi przybywa, a my zaczynamy odczuwać zmęczenie.





Czas na mały odpoczynek. Oczywiście w ogródku restauracyjnym, gdzie zamawiamy sobie po piwku. Wiem, to jest mała rozpusta, raczej mało związana z tanim podróżowaniem, ale co tam. Głodni nie jesteśmy, więc wybieramy piwko. Nawet napiwek dajemy. W końcu jesteśmy oszczędnymi podróżnikami, a nie sknerami.

Chcieliśmy bardzo wejść do Piwnicy pod Baranami, ale niestety nie mogliśmy jej znaleźć. Tak jak nie mogliśmy znaleźć Okna Papieskiego, mimo że jak się później okazało przechodziliśmy pod nim kilka razy. :)

Zmęczenie robi swoje. Na rynku trwa jakiś koncert, ale nam chce się do schroniska. Nasze organizmy mówią - wracamy. No cóż, nie mamy już po 20 lat, trzeba słuchać organizmu. :)

A teraz kilka rzeczy, które mnie zauroczyły. Oprócz zabytków.

Pojazdy. :)
I nie chodzi mi tu o piękne niebieskie tramwaje i autobusy, bo o nich już pisałam w poprzednich postach. Tym razem inne, np. takie:








I takie:





I takie:




Ten ostatni był raczej stacjonarny. ;)

Urzekły mnie też kioski. :)

Z papierosami:




Z prasą:

Z bajglami:


To tyle na dziś.

Po powrocie - a była to już godz. 20-sta - szybka kolacja i...
Padliśmy. Jak Smok Wawelski po zjedzeniu barana. :)
Smoka odwiedzimy jutro.
Zasypiamy w 3 sekundy...

Dobranoc Kraków...do jutra...

















6 komentarzy:

  1. Ale kawał, właśnie dziś wróciliśmy z Krakowa, przy następnej wyprawie na pewno wykorzystamy Wasze doświadczenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja planuję (na razie po cichu ;-)) jechać do Krakowa za rok. A teraz biorę pod lupę inne miasta, bo znów mam ochotę na tanie podróżowanie. :-)

      Usuń
  2. Bardzo lubię Kraków i bardzo lubię tanie podróżowanie :) Ostatnio byłam z mężem w zeszłym roku w sierpniu, był to 1 dniowy wypad - okazyjnie kupione bilety w Polskim Busie w ciągu tygodnia. Rano wyjazd, załatwiłam sprawę zawodową i zwiedzaliśmy do wieczora :) W sumie nasze zwiedzanie, to nie zwiedzanie bo dosyć dobrze znamy to miasto, ale tym razem odkryliśmy na Rynku genialną restaurację gruzińską :) Dobre ceny i smacznie :) Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też dobry pomysł na tanie podróżowanie: jechać, zwiedzić, wrócić. :)

      Usuń