niedziela, 5 lipca 2015

Dzień zły, ale będzie dobrze.



Zły dzień. Każdy ma taki. Wiem. Mówi się o nim gorszy dzień.
Ja mówię zły. Taki mam dzisiaj.



I nie to, że coś sie nagle zmieniło, wydarzyło. Niby wszystko jest tak samo i wszystko powinno mnie nastrajać dobrze. Jestem na urlopie, jest piękna letnia pogoda, mogę sobie odpoczywać...

A mnie jest po prostu smutno...
I nie potrafię się cieszyć z tego co mam...

Bo to moje życie takie jakieś nijakie...
Bo z bliskimi nie mogę się dogadać...
Bo niedługo wrócę do pracy, której nie lubię...
Bo będę dojeżdżac w takie upały...
Bo ciągle brakuje mi kasy...
Bo tyle rzeczy muszę zrobić w czasie urlopu...
Bo czas tak szybko ucieka...
Bo nic mi się nie chce...
Bo jest gorąco...
Bo powinnam się cieszyć pogodą, a nie umiem ...
Bo mój Mężczyzna jest w pracy...
Bo czuję się samotna...
Bo dziś niedziela i taka nijaka...

STOP!!! 

Dostałam ostatnio od zaprzyjaźnionej blogerki Izy receptę. 
Znajdziesz ją tu. 
To jest recepta na lek na smutki, recepta na rower, a w zasadzie rower na receptę, bo tak brzmi tytuł wpisu. 

Bo rower jest jak lekarstwo. Wiem o tym od dawna.
Ale jakoś tak wyszło, że dawno nie jeździłam.

Może czas pojeździć?

Ale że tak sama?  Bez mojego Mężczyzny?

Tak. Sama. Teraz. 
Pojadę sobie na mszę do pobliskiej miejscowości, a po mszy, na terenie kościoła jest występ Bohdana Łazuki.

Gdybyście byli kiedyś w miejscowości Urle (województwo mazowieckie), to polecam tamtejszy kościół. Jest położony w lesie, teren jest przepiękny. Przy kościele jest plac zabaw, kawiarenka z altanami, zagroda ze zwierzętami, wolno chodzące pawie, drewniane rzeźby. No i amfiteatr. No może amfiteatr to złe określenie. Jest scena w lesie i ławeczki. W wakacyjne weekendy sa tu różne koncerty i występy ludzi znanych z telewizji. I wszystko za free. Oprócz kawiarenki oczywiście. :-) I ewentualnej tacy w kościele, ale ta jest jak najbardziej dobrowolna. :-)
Atmosfera jest zawsze wspaniała, więc jak ktoś ma po drodze to zapraszam.

No więc wybrałam się i ja. Rowerem. To jakieś 3km.

Słońce ciut zaszło za chmury, przestało więc parzyć. 
Droga częściowo wiedzie nad rzeką, po drzewami.
Będzie fajnie.

Już wiem dlaczego lubię jeździć z moim Mężczyzną. Bo oprócz tego, że nasze przejażdżki są cudowne, zawsze przegadane i dają nam czas do bycia tylko we dwoje, to z nim po prostu czuję się bezpiecznie. 
Bo np. boję się psów. A on mnie zawsze broni przed takimi wiejskimi szarpaczami nogawek. Na szczęście dziś pojawiły się tylko miejskie ujadacze koczujące na działkach, które bohatersko dziamgały, ale zza ogrodzenia.

Niestety okazało się że moja droga jest nieprzejezdna. Od jakiegoś czasu na rzece budowany jest most. Ale jest tymczasowa kładka i zawsze można było przejść. Dziś nie. Położyli jakieś przęsła. Z moim M pewnie bym je jakoś ominęła. Samej - trochę nie bardzo, zwłaszcza że wystroiłam się w spódnicę (co mnie podkusiło?) i sandały (a to plac budowy przecież).
Odpuściłam. Nawet nóg nie pomoczyłam w rzece, bo zejście tam kiepskie.
I wróciłam do domu.

I mimo, że na początku trochę się wściekłam, przeszło mi. 
Wszystko mi przeszło. 


Wywiało mi z głowy złe myśli. Mimo, że wiatru nie było. ;-)

W końcu przede mną jeszcze tydzień urlopu, pogoda jest piękna, jutro rano wraca mój M. Będzie dobrze. :)

Cokolwiek się nie wydarzy, będzie dobrze. :-)





Zdjęcia pochodzą ze strony https://pixabay.com/pl/



12 komentarzy:

  1. Dobrze, że wsiadłaś na ten rower, bo im dalej byłam w czytaniu posta, tym bardziej mroziła mi się krew ;) na to co za zakończenie przeczytam. Uff :) Good Job!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim wyruszyłam miałam małą debatę sama ze sobą : jechać nie jechać. Na szczęście podjęłam dobrą decyzję. :-)

      Usuń
  2. ruch to jest jedna z najlepszych recept na zły nastrój, jakieś czarne myśli. Śmieję się czasem, ze właśnie w ruchu to wszystko człowiekowi wywietrzeje z głowy i jest lepiej Chodzi zas o to, ze trzeba skupić się na danej czynności, która najczęściej nie jest zautomatyzowana, być swiadmym na trasie, co sprawia ze skupiamy uwagę na czymś innym niż czarnowidztwo. No i te endorfiny - po biegu jestem tak uszczęśliwiona i zmotywowana, ze mogłabym góry przenosić :)

    dobrego nastroju Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i odwzajemniam. :-) Chyba masz rację, jadąc trzeba się skupić na trasie, zwłaszcza jak się jedzie po ulicy. Ale i na leśnej drodze trzeba uważać na wyboje. Chociaż z drugiej strony takie ruchowe wycieczki sprzyjają rozmyślaniu. Teoretycznie więc nadal można rozważać źle myśli . Ale na szczęście endorfiny już na to nie pozwalają. :-)

      Usuń
  3. Rower super rzecz! :) A ja mawiam sobie zawsze jak mi się źle dzień zacznie, że nie mam złego dnia. Mam tylko niegodziwy moment! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niegodziwy moment - fajne.:-) I prawdziwe. Bo czym jest dzień wobec całego życia? Momentem. I mimo iż wiem, że mam takie dni, że one są, i pewnie będą, i że mijają, to kiedy już nadchodzą wydaje mi się, że będą trwać wiecznie. Na szczęście znam sposoby na to, by jednak wiecznie nie trwały. :-)

      Usuń
  4. Cieszę się, że zostałam twoją inspiracją na zły nastrój. Dla mnie rower faktycznie jest rzeczywiście sposobem przełamywania niżu nastrojowego. Zresztą w marych książkach też wyczytałam, że jak Ci jest źle zrób coś dla siebie, co sprawia Ci przyjemność. A ruch fizyczny jest najzdrowszym sposobem na zmianę swojego stanu.
    A co do mężczyzny. Mój ma skuter i rowerem jeżdżę sama. I jest mi z tym dobrze. Nauczyłam się na terapii, że najlepszy związek, to taki, w którym każdy oprócz bycia razem ma też kawałek swojej autonomiczności. Swoją pasję, swoje hobby, swój kącik, w którym może pobyć sam ze sobą. Mój mężczyzna jeździ na ryby, ja jeżdżę na rowerku. A jak już chcemy jechać gdzieś razem, to ja wyjeżdżam wcześniej i cieszę się wolnością wybierania drogi przez lasy, parki, bulwary, a on musi jechać przez zakorkowane ulice. I czasami myślę sobie, że ja mam jednak lepiej, może wolniej, ale przyjemniej:) A w godzinach szczytu i na krótszych trasach, to nawet czasowo wypadam lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy jeździmy we dwoje po prostu wsiadamy na rowery i jedziemy. Kiedy mam jechać sama, zastanawiam się - chce mi się czy nie. Mimo że wiem o tym, że wycieczka rowerowa ma na mnie bardzo dobry wpływ. Taka moja leniwa część mnie się odzywa. ;-) Dlatego skojarzenie z receptą będzie mnie motywować. Taki skrót myślowy: rower-recepta-dobre samopoczucie. :-) Bo powinnam więcej jeździć sama. Mojemu Mężczyźnie nie zawsze się chce. A przecież nie mogę być uzależniona od Jego niechciejstwa. Choć i tak najbardziej lubię jeździć z Nim. Ale oczywiście masz całkowitą rację, każdy powinien mieć swój autonomiczny kącik.

      Usuń
  5. O toż to recepta na moje marudzenie - rowerek. Ale nie w takie upały jak teraz. Muszę co nieco poczekać na chłodek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, aktualna temperatura nie sprzyja aktywności. Chyba, że jest to pływanie w wodzie. :)

      Usuń
  6. Zaciekawił mnie bardzo ten kościółek- cudowne miejsce! I kawiarenka jeszcze- szkoda, że mam daleko ;) A ja lubię jeździć rowerem sama właśnie. Taki reset mózgu:) Czasami też dociskam gaz do dechy i tylko wiatr we włosach, i jest pięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wiele osób, które zawitało do Urli mówi, że to szczególne miejsce. Ma swoją atmosfere, swój klimat. Sporo wczasowiczów tu przyjeżdża, bo to rzut beretem od Warszawy. I rzeczka na miejscu.
      I rowerem jest gdzie pojeździć.:)

      Usuń