czwartek, 9 kwietnia 2015

Powrót



Wróciłam. Po miesiącu nieobecności w pracy.

Jak było kiedy mnie nie było?
Moje obowiązki wykonywało kilkanaście osób.
Jak jest kiedy wróciłam?
Znów wszystko spadło na mnie.




W międzyczasie dwie osoby się zwolniły, trzy złożyły wypowiedzenie, a kolejne rozsyłają cv. Ludzie uciekają, nie ma się co dziwić. Brak organizacji i brak szacunku dla drugiego człowieka - to główne przyczyny.


Ja jednak nabrałam dystansu do pracy, tak mi się przynajmniej wydaje. 

Przeszłam na slow work. Nie mylić ze strajkiem włoskim. :)

Generalnie chodzi mi o pracę na spokojnie, bez spiny. Nie będę się już tak angażować, zostawać po godzinach. Będę robić swoje przez osiem godzin, nie przemęczając się.
Obowiązki podzieliłam sobie na bloki, oczywiście uwzględniając czas na kilka przerw. (Ustawowe 15 minut przerwy to śmiech na sali, zwłaszcza że u nas na wolną łazienkę można czekać 5 minut albo lepiej. Na prawie czterdziestu pracowników jest jedna pojedyncza łazienka - również dla interesantów.)
W blokach ujęłam wszystkie obowiązki. W każdym bloku robię co innego. I ile zrobię tyle zrobię. Jeśli czas minie, zostawiam to co zostało. Trudno. Jeśli w innym bloku mam mniej zajęć, wykonuję zadania zaległe. Do tej pory zaczynałam od tego co najpilniejsze, a to co mogło poczekać leżało. Mój system się sprawdzał, ale kierownikowi się nie podobał. Usłyszałam, że nie jestem systematyczna. Więc teraz będzie wszystkiego po trochu. Systematycznie. 
Wedle życzenia. :)

Uczę się odporności na złośliwe uwagi i skargi niektórych współpracowników. A takie są na porządku dziennym. Przepracowani, sfrustrowani ludzie co rusz biegają na skargę. Kierownik rozkłada ręce, bo totalnie nie potrafi zarządzać tak dużą grupą ludzi. Ale góra kierownika lubi, bo kierownik siedzi cicho i problemy zamiata pod dywan. Za to odbija sobie na pracownikach, których nie lubi. Błędne koło.

Uczę się nie przejmować komentarzami kierownika.
Totalny spokój. 
W końcu nie ważne co nas spotyka, ale jak do tego podchodzimy.
Luz, luz i jeszcze raz luz. 

Co będzie dalej? Pożyjemy, zobaczymy.
Ale wiem, że nie dam się ponownie zarąbać .


A jak przestanę bać się zmian, to po prostu zmienię pracę.
Kiedy powiem sobie DOŚĆ!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz